– Elliot!? – wrzasnęłam i
chciałam zatrzasnąć drzwi, ale jego stopa mi na to nie pozwoliła. – Odejdź,
proszę.
Elliot to prawa ręka szefa
jednego z gangów w Los Angeles. Gang nosi nazwę Lie Life, ponieważ jego
członków połączyły kłamstwa jakie opowiadali im inni ludzie, przez większość
ich życia. Kiedyś do nich należałam. Nie tak zwyczajnie. Należałam do Elliota,
ale że nie mógł mnie do niczego zmusić, nie musiałam być jedną z tych które się
dla nich puszczają.
Eliot miał złote włosy i brązowe
oczy. Był naprawdę przystojny i nieprzyzwoicie wysoki. Kiedyś się w nim
podkochiwałam, ale się z tym kryłam do momentu, aż mi przeszło.
– Och, Katherine. Nie chcesz
porozmawiać ze starym kolegą?
– Jakoś nie mam ochoty.
Znów próbowałam zamknąć drzwi,
ale od naparł na nie barkiem i otworzyły się z trzaskiem.
– Elliot, odejdź do cholery. Nie
mam już nic wspólnego z Lie Life. A tym bardziej z tobą! – wrzasnęłam.
Przekroczył próg domu i zamknął
drzwi.
– Oczywiście, że masz. Nie
zapominaj, że jesteś moja.
– Dopóki nie skończę szesnastu
lat, nic ci się nie należy. A Sam – Sam to przywódca gangu – powiedział, że
jeśli opuszczę gang przed trzydziestym pierwszym października dwa tysiące
trzynastego roku to gówno ci się należy.
– Racja, tyle że ty nigdy nas
nie opuściłaś.
Złapał mnie za biodra i
przyciągnął do siebie. Wbiłam mu paznokcie w ramiona i spróbowałam odepchnąć,
ale na próżno.
– Siostra, co ty tak hałasujesz?
– zapytał Max, wchodząc na schody.
– Max, idź do pokoju i nie
wychodź. NSN.
Szybko pobiegł do swojego pokoju
i zatrzasnął drzwi.
NSN znaczy najwyższy stopień
niebezpieczeństwa. Młody wymyślił sobie głupi kod porozumiewawczy i niestety
się go nauczyłam. A jednak się przydał.
Najniebezpieczniejszy, ponieważ Elliot mógł mieć przy sobie broń, tak jak
każdy członek jakiegokolwiek gangu.
– Braciszek jest w domu? Chyba nie chcesz,
żeby coś mu się stało?
– Odczep się od Maxa. Zostaw
mnie i moją rodzinę w spokoju, rozumiesz?
Oliver pospiesz się.
– Odczepię się, jeżeli wrócisz
do mnie.
– Nigdy z tobą nie byłam i nie
będę. Już nie jestem taka jak wy.
– Nie? A co z twoim tatusiem?
Jego cuchnący alkoholem oddech
owionął moją twarz.
– Co masz na myśli?
Puścił mnie i przeszedł do
kuchni.
– Mmm, popcorn.
Szybko poszłam za nim.
– Zostaw to.
– To mam zostawić twoją rodzinkę
w spokoju? Jeszcze rok temu mówiłaś, że ich nienawidzisz.
– Wiesz coś o moim ojcu, czego
ja nie wiem? – zapytałam gniewnie. – Bo wątpię.
– A na przykład to, że niejaki
Robby Satine nie jest twoim biologicznym ojcem.
– O czym ty pieprzysz!?
– A nie zastanawiałaś się nigdy
nad tym, że twoje włosy są… przepraszam, były złote, mimo że żadne z nich nie
jest blondynem? Ładnie ci w czerwieni tak przy okazji.
– Czasami się zdarza, że dziecko
ma inny kolor włosów niż rodzice. Moja babcia miała blond włosy. Mama
Robby’ego.
– Może, ale ona nie jest z tobą
spokrewniona – powiedział, zanurzając rękę w misce z popcornem.
– Co masz na myśli?
Wyrwałam mu miskę z rąk i
odstawiłam na blat.
– Widziałem ich w restauracji
twojej mamy. Siedzieli tam we trójkę. Sally, Robby i złotowłosy mężczyzna w ich
wieku.
– I to twoim zdaniem był mój
biologiczny ojciec?
– Nie moim zdaniem. Tak mówili.
– Co!? Elliot o czym ty gadasz.
Przychodzisz do mojego domu bez zaproszenia. Zachowujesz się jakby nigdy nic i
mówisz mi, że mężczyzna który mnie wychował nie jest moim ojcem?
– Nie jest. W domu na pewno
znajdziesz papiery adopcyjne. Bo przecież Robby musiał cię adoptować.
– Jasne, bo już ci wieżę –
powiedziałam sarkastycznie.
– Albo jeszcze lepiej. Znajdź
swój akt urodzenia. No wiesz, nazwiska biologicznych rodziców.
– Wyjdź.
Na podjeździe usłyszałam
samochód.
– Spodziewasz się gości? –
zapytał Elliot.
– Tak się składa, że tak.
Zapomniałam, że nie lubisz kiedy mówi się do ciebie rozkazująco. Proszę,
opuścisz już mój dom? Wszystko już załatwiłeś? – zapytałam.
