poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Memories About An Old Friendship



Notka miała być w poniedziałek, ale choroba mnie zaatakowała i ciężko mi jest się na czymkolwiek skupić, więc przepraszam za błędy, a notka pisana na szybkiego, żeby z czasem się wyrobić ;/
No cóż, zapraszam
Enjoy ;)


Do Mallibu dojechaliśmy jako pierwsi. O dziwo pozostali strażnicy jechali za nami. Nie wiem dlaczego. Czyżby zamierzali zatrzymać się willi Marco?
W sumie nie dziwię im się. Prawdopodobnie przyjechali tu tylko po to, aby być na pogrzebie mojej mamy i zobaczyć się ze mną, a przecież to tylko jeden dzień, więc nie będą chyba od razu wyjeżdżać, prawda? To było by bezsensowne.
– Więc jednak się u nas zatrzymacie? – zapytał Marco, kiedy wszyscy już pojawili się w salonie jego domu. – Jak tak to bierzcie pokój, który chcecie poza jednym, bo wybuchł w nim ostatnio pożar – powiedział z niesmakiem, patrząc na mnie.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Katherine, muszę gdzieś wyjść na dłuższą chwilę, więc bądź grzeczna, kiedy mnie nie będzie i nic nie podpal, dobrze? – zapytał Oliver.
Przewróciłam oczami.
– Podpalę ciebie jak nie wrócisz o przyzwoitej porze – powiedziałam z uśmiechem.
– Uuu, małżeństwo nam się szykuje! – zawołała Tiffany.
– Tiffa, bo jak cię zaraz…! – wrzasnęłam i ruszyłam za nią biegiem, kiedy zaczęła uciekać.

*

– Wszystko gotowe? – zapytałem, kiedy spotkałem się z Boginią Światła w szkole dla magicznych istot.
– Tak. Miałam racje co do Katherine – powiedziała białowłosa. – Niezwykłe jak szybko jej moce zaczęły się uwalniać, nieprawdaż?
Staliśmy w jednej z sypialni w pałacu, gdzie mieściły się dormitoria dziewcząt w szkole. Alba, nadzorowała przygotowania na przyjęcie Katherine do szkoły. Moja kochana miała zostać przyjęta do szkoły już we wrześniu, czyli na pierwszy turnus, bo Alba wyczuwała jej moc już na początku roku, ale okazało się, że urodziny Katherine wypadają w ostatni dzień października, więc nie mogła przyjść do szkoły, ale teraz kiedy jej moc się już uwolniła będzie mogła dołączyć do szkoły jeszcze w pierwszym turnusie, ale będzie musiała nadrobić materiału z dwuch miesięcy.
– Pomożesz się jej zaaklimatyzować, prawda? – zapytała odwracając się do mnie.
– Tak – powiedziałam od razu.
– A jak wam się układa? – zapytała. – Słyszałam, że się pokłóciliście i zerwaliście ze sobą, to prawda?
Skąd ona wie, że ja i Katherine… a no tak, przecież jest boginią.
– My… Tak, zerwaliśmy ze sobą w wakacje, ponieważ powiedziałem Katherine, że jestem Strażnikiem Ognia. Nie uwierzyła mi i pogodziliśmy się dopiero w jej urodziny, kiedy zobaczyła do czego jest zdolna.
Alba zachichotała.
– Jakie to słodkie – powiedziała jedna z uczennic szkoły z razy Syren, które odświeżały pokój. – Wróciła do ciebie, bo…
– Z Syrenami nie gadam, Cleo – burknąłem.
– Dlaczego wszyscy nie znoszą Syren? – zapytała druga Syrena. Syntia.
– Nie znoszą was, myślą, że księżniczki to im wszystko wolno…
– No ale tak jest – powiedziała Cleo śmiejąc się.
– Dlaczego akurat one muszą to robić? – zapytałem Albę.
– Bo wszyscy się przestraszyli, że do szkoły będzie chodziła władczyni czarnego ognia, no i nikt nie chciał, bo się bali, że jej moc poprzez pokuj dosięgnie nawet ich.
– Dlaczego w tej szkole uczą się same tępaki? – zapytałem sam siebie.
Drzwi na mną się otworzyły i do środka weszły dwie osoby. Obie od razu poznałem. Była to Mag Vanessa i jej przyrodnia siostra Wampir Raven. Tylko coś było z nimi inaczej niż zwykle. Vanessa miała na sobie strój łowcy z czerwonym płaszczem odpowiednim do jesieni, którą teraz mamy na ziemi, a Raven miała na sobie długi sweter tunikę, za kolanówki i botki. Od kiedy ja znam się na kobiecej modzie? Katherine to twoja wina.
