czwartek, 4 kwietnia 2013

Who I Really Am? Katherine Satine? Or maybe Katherine Harris?

Zapraszam do czytania ;*


[...]
W rubryczce Biologiczni rodzice widniały dwa nazwiska, ale nie te których się spodziewałam. Było tam panieńskie nazwisko mamy, czyli Sally Clark, ale nazwisko ojca było mi nieznane.
– Jay Harris – przeczytałam.
Obejrzałam z Oliverem dwie pierwsze części Resident Evil. Jakoś po jedenastej pojechał do domu Marco, a ja wzięłam prysznic, zagoniłam Maxa do łóżka i sama poszłam spać.



Przeszywający moją głowę ból wyrwał mnie ze snu. Czułam tez suchość i niemiłe swędzenie w gardle, zazwyczaj towarzyszący komuś kto krzyczał. Max ma mocny sen więc pewnie tego nie słyszał, a rodziców nie ma w domu.
Odnalazłam telefon wśród poduszek i wybrałam numer Olivera w książce telefonicznej. – Witam o pierwszej w nocy, Katherine. – Przywitał mnie jego niski, ciepły głos. Był trochę zaspany. Ziewnął. – Stęskniłaś się?
– Boli – wydyszałam.
– Boże! – Usłyszałam jakieś uderzenie. Chyba coś spadło. – Cholera! Zaraz u ciebie będę. Nie ruszaj się.
Ciekawe niby gdzie miałam się ruszać?
Wypuściłam telefon z ręki zanim Oliver przestał mówić i złapałam się za głowę zaciskając Malce na włosach. Zwinęłam się  w kłębek i zamknęłam oczy, ale mimo to słyszałam jak do mnie mówią. Te same głosy co od kilku miesięcy w snach. Teraz jednak słyszałam ich także za dnia, kiedy byłam całkowicie świadoma. Szeptali do mnie:
– Katherine… Katherine, chodź do nas.
Zakryłam uszy dłońmi, ale ich szepty nadal rozbrzmiewały w mojej głowie. Coraz wyraźniej.
Katherine – powtarzały. – Jesteś jedną z nas. Jesteś taka jak my. Jesteś nasza.
Po kilkunastu minutach, które ciągnęły się w nieskończoność, usłyszałam pisk opon na asfalcie przed domem i trzaskanie drzwi, kiedy Oliver wyszedł z samochodu.
Nie pomyślałam nawet jak wejdzie do domu, bo drzwi frontowe były zamknięte na klucz, a balkonowe w moim pokoju były tylko uchylone.
Poradzisz sobie Oliverze – pomyślałam.
Zawsze jakoś sobie radził.
Usłyszałam jakieś szmery dochodzące od okna, chciałam się na nich skupić, ale pulsujący w głowie ból nie pozwalał mi na to. Coś za oknem huknęło, jakby ciężki przedmiot spadł na balkon z dużej wysokości.
– Katherine – zawołał Oliver, zza uchylonych drzwi na tyle głośno bym go z łatwością usłyszała.
– Idź do Maxa. – wydyszałam z wielkim trudem.
– Zaraz będę.

Wspiąłem się na dach, przeszedłem po stromej powierzchni i zeskoczyłem na balkon Maxa. Zapukałem mocno w szybę w uchylonych drzwiach. Chłopak nie poruszył się nawet. Leżał na brzuchu z twarzą zwróconą ku mnie i z otwartymi ustami.
Zapukałem bardziej natarczywie.
– Max! – wrzasnąłem.
– Jej pokój ma okna z widokiem na plażę. Nie mówiła ci? – zapytał sennym głosem.
– Otwórz drzwi, proszę.
– Nie obchodzą mnie faceciki siostry. Nie znam cię, odejdź.
Odwrócił głowę i zaczął głośno chrapać.
– To ja Oliver! Max otwórz. Kat źle się czuje.
– A dostanę coś za to? – zapytała siadając.
– Kupię ci najnowszego Need for Speed’a na Play Station – powiedziałem bez zastanowienia.
– I nową figurkę Sandmana. Ostatnia straciła przez siostrę nogę.
– Dobra, tylko otwórz.
Dzieciak wstał z łóżka, okrążył je powłócząc nogami i położył rękę na klamce.
– Nie chcesz nas zabić? – zapytał.
– Max. – Powoli traciłem cierpliwość. – Jeśli zaraz nie otworzysz to z chęcią cię zabiję.
– Dobra, dobra już otwieram.
Zamkną drzwi, ustawił klamkę poziomo i wrócił do łóżka opadając na nie bezwładnie. Zanim jednak do niego dotarł, przebiegłem pomieszczenie i od razu dobiegłam do drzwi sypialni Katherine. Nie zamknąłem za sobą drzwi balkonowych, mimo że młody o to prosił.
Drzwi jej pokoju były zamknięte na klucz. Wyciągnąłem z kieszeni kółko z kluczami i odnalazłem najmniejszy z nich, który dała mi Kat i otworzyłem drzwi.

