piątek, 22 lutego 2013

Unexpected Guest



Zmieniam imię Kurdupla z Krisa na Maxa.
Dede dla GosiaKa, która chyba jako jedyna czyta ten blog i się nim interesuje... :3



Razem poszliśmy na górę, Oliver pierwszy wszedł do garderoby. Zdziwił się kiedy ją zobaczył. Powiedział: „Jest większa niż mój pokój”. Zaśmiałam się.
Wybrał to, czego bym nie założyła. Krótką obcisłą sukienkę bez rękawów w kolorze oceanu nocą.
– Nie założę tego.
Dlaczego?
– To jest sukienka. Ja nie noszę sukienek. Nie leżą mi.
– Nie nosisz, a masz ich tyle w garderobie? Założę się, że z taką figurą na pewno pięknie byś w niej wyglądała – powiedział kładąc mi ręce na biodrach i unosząc mi lekko koszulkę.
– Bez przesady. – Czułam jak się rumienię.
– Nie przesadzam. No dobrze, jeśli nie chcesz to nie zakładaj jej na wieczór. Ale…
– Tak? – No dobra o co chodzi?
Jeszcze wyżej podciągnął mi koszulkę, odkrywając brzuch z przebitym kolczykiem pępkiem.
– Załóż ją teraz. Dla mnie.
– C-co!? – Zająknęłam się. – Nie!
– No proszę.
Odgarnął mi włosy z ramion na plecy i pocałował mnie w szyję.
– Tylko na chwilę.
– A może pójdziemy na plażę popływać, posurfować? – Zmieniłam temat, ale nie skutecznie.
– Możemy, ale jak przymierzysz sukienkę.
– Nie.
– Tak.
Kolejny całus w szyję. Złapał brzegi mojej koszulki i ściągnął mi ją przez głowę. Stałam przed nim w samych spodenkach i staniku.
– No dobra założę ją na koncert, a teraz dobiorę dodatki i idziemy na plażę.
– Super.
Pokazał mi swoje równe białe zęby w szerokim uśmiechu.
– Dzwoń do Marco, ja powiadomię Tiffę.
– Po co oboje mamy dzwonić, skoro zapewne są teraz razem? – zapytał.
  A tak, żeby było śmiesznie.
Spojrzał na mnie unosząc brew.
– Zadzwonimy do nie w tym samym momencie i wtedy oboje będą musieli odebrać. Ja powiem Tiffany, żeby zapytała Marco, a ty powiesz Marco, żeby przekazał Tiff.
– A jeżeli Marco się nie zgodzi?
– Zgodzi, bo Damon Band już dawno nie grali. Później tylko wyślemy zaproszenia w smsach i powiadomimy na Facebooku.
– Ok.
Wybraliśmy ich numery i w równocześnie nacisnęliśmy zielone słuchawki. Tiff odebrała pierwsza, więc poszłam do garderoby.
– Hej, kochanie – przywitałam się. – Co tam?
– Cześć. Nic takiego. Siedzę sobie z Marco i gadamy.
– Oo, to dobrze się składa, że jest blisko ciebie.
– Tak? A o co chodzi?
– Co wy na to, żeby Damon Band zagrali dziś w jego domu? Jego starych i tak nie ma.
– Jasne. Dawno nie grali, a Marco chyba ma nową piosenkę. Podejrzewam, że dla mnie.
Pisnęła cicho z zachwytu..
– Nie słyszał tego? – zapytałam.
– Nie. Rozmawia z kimś przez telefon. To dziwne.
– Co?
– Nasze komórki  zaczęły dzwonić jednocześnie.
Zaśmiałam się cicho.
– No dobra, to do wieczora.
– Spoko.
– Pa.
– Papa.
 Rozłączyłam się i wróciłam do pokoju. Oliver jeszcze rozmawiał.
– No to do wieczora, stary.
– I co? – zapytałam siadając na łóżku.
Usiadł obok mnie.
– Miałaś racje. No to wieczór mamy zaplanowany. A teraz mamy ponad pięć godzin na pójście na plażę.
Mój telefon jak i telefon Olivera zabrzęczały.
Wiadomość od Tiffany:
Kat, Oliver jesteście stuknięci :P
O n dostał taką samą od Marco.