No ale wracając do Raven. Dziewczyna ma dziewiętnaście ludzkich lat, ale na Wampirze to dopiero niecałe trzy. No a skoro jest Wampirem, to dlaczego ma duży brzuszek jakby była w ciąży, mimo że jej rasa nie może mieć dzieci?
– O-oliver? – zdziwiła się.
– Raven… Ty…? O jejku! – wyrwało mi się.
Mimo iż była Wampirzycą to wyglądała na bardzo kruchą. Miła białą skórę, kasztanowe grube loki, szkarłatno brązowe oczy i była z twarzy raczej słodka, ale nie jak mała dziewczynka. Mimo to była bardzo ładna. Jej siostra również była ładna. Miała urodę jak Śnieżka. Hebanowe włosy, biała skóra i czerwone usta, a całości dopełniały szafirowe mądre oczy. Ktoś mógłby ją pomylić z Boginią Cienia, ale ja wiem, że Vanessa ma ciemniejsze oczy i dłuższe włosy, więc potrafię je rozróżnić.
– Kiedy? – zapytałem, podchodząc do niej i patrząc na jej nabrzmiały brzuch.
– N-no… – zaczęła. Cała oblała się rumieńcem.
– W czerwcu – powiedziała Vanessa. – Za dwa miesiące ma termin.
Raven spuściła głowę mrucząc coś pod nosem. Jej zachowanie w ogóle nie oddawało jej natury. Nie była zimnym i bezdusznym potworem, jak inne Wampiry. Ona była radosna i otwarta, zawsze potrafiła słuchać i pomagała innym z uśmiechem, a nie jak ten jej chłopak. Dante, pan idealny z Baroku.
– A no tak, Wampiry są w ciąży sześć miesięcy – zauważyłem. – Masz ametyst, prawda?
Raven skinęła głową.
Przypomniało mi się jak się poznaliśmy. To było jakieś dwa lata temu. Miałem już skończone szesnaście lat i właśnie wybierałem się do Kwatery Głównej Oddziału Teleportującego, skąd miałem się teleportować na Ignis gdzie znajdowała się tajemnicza szkoła dla magicznie utalentowanych istot. Marco był ze mną. Oboje byliśmy podekscytowani i zachowywaliśmy się jeszcze wtedy jak gówniarze.
Raven była wtedy już tak piękna jak dziś, a miała wtedy siedemnaście lat i była jeszcze człowiekiem. Podobno zachorowała, dlatego zmieniono ją w Wampira. Taką decyzję podjął jej ojciec, Vanessa i Dante, mimo iż Raven nigdy nie chciała być nieśmiertelną. Wolała umrzeć, niż stać się potworem, dlatego bardzo się wściekła kiedy po przemianie się obudziła.
Cieszę się, że mnie tam nie było, a stało się to jakieś dwa tygodnie po tym jak odwiedziłem Kwaterę Główną, w której właśnie stacjonowała Raven, Vanessa i Łowcy. Podobno pół Starego Dworu zostało zniszczone.
Później wiem, że Raven zaatakowała zwykłego człowieka, bez żadnych zdolności magicznych. Dziewczyna mogła umrzeć, ale Raven dała jej swojej krwi, krwi potomkini pierwotnego, czyli bardzo silnej. Dziewczyna, która została zaatakowana zmarła, ale z powodu krwi pierwotnego obudziła się, ale już jako Wampir. Teraz chodzi już do trzeciej drugiej klasy w naszej szkole. Podobno jeden przyjaciel Vanessy i Raven został zaatakowany przez wilkołaka, którym była przyjaciółka tej dziewczyny, którą zaatakowała Raven.
Tego dnia, dwudziestego ósmego sierpnia w niedzielę ja i Marco teleportowaliśmy się do ostatniego ocalałego na Ziemi Dworu Mroku, pod którym rozciągało się wiele korytarzy podziemnej Kwatery Głównej. Ani ja ani Marco nie mieliśmy opiekunów, więc musieliśmy się tam dostać sami. Nasi rodzice już nie żyli i pozostaliśmy sami. Jednak na Ignis po ukończeniu szesnastego roku życia jest się już dorosłym i można decydować za siebie, więc nie potrzebowaliśmy już rodziców. Wiem, że to brzmi samolubnie i okrutnie, ale tak właśnie było.
– Denerwujesz się? – zapytał mnie wtedy Marco.
– Jak cholera – powiedziałam.
Obojgu nam wydawało się to wtedy głupie, ale złapaliśmy się za ręce i z pomocą pożyczonego nam przez Białą Boginie żółtego kryształu teleportowaliśmy się do Kwatery Głównej. Tego dnia było tam wielu ludzi. Niektórzy w naszym wieku, inni trochę starsi. Osobami, które były odpowiedzialne za teleportowanie na Ignis były między innymi Vanessa i Raven. Z nimi były też dwie dziewczyny, blond Sandra i ruda Justina, która była w naszym wieku i sama właśnie zaczynała naukę w ZiC, no i oczywiście kilku chłopaków. Starsi bracia Justiny, Dominic i Samuel, młodszy brat Sandry Simon, też w naszym wieku, bliźniaki Peter i Patrick i Wampir Levis.
