Zapraszam do czytania ;*
[...]
W rubryczce Biologiczni rodzice widniały dwa nazwiska, ale nie te których się
spodziewałam. Było tam panieńskie nazwisko mamy, czyli Sally Clark, ale
nazwisko ojca było mi nieznane.
– Jay Harris – przeczytałam.
Obejrzałam z Oliverem dwie
pierwsze części Resident Evil. Jakoś po jedenastej pojechał do domu Marco, a ja
wzięłam prysznic, zagoniłam Maxa do łóżka i sama poszłam spać.
Przeszywający moją głowę ból
wyrwał mnie ze snu. Czułam tez suchość i niemiłe swędzenie w gardle, zazwyczaj
towarzyszący komuś kto krzyczał. Max ma mocny sen więc pewnie tego nie słyszał,
a rodziców nie ma w domu.
Odnalazłam telefon wśród poduszek
i wybrałam numer Olivera w książce telefonicznej. – Witam o pierwszej w nocy,
Katherine. – Przywitał mnie jego niski, ciepły głos. Był trochę zaspany.
Ziewnął. – Stęskniłaś się?
– Boli – wydyszałam.
– Boże! – Usłyszałam jakieś
uderzenie. Chyba coś spadło. – Cholera! Zaraz u ciebie będę. Nie ruszaj się.
Ciekawe niby gdzie miałam się
ruszać?
Wypuściłam telefon z ręki zanim
Oliver przestał mówić i złapałam się za głowę zaciskając Malce na włosach.
Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy,
ale mimo to słyszałam jak do mnie mówią. Te same głosy co od kilku miesięcy w
snach. Teraz jednak słyszałam ich także za dnia, kiedy byłam całkowicie
świadoma. Szeptali do mnie:
–
Katherine… Katherine, chodź do nas.
Zakryłam uszy dłońmi, ale ich
szepty nadal rozbrzmiewały w mojej głowie. Coraz wyraźniej.
– Katherine – powtarzały. – Jesteś
jedną z nas. Jesteś taka jak my. Jesteś nasza.
Po kilkunastu minutach, które
ciągnęły się w nieskończoność, usłyszałam pisk opon na asfalcie przed domem i
trzaskanie drzwi, kiedy Oliver wyszedł z samochodu.
Nie pomyślałam nawet jak wejdzie
do domu, bo drzwi frontowe były zamknięte na klucz, a balkonowe w moim pokoju
były tylko uchylone.
Poradzisz sobie Oliverze –
pomyślałam.
Zawsze jakoś sobie radził.
Usłyszałam jakieś szmery
dochodzące od okna, chciałam się na nich skupić, ale pulsujący w głowie ból nie
pozwalał mi na to. Coś za oknem huknęło, jakby ciężki przedmiot spadł na balkon
z dużej wysokości.
– Katherine – zawołał Oliver,
zza uchylonych drzwi na tyle głośno bym go z łatwością usłyszała.
– Idź do Maxa. – wydyszałam z
wielkim trudem.
– Zaraz będę.
Wspiąłem się na dach,
przeszedłem po stromej powierzchni i zeskoczyłem na balkon Maxa. Zapukałem
mocno w szybę w uchylonych drzwiach. Chłopak nie poruszył się nawet. Leżał na
brzuchu z twarzą zwróconą ku mnie i z otwartymi ustami.
Zapukałem bardziej natarczywie.
– Max! – wrzasnąłem.
– Jej pokój ma okna z widokiem
na plażę. Nie mówiła ci? – zapytał sennym głosem.
– Otwórz drzwi, proszę.
– Nie obchodzą mnie faceciki
siostry. Nie znam cię, odejdź.
Odwrócił głowę i zaczął głośno
chrapać.
– To ja Oliver! Max otwórz. Kat
źle się czuje.
– A dostanę coś za to? –
zapytała siadając.
– Kupię ci najnowszego Need for
Speed’a na Play Station – powiedziałem bez zastanowienia.
– I nową figurkę Sandmana. Ostatnia
straciła przez siostrę nogę.
– Dobra, tylko otwórz.
Dzieciak wstał z łóżka, okrążył
je powłócząc nogami i położył rękę na klamce.
– Nie chcesz nas zabić? –
zapytał.
– Max. – Powoli traciłem
cierpliwość. – Jeśli zaraz nie otworzysz to z chęcią cię zabiję.
