wtorek, 2 lipca 2013

Serce Diligs



Kochana Flame,

Nie potrafię pisać listów, więc proszę nie wytykaj mi
błędów. Nie będę się też rozpisywał, bo nie pozwala
mi na to pewna obietnica, ale to jest teraz nie ważne.
Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale jest mi naprawdę
przykro, że nie uwierzyłaś mi, gdy powiedziałem ci kim
jestem i że chciałaś się rozstać, bo kiedy wyszedłem
w nocy z twojego domu jestem w podłym nastroju.
Jeżeli nadal masz zamiar mi nie wierzyć to zaczekaj
do 31 października, wtedy mam nadzieję, że wszystko
się wyjaśni.

Jego brednie mają się wyjaśnić w moje szesnaste urodziny? Niby dlaczego akurat wtedy, a nie teraz. Dlaczego mam czekać ponad dwa miesiące!? Co za kretyn. Więc dlaczego tak go kocham i za nim tęsknię?
Nie czas na takie rozterki, czas na totalną męską zazdrość.
Mniej więcej w połowie października, kiedy Marco powiedział Tiffany, że organizuje dla mnie przyjęcie niespodziankę u siebie w domu (nie ukrywam, że Tiffa mówi mi o wszystkim), poszłam do nie całkiem bezpiecznej dzielnicy Los Angeles, gdzie swój skład broni i siedzibę miał gang Lie Life. Wiem,  że to głupie, szczególnie po tym jak Elliot przyszedł do mnie do domu, ale chciałam go zaprosić na imprezę, żeby Sunwood był zazdrosny. O ile nie przyjdzie z tą swoją blond włosą pindą.
Wieczór był gorący, więc założyłam krótką, obcisłą spódniczkę z błyszczącego czarnego materiału i szmaragdowy top wyszywany cekinami, zakrywający wyłącznie biust. Na to założyłam czarno srebrny płaszczyk na długi rękaw imitujący sukienkę. Miał kilka warstw falban od linii bioder do połowy ud, rękawy od łokci w dół także miały falbany, Płaszcz był idealnie dopasowany do mojej talii i ramion. Zapięłam jego guziki, a na nogi założyłam szpilki z odkrytymi palcami i wiązane na kokardę na kostce. Mocno podkreśliłam oczy czarną kredką i pomalowałam usta na bordowo. Paznokcie miałam pomalowane na czarno z wyjątkiem lewego serdecznego palca, bo był ciemno zielony.
Mama była w pracy, ale akurat dziś Robby miał wolne. Na moje szczęście był mecz Baseballu i przyszli do niego koledzy, więc nie zauważyli kiedy wyszłam z domu. W korytarzu Robby zostawił swój neseser w którym zazwyczaj trzymał jakąś gotówkę. Otworzyłam go i wyciągnęłam kilka dolarów na autobus. Kradzież w słusznej sprawie. Przynajmniej dla mnie.
Na szczęście zdążyłam na ostatni wieczorny autobus do dzielnicy śmierci. Po ponad dwudziestu minutach dojechałam do celu. Kierowca autobusu patrzył na mnie jak na prostytutkę i nawet się przeżegnał, kiedy obok niego przechodziłam.
Ruszyłam opustoszałymi ulicami w głąb ulicy, na której mieszkali sami przestępcy i ich rodziny. Mijałam domy w których garażach były składy broni, ale mało kto o tym wiedział. Widziałam stojących w cieniu tych domów mężczyzn trzymających w rękach broń. Kilku z nich zaczęło za mną iść. Nie widziałam ich, bo co druga latarnia była rozbita, ale czułam ich obecność. Kiedy już prawie doszłam do domu w którym zawsze wieczorami przesiadywali najważniejsi członkowie gangu, jeden z facetów przystawił mi pistolet do głowy, stając tuż obok mnie.
– A ty dokąd ślicznotko? – zapytał i założył mi włosy za ucho, odsłaniając moją szyję. – O ile wiem to już wszystkie kurwy, które miały przyjść już tu są. – Nie ma to jak uprzejmość.
Czułam jego cuchnący oddech. Nie mogłam się powstrzymać, kiedy jego język powędrował po mojej szyi od kołnierzyka mojego płaszcza, aż do ucha, więc powiedziałam z drwiną: – O ile wiem to higiena jamy ustnej nie jest przestępstwem. – Przystawiłam spluwę ojca Marco, którą wczoraj zabrałam z jego domu do członka tego faceta. – Pozwól mi iść do Elliota, jeśli chcesz jeszcze poczuć przyjemność, kiedy zaprosisz jakąś dziewczynę do łóżka.