Bliźniaki chodzili wokół nas z Levisem i kierowali nas w odpowiednie miejsca przed Starym Domem. Nie wpuszczali do środka wszystkich, bo Dworek był w większości zaniedbany i tylko jego front i podziemia były odrestaurowane.
– Ooo! – zawołał jeden bliźniak, podchodząc do nas, gdy tylko się pojawiliśmy między fontanną, a schodami prowadzącymi do dworku.
Powiedział do nas coś w języku, którego żaden z nas nie zrozumiał. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni. Po chwili chłopak klepnął się w czoło.
– Przepraszam – powiedział po angielsku. – Ciągle zapominam, że nie każdy zna polski.
– Nie szkodzi – powiedział Marco. – My chcieliśmy na Ignis…
– Tak, wiem – powiedział. – Wszyscy tu chcą na Ignis – ręką zatoczył przed sobą koło. – Jesteście z jakiego rocznika? – zapytał, kiedy my patrzyliśmy ile tu jest osób.
Był tu taki tłum, że normalnie można było zrobić ogromy koncert.
– Dziewięćdziesiąty piąty – powiedziałem.
– Pierwszoklasiści! – zawołał uradowany. – Ale fajnie! Jesteście jak na razie pierwsi. Dziś niedziela, a pierwszaki przybywają zwykle w poniedziałek, ale…
– Pete! – zawołał ktoś.
To był Levis, oczywiście wtedy się nie znaliśmy.
– Odsuńcie się, bo jak ktoś się teleportuje to wam na głowy spadnie! – zawołał czarnowłosy.
– Aaa, sorki! – zawołał Peter. – Chodźcie, zaprowadzę was. Patrick pilnuj lądowiska!
Do miejsca z którego właśnie odchodziliśmy podbiegł jakiś chłopak, a zaraz potem pokazała się tam z nikąd jakaś parka. Jeden chłopak miał czerwone włosy, a drugi brązowe.
– Peter! – zawołała jakaś dziewczyna, zbiegająca po schodach. To była Raven. – Nessa mnie wyrzuciła z Kwatery, bo stwierdziła, że przeszkadzam. Mogę pomóc?
– Tak, zaprowadzisz ich do drugich klas? Bo pierwszych jeszcze nie ma.
Pokiwała energicznie głową i podeszła do nas.
– Rave! – zawołał drugi bliźniak. – Ich też, ty ich zrozumiesz.
– Jasne.
– Chińczycy – mruknął Marco.
Raven zmierzyła go niedowierzającym spojrzeniem.
– To są Koreańczycy – powiedziała. – Tylko jak ja mam ich zrozumieć, skoro ja po japońsku, a nie po koreańsku mówię – mruknęła z niezadowoleniem.
– Nie szkodzi, ja mówię po angielsku – powiedział ten wyższy, brązowowłosy Koreańczyk.
On i jego towarzysz byli szczerze powiedziawszy bardzo słodcy jak na facetów. To w ogóle byli faceci? Ten w czerwonych włosach był niższy ode mnie, ale w sumie nie wydawali się na starszych ode mnie i Marco.
– Joong! – zawołała Raven. – Nie poznałam cię na początku.
– Nie szkodzi.
– A to Kang – powiedziała. – Masz czerwone włosy? Od kiedy?
– Odkąd założyliśmy zespół – powiedział czerwono włosy, trochę kalecząc język angielski.
– Ooo, nauczyłeś się już lepiej angielskiego, to dobrze, przyda ci się na Ignis – powiedziała z uśmiechem. Ci faceci byli słodcy, ale ona jeszcze słodsza. – A co do zespołu to słyszałam już o tym i obiecuję, że będę was słuchać. Szkoda tylko, że to pop.
– Mnie się podoba – powiedział Joong.
– Może kiedyś z wami zaśpiewam, co? – zapytała.
– Jeśli tylko chcesz.
Uśmiechnęła się radośnie.
– To chodźmy panowie. Mam na imię Raven tak w ogóle – powiedziała już do nas. – A wy?
– Jestem Marco, a to mój kuzyn Oliver – przedstawił nas Marco. – Jesteśmy pierwszorocznymi.
Dopiero w tamtym momencie dokładniej przyjrzałem się Raven, ale zrobiłem błąd, bo aż zaniemówiłem. Byłem tak oniemiały jej idealną urodą, że aż przystanąłem, przez co Kang na mnie wpadł.
