piątek, 17 maja 2013

Broke Up



– No dobrze, a więc... Wiesz co to są żywioły? – zapytał.
– Ty tak na poważnie? – prychnęłam.
On patrzył na mnie i w ogóle się nie uśmiechał. Zrozumiałam, że nie żartował, więc przestałam się z niego śmiać.
– Tak, wiem co to są żywioły – powiedziałam po chwili.
– Jakie? – zapytał.
– Oliver, nie żartu, okej? – Pogładziłam nerwowo ramię.
Ja nie żartuję. Jestem całkiem poważny. – Fakt. Jego twarz przywodziła na myśl zimną maskę spokoju i powagi. – A więc?
– Ogień, woda, ziemia i powietrze – wymieniłam.
– Zaliczmy jeszcze błyskawice – dodał.
– Błyskawice nie są żywiołem.
– W tym przypadku są.
– No ale…? – zaczęłam.
– Mogę? – przerwał mi.
Milczałam, a on zaczął chodzić po pokoju od okna do drzwi.
– Jest taka legenda – zaczął – która mówi, że pewna bogini…
– Bogini? – zdziwiłam się. – Przecież jest tylko jeden bóg. Facet.
– Proszę, nie przerywaj mi jeśli chcesz, żebym skończył zanim twoi rodzice wrócą.
– Mów.
– Ta bogini podczas najgorszych w przeszłości czasach wyszkoliła dziesięcioro nastoletnich śmiertelników. Pięć najmądrzejszych i najzwinniejszych dziewcząt i pięcioro mądrych i tak samo silnych chłopców i obdarzyła ich mocami żywiołów, żeby walczyli u jej boku z siłami ciemności. Na próżno jednak zdały się jej starania, ponieważ zło dowiedziało się o tym i także stworzyło swoich dziesięcioro wojowników z tymi samymi mocami, tylko zarażonymi ciemnością.
– I co? – zapytałam, bo zatrzymał się przed oknem i zamilkł.
– Jestem jednym z nich. Jednym z Władców Żywiołów najmłodszego pokolenia. Miasto Światła, zwane też Miastem Kryształowych Wież to takie miejsce, w którym znajduje się gdzie uczę się jak wykorzystywać mój dar. Zwykli śmiertelnicy i nieuświadomieni nie wiedzą gdzie ona jest. Jestem po stronie dobra i jestem opiekunem ognia.
– Udowodnij, bo jakoś ci nie wierzę – powiedziałam rozgniewana. Żeby tak kłamać w żywe oczy? Myślałam, że mnie nie okłamuje.
– Nie mogę.
– A to dlaczego?
– Poza szkołą nie mogę. Dwa miesiące temu kiedy Poopy z pomocą innych strażniczek wywołały sztorm, nadużyły swoich mocy, ale im akurat trochę wolno.
– Że niby ten blond plastik też jest tym jakimś tam Strażnikiem? – zapytałam z niedowierzaniem. Aż tyle ich łączy? O czym ty myślisz Katherine? Przecież to kłamstwa.
– Tak. Jest strażniczką powietrza. Paul też panuje nad powietrzem. Są jeszcze Veronica i William. Ich żywiołem jest woda. Zoe i Zack, panują nad florą. Bethany i Bob nad błyskawicami
Mam w to tak po prostu uwierzyć? Taa, jasne. Ale mimo to zapytałam: ­– A dziewczyna od ognia? Twoja partnerka?
– Jestem sam, bo nie znaleźliśmy jej jeszcze. Ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze.
– Tak? – Odetchnęłam z ulgą.
Skinął głową i znów zaczął chodzić po pokoju.
Zaczęłam rozmyślać o tym co właśnie usłyszałam. Jak to możliwe? Władcy Żywiołów? A Oliver jednym z nich? I ta P o o p y. Dlaczego ona we wszystko musi być zamieszana? Nie znam jej, ale już jej nie znoszę.
– Miałeś rację – powiedziałam po chwili ciszy. Oliver zatrzymał się na środku pokoju i spojrzał na mnie smutno. – Nie wierzę ci, Oliver. Jak mam uwierzyć? To wszystko co mi chwilę temu powiedziałeś jest niedorzeczne. Wydaje się być kłamstwem. Szkoła jak Hogwart, bo nie wolno poza nią używać magii, tak jak u Rowling. Odprawiasz jakieś czary, że dzięki temu nie boli mnie głowa? Nafaszerowałeś mnie czymś, czy coś? Człowieku, co jeszcze wymyślisz!? Przecież Władcy Żywiołów nie istnieją.
– Tu nie masz racji. Proszę uwierz mi na słowo. – W jego głosie było słychać błaganie.
– Nie. Teraz to ty mnie posłuchaj Oliverze. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo teraz i obawiam się, że nigdy nie nastąpi dzień w którym uwierzę.
– Przekonamy się kto ma rację – powiedział.
– Nadal masz zamiar mnie przekonywać? – zapytałam.
– Do skutku.
– A więc, skoro nadal przystajesz przy swoim. Wciąż myślisz, że jesteś jakimś tam bożym wojownikiem, czy wysłannikiem? – rzuciłam retorycznie. – To niedorzeczne. – Ta decyzja zaważy o całym moim losie. Odetchnęłam. – Dopóki będziesz tam mówił, dopóty nie chcę mieć  z tobą nic wspólnego. – Starałam się jak mogłam, żeby mój głos się nie załamał, kiedy to mówiłam.
– Słucham? – Oliver był zszokowany moimi słowami. – Naprawdę?
– Tak – powiedziałam siląc się na poważny ton.
Wyszłam z łóżka i podeszłam do Olivera na środek pokoju. Nachylił się do mnie i musnął moje wargi ustami, wywołując przy tym przyjemny, ale zwiastujący smutek i cierpienie dreszcz. Odwzajemniłam jego następny pocałunek.
– Zrywasz ze mną? – zapytał, delikatnie odrywając się od moich ust.
– Tak. Wiesz, ze tego nie chcę. Ale chcę, żebyś wrócił. Porostu udowodnij mi, że jesteś strażnikiem, lub przyznaj się do kłamstwa.
– Dobrze.
Pocałował mnie długo i namiętnie.
– Możemy to załatwić teraz – powiedziałam po chwili. Obje głośno oddychaliśmy po tamtym pocałunku.
– Żaden z twoich wariantów nie jest w tej chwili możliwy do spełnienia.
Westchnęłam zawiedziona.
– Żegnaj Flame.
– Stój – powiedziałam, kiedy wypuścił mnie z ramion
– Tak? – zdziwił się.
– Nie odpowiedziałeś mi na pierwsze pytanie – powiedziałam.
– Nie śpiewałem. To była modlitwa.
– Ach tak.
Zeszłam na dół tuż za nim i zamknęłam frontowe drzwi na klucz, kiedy jego czarny Suw już odjechał. Powoli wróciłam do swojej sypialni i zamknęłam się tam na klucz. Oparłam się o drzwi i zaczęłam płakać. Wszystkie negatywne emocje uciekły z klatek, bo już dłużej nie mogłam utrzymać złotych prętów, które je tworzyły w całości. Osunęłam się po drzwiach na podłogę i siedziałam tak do świtu. Nie wiem czy spałam, ale kiedy wytarłam oczy i podniosłam się do góry słyszałam dochodzący z dołu codzienny hałas.

~*~*~*~*~*~

A jak nie polecicie znajomym to usunę bloga :3