Miałam zamknięte oczy, kiedy Oliver wszedł do pokoju. Czułam się jakby minęła wieczność zanim przyszedł.
W kilka sekund znalazł się obok mnie, ostrożnie wszedł na łóżko obok mnie i zaczął głaskać mnie po głowie, śpiewając. Znów tę samą pieśń co zawsze. Kolejny raz od dwóch miesięcy jego dziwne słowa wyganiały ból z mojej głowy.
Nie powiedziałam Oliverowi, że słyszę w snach głosy i nadal po przebudzeniu. Bałam się co sobie o mnie pomyśli. Tylko Tiffa o tym wiedziała.
Ból ustępował powoli. Nagle zachciało mi się spać, jak zwykle gdy Oliver śpiewał te piosenkę. Odrzuciłam od siebie sen. Kiedy piosenka się skończyła, Oliver przestał mnie głaskać i wyszedł z łóżka. Myślał, że zasnęłam. Gdy był już prawie przy drzwiach, odezwałam się:
– Gdzie idziesz? – zapytałam.
– Katherine? – zdziwił się. – Myślałem, że zasnęłaś.
Odwrócił się w moją stronę, ale nadal stał nieopodal drzwi.
– To dlatego wychodzisz? Spieszysz się gdzieś? – zapytałam.
– Nie. Chciałem pójść do kuchni, po coś do picia i przy okazji zamknąć drzwi na balkon u Maxa, bo kiedy tu szedłem to tego nie zrobiłem… – wytłumaczył.
– Pewnie już podstawił krzesło pod klamkę, żeby nikt nie wszedł – powiedziałam z uśmiechem.
– Krzesło? – zdziwił się.
– Nie ma zamka w drzwiach – wytłumaczyłam. – Ja swój mam dopiero od jakichś dziesięciu miesięcy.
– A.
Zapadła dość długa chwila milczenia co było w naszym przypadku dziwne, bo zawsze rozmawialiśmy, albo… no… wykonywaliśmy inne czynności, do których nie potrzebne są słowa.
– Co to było? – zapytałam po chwili ciszy. – To co śpiewałeś.
– Nic nie śpiewałem. – Zobaczyłam, że jego twarz odrobinę się napięła. – Ja nie śpiewam.
– Śpiewałeś, przecież słyszałam. To jakieś zaklęcie, czy coś? – zapytałam. – Tak myślę, że dzięki temu przeżyłam ostatnie miesiące. Oliver nie udawaj, proszę. Cały czas mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz. Proszę porozmawiaj ze mną.
Usiadłam po turecku i oparłam się plenami o metalowe wezgłowie łóżka.
– Masz rację – powiedział po dłuższej chwili ciszy.
Nadal nie zmieniał miejsca.
– Słucham? – Nie dowierzałam temu co powiedział. – Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
Taa jasne. A te głupie sny? – pomyślałam.
– Tak. I właśnie przez to nie mogłam wytrzymać, że ci tego nie powiedziałem. Wybacz, ale nie wiedziałem, czy mogę ci na tyle zaufać, żeby ci to wyznać.
– Racja. W dość dziwnych okolicznościach zostaliśmy parą.
Powoli przechodziła mi złość.
– Proszę, powiedz że po tym co ci powiem nie stwierdzisz, że jestem stuknięty.
– Zależy co usłyszę.
– Nie  musisz mi wierzyć, ale nie odwracaj się ode mnie. Nie zniósł bym rozłąki.
– O czym ty mówisz? – zdziwiłam się.
– Proszę.
– Ja też bym tego nie zniosła – powiedziałam.
– No dobrze, a więc...