– Dobra, dobra już otwieram.
Zamkną drzwi, ustawił klamkę
poziomo i wrócił do łóżka opadając na nie bezwładnie. Zanim jednak do niego
dotarł, przebiegłem pomieszczenie i od razu dobiegłam do drzwi sypialni
Katherine. Nie zamknąłem za sobą drzwi balkonowych, mimo że młody o to prosił.
Drzwi jej pokoju były zamknięte
na klucz. Wyciągnąłem z kieszeni kółko z kluczami i odnalazłem najmniejszy z
nich, który dała mi Kat i otworzyłem drzwi.
Miałam zamknięte oczy, kiedy
Oliver wszedł do pokoju. Czułam się jakby minęła wieczność zanim przyszedł.
W kilka sekund znalazł się obok
mnie, ostrożnie wszedł na łóżko obok mnie i zaczął głaskać mnie po głowie,
śpiewając. Znów tę samą pieśń co zawsze. Kolejny raz od dwóch miesięcy jego
dziwne słowa wyganiały ból z mojej głowy.
Nie powiedziałam Oliverowi, że
słyszę w snach głosy i nadal po przebudzeniu. Bałam się co sobie o mnie pomyśli.
Tylko Tiffa o tym wiedziała.
Ból ustępował powoli. Nagle
zachciało mi się spać, jak zwykle gdy Oliver śpiewał te piosenkę. Odrzuciłam od
siebie sen. Kiedy piosenka się skończyła, Oliver przestał mnie głaskać i
wyszedł z łóżka. Myślał, że zasnęłam. Gdy był już prawie przy drzwiach,
odezwałam się:
– Gdzie idziesz? – zapytałam.
– Katherine? – zdziwił się. –
Myślałem, że zasnęłaś.
Odwrócił się w moją stronę, ale
nadal stał nieopodal drzwi.
– To dlatego wychodzisz?
Spieszysz się gdzieś? – zapytałam.
– Nie. Chciałem pójść do kuchni,
po coś do picia i przy okazji zamknąć drzwi na balkon u Maxa, bo kiedy tu
szedłem to tego nie zrobiłem… – wytłumaczył.
– Pewnie już podstawił krzesło
pod klamkę, żeby nikt nie wszedł – powiedziałam z uśmiechem.
– Krzesło? – zdziwił się.
– Nie ma zamka w drzwiach –
wytłumaczyłam. – Ja swój mam dopiero od jakichś dziesięciu miesięcy.
– A.
Zapadła dość długa chwila
milczenia co było w naszym przypadku dziwne, bo zawsze rozmawialiśmy, albo… no…
wykonywaliśmy inne czynności, do których nie potrzebne są słowa.
– Co to było? – zapytałam po
chwili ciszy. – To co śpiewałeś.
– Nic nie śpiewałem. – Zobaczyłam,
że jego twarz odrobinę się napięła. – Ja nie śpiewam.
– Śpiewałeś, przecież słyszałam.
To jakieś zaklęcie, czy coś? – zapytałam. – Tak myślę, że dzięki temu przeżyłam
ostatnie miesiące. Oliver nie udawaj, proszę. Cały czas mam wrażenie, że coś przede
mną ukrywasz. Proszę porozmawiaj ze mną.
Usiadłam po turecku i oparłam
się plenami o metalowe wezgłowie łóżka.
– Masz rację – powiedział po dłuższej
chwili ciszy.
Nadal nie zmieniał miejsca.
– Słucham? – Nie dowierzałam
temu co powiedział. – Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
Taa
jasne. A te głupie sny?
– pomyślałam.
– Tak. I właśnie przez to nie
mogłam wytrzymać, że ci tego nie powiedziałem. Wybacz, ale nie wiedziałem, czy
mogę ci na tyle zaufać, żeby ci to wyznać.
– Racja. W dość dziwnych
okolicznościach zostaliśmy parą.
Powoli przechodziła mi złość.
– Proszę, powiedz że po tym co
ci powiem nie stwierdzisz, że jestem stuknięty.
– Zależy co usłyszę.
– Nie musisz mi wierzyć, ale nie odwracaj się ode mnie.
Nie zniósł bym rozłąki.
– O czym ty mówisz? – zdziwiłam
się.
– Proszę.
– Ja też bym tego nie zniosła –
powiedziałam.
– No dobrze, a więc...