– Jeszcze jedną rzecz muszę
załatwić.
Podszedł do mnie zbyt szybo,
żebym mogła zareagować. Objął mnie i zaczął całować. Zaczęłam okładać go
pięściami, ale ścisnął mnie jeszcze mocniej i bardziej łapczywie wpił się
wargami w moje usta.
Drzwi frontowe się otworzyły.
– Katherine? – usłyszałam głos
Olivera. – Już jestem.
Tylko w kuchni paliło się
światło, więc pewne było to, że tu wejdzie.
Ugryzłam Elliota w wargę i
poczułam w ustach krew. Odepchnęłam go z całej siły, a on uderzył mnie otwartą
dłonią w twarz. Cios był tak mocny, że z oczu pociekły mi łzy.
Z kącika ust blondyna ciekła
krew, a jego nos był spuchnięty i też krwawił. Na kostkach zaciśniętej pięści Olivera
także była krew.
– Nie wiem kim jesteś i co tutaj
robisz – zaczął – ale nikt nie będzie tak traktował Katherine, nie pozwolę na
to.
Pierwszy raz widziałam go tak
wściekłego. Jego oczy płonęły gniewem, a twarz wykrzywiał grymas furii.
– Wynoś się stąd. Nie chcę cię
już nigdy więcej widzieć w pobliżu Katherine. Wynoś się! – wrzasnął, kiedy Elliot
nie ruszył się z miejsca.
– Jeszcze się zobaczymy,
kochanie – powiedział na pożegnanie.
Ominął Olivera i wyszedł z domu
zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem .
– Chodź tu – powiedział,
podchodząc do mnie.
Wtuliłam się w niego i zacisnęłam
mocno powieki.
– Spokojnie. Jestem z
tobą. Wszystko będzie dobrze –
uspokajał mnie głaszcząc po głowie.
– Nie mogę – powiedziałam i
wyzwoliłam się z jego uścisku. – Zaraz zwymiotuję.
Pobiegłam na górę do siebie i
zwróciłam do sedesu. Spłukałam i usiadłam
na zimnych kafelkach w łazience. Zaczęłam płakać tak mocno, że nie mogłam nic
powiedzieć.
– Flame, spokojnie. On już nic
ci nie zrobi – powiedział Oliver, siadając obok mnie.
– Ty go nie znasz –
powiedziałam, przełykając łzy. – On jest nieobliczalny. Jest zły.
– Kim on jest? – zapytał.
–To Elliot. Jeden z
przestępców należących do gangów. Kiedy miałam trzynaście lat to byłam jedną z nich
przez rok, ale odkąd zaczęłam się przyjaźnić z Tiffą odeszłam.
Opowiedziałam
mu wszystko. O Samie, o tym, że obiecał Elliotowi, że będę jego.
– To teraz już nie mamy przed
sobą tajemnic – powiedziałam. – Prawda?
–Tak.
Uśmiechnął się szeroko i chciał
mnie pocałować.
– Nie. – Położyłam mu dłoń na ustach.
– Muszę umyć zęby.
Wstałam i przygotowałam
szczoteczkę z pastą.
– Przekonasz Maxa, żeby nie
mówił rodzicom, że byliśmy w niebezpieczeństwie?
– Jasne. Zaraz wracam.
Pocałował mnie w zagłębienie
między szyją, a ramieniem i wyszedł.
Wyszczotkowałam zęby i dla
pewności przepłukałam je płynem do jamy ustnej.
– Załatwione – powiedział
Oliver. – To na co masz ochotę?
– Chcę obejrzeć film. Najlepiej horror.
Ale najpierw muszę coś sprawdzić.
Mimo, że nie brałam słów Elliota
na poważnie to jednak korciło mnie, żeby sprawdzić akt urodzenia.
Poszłam na dół do sypialni
rodziców. Tam mieli wszystkie dokumenty. Przeszukałam szuflady biurka Sally,
ale znalazłam tylko akt urodzenia Maxa. W biurku Robby’ego też nie znalazłam.
– Czego szukasz? – zapytał
Oliver.
– Mojego aktu urodzenia, ale nie
mogę go znaleźć. No tak, sejf.
Podeszłam do jedynego obrazu w sypialni
rodziców i zdjęłam go.
– Odwróć się, proszę.
– Jasne.
Zrobił to od razu.
Sejf miał klawiaturę numeryczną,
a nie pokrętło. Wpisałam siedem cyfr, a zamek kliknął i tytanowe drzwiczki
uchyliły się lekko.
– Już – powiedziałam, dając znak
Oliverowi, żeby się odwrócił.
Rodzice nie wiedzieli, że znam
szyfr do sejfu i mam nadzieję, ze nigdy nie będą wiedzieć.
Przy prawej ścianie sejfu
znalazłam czarną cienką teczkę. Wyciągnęłam ją i otworzyłam ją.
– Znalazłam – powiedziałam.
– Czy to nie dziwne, że twój akt
urodzenia jest w sejfie, a twojego brata tylko w biurku? – zapytał.
– Miał rację – powiedziałam z
przerażeniem.
– Słucham?
– Robby nie jest moim
biologicznym ojcem.