– Idzie? – zapytał, znów kalecząc angielski.
Skinąłem głową i ruszyłem.
– Kang jest z drugiego roku, a Joong z czwartego – mówiła Raven do Marco. – A właśnie Kang, ty nie masz młodszej siostry? – zapytała czerwonowłosego.
– Przyszywane to nie siostra – mruknął.
– Ja też mam młodszą przyszywaną siostrę, no w sumie to dwie, więc bardzo je kocham.
Miała na myśli Vanesse, młodszą od niej o ileś tam dni, czy miesięcy, oraz chyba roczną Isabelle, córkę jej ojca i matki Vanessy.
– Mi Ko powinna tu być z nami, ale się poryczała i…
– Wcale nie płakała – przerwał mu Kang. – Tylko wrzeszczała, bo zamknąłeś jej drzwi do Kwatery Pośredniej przed nosem.
– Wcale nie o to…
– Kang?
– A tak w ogóle to jakie macie talenty? – zapytała nas Raven. – Ja jestem hybrydą z połączenia człowieka z Wampirzymi komórkami i Wampira.
– Jesteśmy Magami – powiedział Marco.
– To tak jak Kang! – zawołała uradowana.
– Ale my jesteśmy Magami Żywiołu Ognia – dodał Marco. – Nie takimi zwykłymi.
– W sumie i tak używacie tej samej magii – zauważyła Raven.
Po kilku godzinach spędzonych w ogrodzie przed pięknym dworem w końcu wpuszczono nas do środka, skąd mieliśmy przejść do Kwatery Głównej. Tam poznaliśmy pozostałych Łowców takich jak bliźniacy.
– Wiesz już co to będzie? – zapytałem.
– Tak – powiedziała Raven głaszcząc nabrzmiały brzuch. – Bliźniaczki, dwie córeczki.
Uśmiechnąłem się.
– Gratuluję – powiedziałam jak najbardziej szczerze. – A kiedy ty i Dante baliście ślub? – zapytałem.
– M-my nie mamy ś-ślubu – powiedziała.
Spojrzałem na nią zaskoczony. Wampiry zawsze najpierw się pobierają, a później zakładają rodzinę, no ale cóż się dziwić Raven. Ona nie jest zwyczajnym Wampirem.
– Wpadka – podsumowała Vanessa z głupkowatym uśmiechem.
– Vanessa! – skarciły ją Alba i Raven.
– Wy sobie pogadajcie o czym tak zwykle rozmawiacie – powiedziałem. – A ja już sobie pójdę przygotować Katherine do podróży. Do zobaczenia!
Wyszedłem z pokoju.
Tak dawno nie widziałem Raven, a tu taka niespodzianka. Jest przy nadziei i to na dodatek, spodziewa się bliźniąt. Ciekawe, czy kiedyś ja i Katherine będziemy…
O czym ty myślisz Oliver!? Ona ma dopiero szesnaście lat i jeszcze nigdy tego nie robiła, a ty już o dzieciach myślisz. Najpierw się chłopie zastanów, czy dasz radę wychowywać dziecko.
Gdy tak szedłem korytarzem, wpadłem przez przypadek na kogoś.
– Pźiep-raśiam – powiedziała jakaś niska dziewczyna.
Na szczęście nie upadła, bo złapałem ją za ramiona. Była bardzo niziutka i wyglądała dosłownie jak dziecko.
– Nie przepraszaj – powiedziałem. – To moja wina.
– Shin Hye! – zawołał ktoś naprzeciw mnie.
U wylotu korytarza do dormitoriów dziewcząt stał chłopak o czerwonych włosach.
– Kang? – powiedziałem równocześnie z dziewczyną.
– Możesz ją już puścić, Oliver – powiedział Kang.
Tak zrobiłem, a dziewczyna uciekła do niego i wtuliła się w jego bok.
– Nie wpadaj na moją podopieczną, dobra? – zapytał jakby rozkazując mi.
– Niech ta słodycz nie wpada na mnie – powiedziałem wyzywająco.
Po chwili zaczęliśmy się śmiać i podaliśmy sobie ręce.
– Witaj.
– Witam, witam – powiedziałem. – To twoja dziewczyna? – zapytałem mrugając do dziewczynki.
Kang był ode mnie o rok starszy, ale z powodu jego Koreańskich genów jest ode mnie sporo niższy.
– Może, a co? Ty nadal nie masz?
– Właśnie sprowadzam ją do szkoły – powiedziałem z uśmiechem. – Muszę lecieć, zanim w LA zajdzie słońce.
Mrugnąłem do słodkiej dziewczyny i ominąwszy tę dwójkę ruszyłem korytarzem do szkolnego portalu, żeby wrócić na Ziemię.