Zabrał pistolet z mojego karku i uniósł ręce w geście poddańczym, a ja swój włożyłam do kabury, którą zapięłam na prawym udzie.
– Wybacz Krwawa Silver. Twój wygląd bardzo się zmienił od ostatniego spotkania – powiedział i odszedł na kilka kroków. – Teraz jesteś jeszcze bardziej krwawa – Zmierzył moje czerwone włosy, a potem biust.
Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. – Zaprowadź mnie do Elliota, teraz – nakazałam mu. – I nigdy więcej nie używaj przy mnie tej nazwy, Dree.
Dree to czarnoskóry młodzik, którego zwerbowano do gangu w niewiele później ode mnie. Nie lubię go, bo traktuje dziewczyny jak śmiecie. Mnie nienawidzi najbardziej, bo potrafię strzelać lepiej niż on.
– Jak sobie życzysz. – Ruszył swobodnym krokiem w stronę domu. Impreza trwała tam na dobre. Na werandzie stała obściskująca się para, a stali tak blisko siebie, że wydawało się iż są jednym ciałem. Oczywiście dziewczyna była prawie naga, jak przystało na gang. Trochę zaczęłam żałować tego jak się ubrałam, ale z drugiej strony to nie muszę zdejmować płaszcza.
Weszliśmy frontowymi drzwiami do dużego brudnego domu, wszędzie walały się butelki po piwie i innych wysokoprocentowych trunkach. Do szpilek butów przyklejały mi się niedopałki papierosów. Na kanapach w fotelach i każdym innym wolnym kącie stało wiele obmacujących się par. Kiedy byłam z Sunwoodem to nie wiedziałam, że to tak okropnie wygląda kiedy para się całuje, czy przytula. Chociaż z drugiej strony my nie połykaliśmy się nawzajem jak ci tutaj.
– Tędy – powiedział Dree manewrując między upitymi gangsterami.
Marszczyłam nos, ponieważ cały dom cuchnął alkoholem i potem, ale nie odważyłam się go zatkać.
Dree prowadził mnie do piwnicy do ciemnego pokoju w którym stało tylko biurko i obrotowe krzesło. Nie było żadnych okien, ani innych mebli, chyba że zaliczyć do tego stojące w rogu drewniane chybotliwe schody, drzwi na górę i zwieszona z sufitu goła żarówka. Na początku myślałam, że Sam i Elliot siedzą tam i gadają o kolejnym napadzie, czy coś, ale nie miałam racji. W piwnicy na obrotowym krześle siedział Elliot i składał pewnie dopiero co wyczyszczony czarny pistolet.
– Katherine? – zadziwił się blondyn. – Co za miła niespodzianka. Dree zostaw nas samych i pilnuj, żeby nikt tu nie wchodził.
– Spoko – powiedział czarnoskóry chłopak i wszedł na górę po schodach i zamknął za sobą drzwi.
– Co cię tu sprowadza? – zapytał odkładając pistolet do szuflady biurka. Wstał, obszedł biurko i usiadł na jego brzegu naprzeciw mnie. – Ładnie wyglądasz, kotku. – Zawsze tak do mnie mówił. Bleee! No cóż, ale jeśli chcę wzbudzić zazdrość w Sunwoodzie to muszę to wytrzymać.
– Jak to co? – zapytałam, starając się, żeby mój głos zabrzmiał uwodzicielsko. – Albo raczej kto, nie sądzisz?
– No dobrze. Do kogo przyszłaś? – zapytał, lustrując mnie wzrokiem.
Powoli podeszłam do niego i oparłam się o niego całym swoim ciałem. Rękami zaczęłam bawić się zamkiem jego skórzanej kurtki i nie patrzyłam w jego oczy.
– Kiedy dwa miesiące temu byłeś u mnie w domu i kiedy powiedziałeś mi o moim ojcu to cały czas tylko o tym myślałam. Tak jak mi poradziłeś sprawdziłam swój akt urodzenia. Miałeś rację, Robby nie jest moim biologicznym ojcem, a ja zanim mnie adoptował nazywałam się Harris. Moim ojcem jest Jay Harris. Poszperałam trochę w Internecie i dowiedziałam się, że jest producentem muzycznym. Mieszka niedaleko, bo w Hollywood.
