wtorek, 12 marca 2013

Elliot



 – Elliot!? – wrzasnęłam i chciałam zatrzasnąć drzwi, ale jego stopa mi na to nie pozwoliła. – Odejdź, proszę.
Elliot to prawa ręka szefa jednego z gangów w Los Angeles. Gang nosi nazwę Lie Life, ponieważ jego członków połączyły kłamstwa jakie opowiadali im inni ludzie, przez większość ich życia. Kiedyś do nich należałam. Nie tak zwyczajnie. Należałam do Elliota, ale że nie mógł mnie do niczego zmusić, nie musiałam być jedną z tych które się dla nich puszczają.
Eliot miał złote włosy i brązowe oczy. Był naprawdę przystojny i nieprzyzwoicie wysoki. Kiedyś się w nim podkochiwałam, ale się z tym kryłam do momentu, aż mi przeszło.
– Och, Katherine. Nie chcesz porozmawiać ze starym kolegą?
– Jakoś nie mam ochoty.
Znów próbowałam zamknąć drzwi, ale od naparł na nie barkiem i otworzyły się z trzaskiem.
– Elliot, odejdź do cholery. Nie mam już nic wspólnego z Lie Life. A tym bardziej z tobą! – wrzasnęłam.
Przekroczył próg domu i zamknął drzwi.
– Oczywiście, że masz. Nie zapominaj, że jesteś moja.
– Dopóki nie skończę szesnastu lat, nic ci się nie należy. A Sam – Sam to przywódca gangu – powiedział, że jeśli opuszczę gang przed trzydziestym pierwszym października dwa tysiące trzynastego roku to gówno ci się należy.
– Racja, tyle że ty nigdy nas nie opuściłaś.
Złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Wbiłam mu paznokcie w ramiona i spróbowałam odepchnąć, ale na próżno.
– Siostra, co ty tak hałasujesz? – zapytał Max, wchodząc na schody.
– Max, idź do pokoju i nie wychodź. NSN.
Szybko pobiegł do swojego pokoju i zatrzasnął drzwi.
NSN znaczy najwyższy stopień niebezpieczeństwa. Młody wymyślił sobie głupi kod porozumiewawczy i niestety się go nauczyłam. A jednak się przydał.
Najniebezpieczniejszy, ponieważ  Elliot mógł mieć przy sobie broń, tak jak każdy członek jakiegokolwiek gangu.
 – Braciszek jest w domu? Chyba nie chcesz, żeby coś mu się stało?
– Odczep się od Maxa. Zostaw mnie i moją rodzinę w spokoju, rozumiesz?
Oliver pospiesz się.
– Odczepię się, jeżeli wrócisz do mnie.
– Nigdy z tobą nie byłam i nie będę. Już nie jestem taka jak wy.
– Nie? A co z twoim tatusiem?
Jego cuchnący alkoholem oddech owionął moją twarz.
– Co masz na myśli?
Puścił mnie i przeszedł do kuchni.
– Mmm, popcorn.
Szybko poszłam za nim.
– Zostaw to.
– To mam zostawić twoją rodzinkę w spokoju? Jeszcze rok temu mówiłaś, że ich nienawidzisz.
– Wiesz coś o moim ojcu, czego ja nie wiem? – zapytałam gniewnie. – Bo wątpię.
– A na przykład to, że niejaki Robby Satine nie jest twoim biologicznym ojcem.
– O czym ty pieprzysz!?
– A nie zastanawiałaś się nigdy nad tym, że twoje włosy są… przepraszam, były złote, mimo że żadne z nich nie jest blondynem? Ładnie ci w czerwieni tak przy okazji.
– Czasami się zdarza, że dziecko ma inny kolor włosów niż rodzice. Moja babcia miała blond włosy. Mama Robby’ego.
– Może, ale ona nie jest z tobą spokrewniona – powiedział, zanurzając rękę w misce z popcornem.
– Co masz na myśli?
Wyrwałam mu miskę z rąk i odstawiłam na blat.
– Widziałem ich w restauracji twojej mamy. Siedzieli tam we trójkę. Sally, Robby i złotowłosy mężczyzna w ich wieku.
– I to twoim zdaniem był mój biologiczny ojciec?
– Nie moim zdaniem. Tak mówili.
– Co!? Elliot o czym ty gadasz. Przychodzisz do mojego domu bez zaproszenia. Zachowujesz się jakby nigdy nic i mówisz mi, że mężczyzna który mnie wychował nie jest moim ojcem?
– Nie jest. W domu na pewno znajdziesz papiery adopcyjne. Bo przecież Robby musiał cię adoptować.
– Jasne, bo już ci wieżę – powiedziałam sarkastycznie.
– Albo jeszcze lepiej. Znajdź swój akt urodzenia. No wiesz, nazwiska biologicznych rodziców.
– Wyjdź.
Na podjeździe usłyszałam samochód.
– Spodziewasz się gości? – zapytał Elliot.
– Tak się składa, że tak. Zapomniałam, że nie lubisz kiedy mówi się do ciebie rozkazująco. Proszę, opuścisz już mój dom? Wszystko już załatwiłeś? – zapytałam.
