– No dobrze, a więc... Wiesz co to są żywioły? – zapytał.
– Ty tak na poważnie? –
prychnęłam.
On patrzył na mnie i w ogóle się
nie uśmiechał. Zrozumiałam, że nie żartował, więc przestałam się z niego śmiać.
– Tak, wiem co to są żywioły –
powiedziałam po chwili.
– Jakie? – zapytał.
– Oliver, nie żartu, okej? –
Pogładziłam nerwowo ramię.
–Ja nie żartuję. Jestem
całkiem poważny. – Fakt.
Jego twarz przywodziła na myśl zimną maskę spokoju i powagi. – A więc?
– Ogień, woda, ziemia i
powietrze – wymieniłam.
– Zaliczmy jeszcze błyskawice –
dodał.
– Błyskawice nie są żywiołem.
– W tym przypadku są.
– No ale…? – zaczęłam.
– Mogę? – przerwał mi.
Milczałam,
a on zaczął chodzić po pokoju od okna do drzwi.
– Jest taka legenda – zaczął –
która mówi, że pewna bogini…
– Bogini? – zdziwiłam się. –
Przecież jest tylko jeden bóg. Facet.
– Proszę, nie przerywaj mi jeśli
chcesz, żebym skończył zanim twoi rodzice wrócą.
– Mów.
– Ta bogini podczas najgorszych
w przeszłości czasach wyszkoliła dziesięcioro nastoletnich śmiertelników. Pięć
najmądrzejszych i najzwinniejszych dziewcząt i pięcioro mądrych i tak samo
silnych chłopców i obdarzyła ich mocami żywiołów, żeby walczyli u jej boku z
siłami ciemności. Na próżno jednak zdały się jej starania, ponieważ zło
dowiedziało się o tym i także stworzyło swoich dziesięcioro wojowników z tymi
samymi mocami, tylko zarażonymi ciemnością.
– I co? – zapytałam, bo
zatrzymał się przed oknem i zamilkł.
– Jestem jednym z nich. Jednym z
Władców Żywiołów najmłodszego pokolenia. Miasto Światła, zwane też Miastem
Kryształowych Wież to takie miejsce, w którym znajduje się gdzie uczę się jak
wykorzystywać mój dar. Zwykli śmiertelnicy i nieuświadomieni nie wiedzą gdzie
ona jest. Jestem po stronie dobra i jestem opiekunem ognia.
– Udowodnij, bo jakoś ci nie
wierzę – powiedziałam rozgniewana. Żeby tak kłamać w żywe oczy? Myślałam, że
mnie nie okłamuje.
– Nie mogę.
– A to dlaczego?
– Poza szkołą nie mogę. Dwa
miesiące temu kiedy Poopy z pomocą innych strażniczek wywołały sztorm, nadużyły
swoich mocy, ale im akurat trochę wolno.
– Że niby ten blond plastik też
jest tym jakimś tam Strażnikiem? – zapytałam z niedowierzaniem. Aż tyle ich
łączy? O czym ty myślisz Katherine? Przecież to kłamstwa.
– Tak. Jest strażniczką
powietrza. Paul też panuje nad powietrzem. Są jeszcze Veronica i William. Ich
żywiołem jest woda. Zoe i Zack, panują nad florą. Bethany i Bob nad błyskawicami
Mam w to tak po prostu uwierzyć?
Taa, jasne. Ale mimo to zapytałam: – A dziewczyna od ognia? Twoja partnerka?
– Jestem sam, bo nie znaleźliśmy
jej jeszcze. Ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze.
– Tak? – Odetchnęłam z ulgą.
Skinął głową i znów zaczął
chodzić po pokoju.
Zaczęłam rozmyślać o tym co
właśnie usłyszałam. Jak to możliwe? Władcy Żywiołów? A Oliver jednym z nich? I
ta P o o p y. Dlaczego ona we wszystko musi być zamieszana? Nie znam jej, ale
już jej nie znoszę.
– Miałeś rację – powiedziałam po
chwili ciszy. Oliver zatrzymał się na środku pokoju i spojrzał na mnie smutno. –
Nie wierzę ci, Oliver. Jak mam uwierzyć? To wszystko co mi chwilę temu
powiedziałeś jest niedorzeczne. Wydaje się być kłamstwem. Szkoła jak Hogwart,
bo nie wolno poza nią używać magii, tak jak u Rowling. Odprawiasz jakieś czary,
że dzięki temu nie boli mnie głowa? Nafaszerowałeś mnie czymś, czy coś?
Człowieku, co jeszcze wymyślisz!? Przecież Władcy Żywiołów nie istnieją.
– Tu nie masz racji. Proszę
uwierz mi na słowo. – W jego głosie było słychać błaganie.
– Nie. Teraz to ty mnie
posłuchaj Oliverze. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo teraz i obawiam się, że
nigdy nie nastąpi dzień w którym uwierzę.
– Przekonamy się kto ma rację –
powiedział.
– Nadal masz zamiar mnie
przekonywać? – zapytałam.
– Do skutku.
– A więc, skoro nadal
przystajesz przy swoim. Wciąż myślisz, że jesteś jakimś tam bożym wojownikiem,
czy wysłannikiem? – rzuciłam retorycznie. – To niedorzeczne. – Ta decyzja zaważy
o całym moim losie. Odetchnęłam. – Dopóki będziesz tam mówił, dopóty nie chcę
mieć z tobą nic wspólnego. – Starałam
się jak mogłam, żeby mój głos się nie załamał, kiedy to mówiłam.
– Słucham? – Oliver był
zszokowany moimi słowami. – Naprawdę?
– Tak – powiedziałam siląc się
na poważny ton.
Wyszłam z łóżka i podeszłam do
Olivera na środek pokoju. Nachylił się do mnie i musnął moje wargi ustami,
wywołując przy tym przyjemny, ale zwiastujący smutek i cierpienie dreszcz.
Odwzajemniłam jego następny pocałunek.
– Zrywasz ze mną? – zapytał,
delikatnie odrywając się od moich ust.
– Tak. Wiesz, ze tego nie chcę.
Ale chcę, żebyś wrócił. Porostu udowodnij mi, że jesteś strażnikiem, lub
przyznaj się do kłamstwa.
– Dobrze.
Pocałował mnie długo i
namiętnie.
– Możemy to załatwić teraz –
powiedziałam po chwili. Obje głośno oddychaliśmy po tamtym pocałunku.
– Żaden z twoich wariantów nie
jest w tej chwili możliwy do spełnienia.
Westchnęłam zawiedziona.
– Żegnaj Flame.
– Stój – powiedziałam, kiedy wypuścił
mnie z ramion
– Tak? – zdziwił się.
– Nie odpowiedziałeś mi na
pierwsze pytanie – powiedziałam.
– Nie śpiewałem. To była
modlitwa.
– Ach tak.
Zeszłam na dół tuż za nim i
zamknęłam frontowe drzwi na klucz, kiedy jego czarny Suw już odjechał. Powoli
wróciłam do swojej sypialni i zamknęłam się tam na klucz. Oparłam się o drzwi i
zaczęłam płakać. Wszystkie negatywne emocje uciekły z klatek, bo już dłużej nie
mogłam utrzymać złotych prętów, które je tworzyły w całości. Osunęłam się po
drzwiach na podłogę i siedziałam tak do świtu. Nie wiem czy spałam, ale kiedy
wytarłam oczy i podniosłam się do góry słyszałam dochodzący z dołu codzienny hałas.
~*~*~*~*~*~
A jak nie polecicie znajomym to usunę bloga :3