– Na przyszłość: wież w to co ci mówię. To nie zawsze są kłamstwa – Mhm, świetnie. Nie zawsze kłamstwa, tak? A skąd mam wiedzieć, kiedy jest to „nie zawsze”?
– Po tym jak mnie pocałowałeś w tamtą noc, cały czas o tobie myślę Elliot. – Zaczęłam gładzić jego klatkę piersiową pod odpiętą kurtką, a on złapał mnie za pośladki pod płaszczykiem i posadził sobie na biodrach. Okręcił nas tak, że teraz to ja siedziałam na biurku, ale nadal oplatałam jego biodra nogami.
Cały cza musiałam się powstrzymywać od odruchu wymiotnego. Ten facet naprawdę mnie obrzydzał. Miał dwadzieścia jeden lat i nie był w moim typie, ale musiałam się kimś posłużyć, żeby Sunwood był zazdrosny.
Elliot złapał mnie za podbródek i zmusił, żebym spojrzała w jego brązowe oczy. Chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się do tyłu, kładąc mu na ustach dłoń.
– A Sam? Jeśli się dowie, że dotknąłeś mnie na dwa tygodnie przed moją szesnastką to cię zabije – uprzedziłam go. – Wiesz, że opiekował się mną jak straszą siostrą.
– Sam od kilku miesięcy nie jest już przywódcą Lie Life – powiedział i znów próbował mnie pocałować.
– Jak to? – zdziwiłam się. – Co się stało?
Oby nie najgorsze, bo będę miała kłopot i Elliot już nigdy się ode mnie nie odczepi.
– Został postrzelony w porachunkach z innym gangiem, kiedy weszli na nasz teren. Nie przeżył tego.
W moich oczach zebrały się łzy. Nigdy nie płakałam na żadnym pogrzebie, ale teraz nie mogłam tego powstrzymać, bo weszłam w sam środek piekła, w którym już nie mam sprzymierzeńców, bez których ciężko będzie mi stąd wyjść. Mimo to zarzuciłam ręce na szyję Elliota i zaczęłam go całować. Łzy szybko przestały mi lecieć. Położyłam się na biurku i przyciągnęłam blondyna do siebie. Niespodziewanie jego ręka powędrowała do góry po moich udach.
– Co to takiego? – zapytał, wyciągając z kabury srebrny pistolet.
– Zabezpieczenie – wytłumaczyłam. – Jak niby pozbawiona jakiejkolwiek broni samotna dziewczyna miałaby przeżyć w tak niebezpiecznym miejscu jak to? Gdybym tego nie miała to Dree, albo by mnie zabił, albo wykorzystał.
Wyciągnęłam mu broń z dłoni i odłożyłam na biurko obok nas.
– Rozumiem – powiedział wpatrując się we mnie.
Zaczęłam zdejmować z jego ramion skórzaną kurtkę, więc pomógł mi i rzucił ją na krzesło za moja głową. Wtedy spod szarej luźnej bluzki na długi rękaw, którą miał na sobie wypadł srebrny wisiorek z zawieszonymi na nim czterema czerwonymi kamieniami. Największy był w kształcie łzy i był na południu zawieszki. Kamienie na wschód i zachód i północ były okrągłe i o trzy czwarte mniejsze od łezki. Wszystkie łączyło srebro.
– Serce Diligs – szepnęłam i dotknęłam kamienia. – Nie mam pojęcia co oznacza nazwa tego kamienia, ale wiedziałam jedno. Kiedy odeszłam z gangu ten kamień zaginął. Należał do mnie. Miałam go od małego. – Skąd go masz? – zapytałam.
– Zgubiłaś go, kiedy odeszłaś, prawda? – Szczerze powiedziawszy to nie było pytanie. – Kilka dni później jedna z dziewczyn z Lie Life go znalazła i sobie przywłaszczyła.
– Tak po prostu ci go oddała? – zapytałam, mając na to nadzieję.
– Nie, ale nit było problemem odebranie jej serca i już jej z nami nie ma, oczywiście. Nie pozwolę, żeby ktoś kradł twoje rzeczy – powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
– Tak myślę, że właśnie ty to robisz – powiedziałam. – Nie mogłeś mi go oddać, kiedy go odzyskałeś? Nie widziałam go ponad rok.