– Jeszcze jedną rzecz muszę załatwić.
Podszedł do mnie zbyt szybo, żebym mogła zareagować. Objął mnie i zaczął całować. Zaczęłam okładać go pięściami, ale ścisnął mnie jeszcze mocniej i bardziej łapczywie wpił się wargami w moje usta.
Drzwi frontowe się otworzyły.
– Katherine? – usłyszałam głos Olivera. – Już jestem.
Tylko w kuchni paliło się światło, więc pewne było to, że tu wejdzie.
Ugryzłam Elliota w wargę i poczułam w ustach krew. Odepchnęłam go z całej siły, a on uderzył mnie otwartą dłonią w twarz. Cios był tak mocny, że z oczu pociekły mi łzy.
Z kącika ust blondyna ciekła krew, a jego nos był spuchnięty i też krwawił. Na kostkach zaciśniętej pięści Olivera także była krew.
– Nie wiem kim jesteś i co tutaj robisz – zaczął – ale nikt nie będzie tak traktował Katherine, nie pozwolę na to.
Pierwszy raz widziałam go tak wściekłego. Jego oczy płonęły gniewem, a twarz wykrzywiał grymas furii.
– Wynoś się stąd. Nie chcę cię już nigdy więcej widzieć w pobliżu Katherine. Wynoś się! – wrzasnął, kiedy Elliot nie ruszył się z miejsca.
– Jeszcze się zobaczymy, kochanie – powiedział na pożegnanie.
Ominął Olivera i wyszedł z domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem .
– Chodź tu – powiedział, podchodząc do mnie.
Wtuliłam się w niego i zacisnęłam mocno powieki.
Spokojnie. Jestem z tobą. Wszystko będzie dobrze – uspokajał mnie głaszcząc po głowie.
– Nie mogę – powiedziałam i wyzwoliłam się z jego uścisku. – Zaraz zwymiotuję.
Pobiegłam na górę do siebie i zwróciłam do  sedesu. Spłukałam i usiadłam na zimnych kafelkach w łazience. Zaczęłam płakać tak mocno, że nie mogłam nic powiedzieć.
– Flame, spokojnie. On już nic ci nie zrobi – powiedział Oliver, siadając obok mnie.
– Ty go nie znasz – powiedziałam, przełykając łzy. – On jest nieobliczalny. Jest zły.
– Kim on jest? – zapytał.
To Elliot. Jeden z przestępców należących do gangów. Kiedy miałam trzynaście lat to byłam jedną z nich przez rok, ale odkąd zaczęłam się przyjaźnić z Tiffą  odeszłam.
Opowiedziałam mu wszystko. O Samie, o tym, że obiecał Elliotowi, że będę jego.
– To teraz już nie mamy przed sobą tajemnic – powiedziałam. – Prawda?
Tak.
Uśmiechnął się szeroko i chciał mnie pocałować.
– Nie. – Położyłam mu dłoń na ustach. – Muszę umyć zęby.
Wstałam i przygotowałam szczoteczkę z pastą.
– Przekonasz Maxa, żeby nie mówił rodzicom, że byliśmy w niebezpieczeństwie?
– Jasne. Zaraz wracam.
Pocałował mnie w zagłębienie między szyją, a ramieniem i wyszedł.
Wyszczotkowałam zęby i dla pewności przepłukałam je płynem do jamy ustnej.
– Załatwione – powiedział Oliver. – To na co masz ochotę?
– Chcę obejrzeć film. Najlepiej horror. Ale najpierw muszę coś sprawdzić.
Mimo, że nie brałam słów Elliota na poważnie to jednak korciło mnie, żeby sprawdzić akt urodzenia.
Poszłam na dół do sypialni rodziców. Tam mieli wszystkie dokumenty. Przeszukałam szuflady biurka Sally, ale znalazłam tylko akt urodzenia Maxa. W biurku Robby’ego też nie znalazłam.
– Czego szukasz? – zapytał Oliver.
– Mojego aktu urodzenia, ale nie mogę go znaleźć. No tak, sejf.
Podeszłam do jedynego obrazu w sypialni rodziców i zdjęłam go.
– Odwróć się, proszę.
– Jasne.
Zrobił to od razu.
Sejf miał klawiaturę numeryczną, a nie pokrętło. Wpisałam siedem cyfr, a zamek kliknął i tytanowe drzwiczki uchyliły się lekko.
– Już – powiedziałam, dając znak Oliverowi, żeby się odwrócił.
Rodzice nie wiedzieli, że znam szyfr do sejfu i mam nadzieję, ze nigdy nie będą wiedzieć.
Przy prawej ścianie sejfu znalazłam czarną cienką teczkę. Wyciągnęłam ją i otworzyłam ją.
– Znalazłam – powiedziałam.
– Czy to nie dziwne, że twój akt urodzenia jest w sejfie, a twojego brata tylko w biurku? – zapytał.
– Miał rację – powiedziałam z przerażeniem.
– Słucham?
– Robby nie jest moim biologicznym ojcem.