Po kilku minutach byliśmy na plaży. Musieliśmy zabrać Maxa, bo rodzice nie pozwalali mi go zostawiać samego. Właściwie to nie poszliśmy w głąb plaży, tylko za dom, a Kris siedział na schodach i grał na PSP Olivera. Niestety Diana nie chciała pilnować mojego ukochanego braciszka, bo stwierdziła, że trzy raz w tygodniu to za dużo. I na koncert też musiałam go zabrać.
Teraz mniejsza o to. Do sukienki założyłam czarne trampki, gruby, krótki łańcuch na szyję z motywem węża z szafirowymi oczami i motocyklową kurtkę Olivera z czarnej skóry.
O dwudziestej pojechaliśmy we czwórkę do domu Marco, już wiele samochodów stało wzdłuż jego ulicy. Ledwie udało nam się przedrzeć do środka taki tłum chciał tam wejść. Max poszedł do saloniku gier do którego Marco dał mu klucz i młody zamknął się tam.
Do dwudziestej pierwszej muzyka leciała z radia, bo dopiero wtedy przyjechał perkusista Damon Band. Marco zaśpiewał nową piosenkę, którą napisał dla Tiffy. Ja zgodziła się na zaśpiewanie tylko jednej piosenki, bo miałam ochotę tylko na taniec z Oliverem w rytm rockowej muzyki.

Czas mijał, a ja coraz bardziej zakochiwałam się w Oliverze, nie wiem czy już nie przekroczyłam granicy. Mama mówiła mi przez ostatnie miesiące szkoły i przez całe wakacje, że kiedy tylko ktoś zobaczy jaka jestem szczęśliwa to od razu zarażałam go dobrym humorem.
Diana strasznie się wkurzyła, że bliżej poznałam Olivera. A kiedy zobaczyła go na parkingu szkolnym, myślała pewnie, że przyjechał się zapisać. Kiedy to zobaczyłam od razu do niego pobiegłam, zostawiając Tiff, żeby powiedziała siostrze, że Oliver jest zajęty. Kiedy już byłam blisko, przestał się opierać o swojego czarnego Suva i podszedł do mnie wyciągając ręce, a ja rzuciłam mu się na szyję, a potem pocałowałam w usta. Mina Diany była bezcenna, widziałam ją w telefonie Tiffany, bo tej udało się zrobić zdjęcie.
Pod koniec wakacji zdarzyło się coś co znów sprowadziło mnie na złą drogę. Nie wiem dlaczego tak wyszło. Pewnie przez niego…
– Dzień dobry, kochanie – zadzwonił do mnie któregoś letniego popołudnia Oliver.
– Dzień dobry.
Leżałam na łóżku na brzuchu z włączony facebookiem w laptopie.
– Co ty na to, żeby pójść dziś do kina? – zapytał.
– No nie wiem. A może przyjechałbyś do mnie? Obejrzelibyśmy jakiś Horror. Rodziców wieczorem nie ma, a Max to nie problem.
– Brzmi kusząco. Co porabiasz?
– Odrabiam wakacyjne zadania do szkoły.
– Naprawdę? Bo widzę zieloną kropkę przy twoim nazwisku na czacie na facebooku.
– No dobra. Odrabiałam zadania, jakiś długi czas temu.
– Tak myślałem.
– Przyznaję, nie jestem przykładną uczennicą.
Zaśmiał się. Wyobraziłam sobie jego błyszczące oczy kiedy patrzy na mnie i łobuzerski uśmiech, od którego każda dziewczyna mdleje.
– To o której mam wpaść? – zapytał.
– O ósmej? Mniej więcej, bo wtedy Robby wyjdzie z domu.
– Rozumiem.

Ojciec pojechał na spotkanie z przyjaciółmi dużo prędzej niż myślałam, więc zanim przyjechał Oliver miałam trochę czasu dla siebie. Przygotowałam kilka filmów na DVD m.in. Resident Evil i Underworld. W mikrofali zrobiłam serowy i solony popcorn. Zaniosłam Maxowi mój laptop, żeby nie wychodził ze swojego pokoju.
Kiedy byłam w kuchni i wysypywałam popcorn do miski ktoś zapukał do drzwi.
– Chwileczkę! – zawołałam.
Wyrzuciłam opakowania po popcornie do kosza na śmiecie i pobiegłam do drzwi.
Kiedy otwierałam drzwi miałam szerokoi uśmiech na ustach, ale po chwili mina mi zrzedła. Ten kto stał na werandzie, był najmniej spodziewanym przeze mnie gościem.
Elliot!?

No i znów GosiaKu kończę w niefajnym momencie :P