– Po tym jak nazwałaś na s mordercami i powiedziałaś mi, że się mną brzydzisz? Odeszłaś i nie chciałaś już nas więcej widzieć, przez tego chłopaka z zespołu i jego lalunie. – Czy to nie dziwne, że mam mu ochotę przywalić, jeśli zacznie wyzywać moich przyjaciół? – A kiedy przyjechałem do twojego domu to twoi starzy nie chcieli mnie wpuścić do środka. – Przestał się nade mną nachylać, odszedł od biurka i odwrócił się do mnie tyłem.
– Byłeś u mnie w domu? – zdziwiłam się i podniosłam się do pozycji siedzącej.
– Wiele razy. Jak powiedziałem, nie chcieli mnie wpuścić. Kiedy powiedziałem, ze mam coś twojego co na pewno chcesz mieć z powrotem to powiedzieli, że nie ufają przestępcom i żebym to zatrzymał.
– Więc tak zrobiłeś, co?
– Naprawdę chciałem ci je oddać, ale nawet kiedy wszedłem w nocy do twojego pokoju, nie mogłem go tak po prostu zostawić. Bałem się, że o tobie zapomnę i zrobię coś głupiego. – Sięgnął do tyły za szyję i odpiął srebrny wisiorek. Trzymając go na dłoni zaczął się mu przyglądać.
– Wlazłeś do mojego pokoju, kiedy spałam? – Starałam się zachować spokój, ale jak? Przecież ten człowiek jest nieobliczalny! Nie na żarty się przestraszyłam.
– Tylko raz. To była wyjątkowa noc, w którą zostawiłaś otwarte na rozcież balkonowe drzwi. – Tylko jedna szansa, żeby znów cię zobaczyć.
– Oddasz mi Serce? – zapytałam.
– Jeśli obiecasz mi, że ze mną zostaniesz, a nie z tym gburem, który nam przerwał. Kto to w ogóle był? – zapytała, wpatrując się we mnie badawczo.
Wtedy był jeszcze moim chłopakiem, ale zerwałam z nim, bo zaczęłam za tobą tęsknić Elliot. – Kłamstwo! – Obiecuję, że z tobą zostanę, bo… – Przełknęłam ślinę, zeszłam z biurka i podeszłam do mężczyzny. – Bo cię kocham Elliot. – KŁAMCA! (Sorry Konopia, że kradnę ci tekst ;P dop. Aut.)
Położyłam dłoń na jego prawym policzku i spojrzałam w jego oczy.
– Słucham? – W jego oczach zobaczyłam… strach? Nie możliwe.
– Ty tego nie czujesz? Nie kochasz mnie? – udałam zdziwienie. Czyżby mi wierzył?
– Katherine – powiedziała z uczuciem. – Mimo, że jesteś jeszcze, wybacz mi te słowo, dzieckiem to ja kocham cię odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem.
– Elliot – powiedziałam patrząc na niego z uwielbieniem. Dobrze, że kiedy miałam dziesięć lat zaczęłam chodzić na zajęcia teatralne.
Spojrzał na soją dłoń w które spoczywało Serce Diligs, a potem przyłożył go do mojej szyi. Uniosłam więc włosy i pozwoliłam, żeby go zapiął. Stanął za moimi plecami i pociągnął za wisiorek, tak że ten odbierał mi możliwość oddychania. Chciałam przerwać wisiorek, ale był zbyt mocny, żeby mi się to udało. Nie wiedziałam jakim cudem był tak mocny. Chyba, że to nie było srebro, a jakiś bardzo mocny posrebrzany metal, na przykład Tytan. Szybko traciłam oddech, więc próbowałam złapać Elliota za ręce, ale nie udawało mi się to.
– Jeśli znów ode mnie odejdziesz to znajdę cię i twoich popieprzonych przyjaciół, byłego chłopaka, matkę, obu ojców i brata i zabiję ich wszystkich na twoich oczach, tak że będą cierpieć. A później powoli zacznę ranić twoje ciało.
Najwyraźniej zapiął już wisiorek, bo kiedy padłam na kolana łapiąc oddech nie spadł na podłogę. Nadal jednak nie rozumiem dlaczego, kiedy Elliot zacisnął go na mojej szyi to się nie rozerwał, bo przecież jest taki cienki.
– Wszystko dobrze? – zapytał dwudziestojednolatek. – Nic ci nie jest prawda?
– Nie, nic. – Pomógł mi wstać. – Wszystko w porządku.



 ~*~*~*~*~*~*~*~

Tak, tak wiem. Bo Katherine i Oliver to taka piękna para i w ogóle... Bla bla bla. Ale może ja mam ochotę tak sobie pisać i nikomu nic do tego :P  co nie Konopio? ;)