Kochana Flame,
Nie potrafię pisać listów, więc
proszę nie wytykaj mi
błędów. Nie będę się też
rozpisywał, bo nie pozwala
mi na to pewna obietnica, ale to
jest teraz nie ważne.
Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale
jest mi naprawdę
przykro, że nie uwierzyłaś mi,
gdy powiedziałem ci kim
jestem i że chciałaś się
rozstać, bo kiedy wyszedłem
w nocy z twojego domu jestem w
podłym nastroju.
Jeżeli nadal masz zamiar mi nie
wierzyć to zaczekaj
do 31 października, wtedy mam
nadzieję, że wszystko
się wyjaśni.
Jego brednie mają się wyjaśnić w
moje szesnaste urodziny? Niby dlaczego akurat wtedy, a nie teraz. Dlaczego mam
czekać ponad dwa miesiące!? Co za kretyn. Więc dlaczego tak go kocham i za nim
tęsknię?
Nie czas na takie rozterki, czas
na totalną męską zazdrość.
Mniej więcej w połowie
października, kiedy Marco powiedział Tiffany, że organizuje dla mnie przyjęcie
niespodziankę u siebie w domu (nie ukrywam, że Tiffa mówi mi o wszystkim),
poszłam do nie całkiem bezpiecznej dzielnicy Los Angeles, gdzie swój skład
broni i siedzibę miał gang Lie Life. Wiem,
że to głupie, szczególnie po tym jak Elliot przyszedł do mnie do domu,
ale chciałam go zaprosić na imprezę, żeby Sunwood był zazdrosny. O ile nie
przyjdzie z tą swoją blond włosą pindą.
Wieczór był gorący, więc
założyłam krótką, obcisłą spódniczkę z błyszczącego czarnego materiału i
szmaragdowy top wyszywany cekinami, zakrywający wyłącznie biust. Na to
założyłam czarno srebrny płaszczyk na długi rękaw imitujący sukienkę. Miał
kilka warstw falban od linii bioder do połowy ud, rękawy od łokci w dół także
miały falbany, Płaszcz był idealnie dopasowany do mojej talii i ramion.
Zapięłam jego guziki, a na nogi założyłam szpilki z odkrytymi palcami i wiązane
na kokardę na kostce. Mocno podkreśliłam oczy czarną kredką i pomalowałam usta
na bordowo. Paznokcie miałam pomalowane na czarno z wyjątkiem lewego
serdecznego palca, bo był ciemno zielony.
Mama była w pracy, ale akurat
dziś Robby miał wolne. Na moje szczęście był mecz Baseballu i przyszli do niego
koledzy, więc nie zauważyli kiedy wyszłam z domu. W korytarzu Robby zostawił
swój neseser w którym zazwyczaj trzymał jakąś gotówkę. Otworzyłam go i
wyciągnęłam kilka dolarów na autobus. Kradzież w słusznej sprawie. Przynajmniej
dla mnie.
Na szczęście zdążyłam na ostatni
wieczorny autobus do dzielnicy śmierci. Po ponad dwudziestu minutach dojechałam
do celu. Kierowca autobusu patrzył na mnie jak na prostytutkę i nawet się
przeżegnał, kiedy obok niego przechodziłam.
Ruszyłam opustoszałymi ulicami w
głąb ulicy, na której mieszkali sami przestępcy i ich rodziny. Mijałam domy w
których garażach były składy broni, ale mało kto o tym wiedział. Widziałam
stojących w cieniu tych domów mężczyzn trzymających w rękach broń. Kilku z nich
zaczęło za mną iść. Nie widziałam ich, bo co druga latarnia była rozbita, ale
czułam ich obecność. Kiedy już prawie doszłam do domu w którym zawsze
wieczorami przesiadywali najważniejsi członkowie gangu, jeden z facetów
przystawił mi pistolet do głowy, stając tuż obok mnie.
– A ty dokąd ślicznotko? –
zapytał i założył mi włosy za ucho, odsłaniając moją szyję. – O ile wiem to już
wszystkie kurwy, które miały przyjść już tu są. – Nie ma to jak uprzejmość.
Czułam jego cuchnący oddech. Nie
mogłam się powstrzymać, kiedy jego język powędrował po mojej szyi od kołnierzyka
mojego płaszcza, aż do ucha, więc powiedziałam z drwiną: – O ile wiem to
higiena jamy ustnej nie jest przestępstwem. – Przystawiłam spluwę ojca Marco, którą wczoraj zabrałam z
jego domu do członka tego faceta. – Pozwól mi iść do Elliota, jeśli chcesz
jeszcze poczuć przyjemność, kiedy zaprosisz jakąś dziewczynę do łóżka.
Zabrał pistolet z mojego karku i
uniósł ręce w geście poddańczym, a ja swój włożyłam do kabury, którą zapięłam
na prawym udzie.
– Wybacz Krwawa Silver. Twój
wygląd bardzo się zmienił od ostatniego spotkania – powiedział i odszedł na
kilka kroków. – Teraz jesteś jeszcze bardziej krwawa – Zmierzył moje czerwone
włosy, a potem biust.
Spojrzałam na niego morderczym
wzrokiem. – Zaprowadź mnie do Elliota, teraz – nakazałam mu. – I nigdy więcej
nie używaj przy mnie tej nazwy, Dree.
Dree to czarnoskóry młodzik, którego
zwerbowano do gangu w niewiele później ode mnie. Nie lubię go, bo traktuje
dziewczyny jak śmiecie. Mnie nienawidzi najbardziej, bo potrafię strzelać
lepiej niż on.
– Jak sobie życzysz. – Ruszył
swobodnym krokiem w stronę domu. Impreza trwała tam na dobre. Na werandzie
stała obściskująca się para, a stali tak blisko siebie, że wydawało się iż są
jednym ciałem. Oczywiście dziewczyna była prawie naga, jak przystało na gang.
Trochę zaczęłam żałować tego jak się ubrałam, ale z drugiej strony to nie muszę
zdejmować płaszcza.
Weszliśmy frontowymi drzwiami do
dużego brudnego domu, wszędzie walały się butelki po piwie i innych
wysokoprocentowych trunkach. Do szpilek butów przyklejały mi się niedopałki
papierosów. Na kanapach w fotelach i każdym innym wolnym kącie stało wiele
obmacujących się par. Kiedy byłam z Sunwoodem to nie wiedziałam, że to tak
okropnie wygląda kiedy para się całuje, czy przytula. Chociaż z drugiej strony
my nie połykaliśmy się nawzajem jak ci tutaj.
– Tędy – powiedział Dree
manewrując między upitymi gangsterami.
Marszczyłam nos, ponieważ cały
dom cuchnął alkoholem i potem, ale nie odważyłam się go zatkać.
Dree prowadził mnie do piwnicy
do ciemnego pokoju w którym stało tylko biurko i obrotowe krzesło. Nie było
żadnych okien, ani innych mebli, chyba że zaliczyć do tego stojące w rogu
drewniane chybotliwe schody, drzwi na górę i zwieszona z sufitu goła żarówka.
Na początku myślałam, że Sam i Elliot siedzą tam i gadają o kolejnym napadzie,
czy coś, ale nie miałam racji. W piwnicy na obrotowym krześle siedział Elliot i
składał pewnie dopiero co wyczyszczony czarny pistolet.
– Katherine? – zadziwił się
blondyn. – Co za miła niespodzianka. Dree zostaw nas samych i pilnuj, żeby nikt
tu nie wchodził.
– Spoko – powiedział czarnoskóry
chłopak i wszedł na górę po schodach i zamknął za sobą drzwi.
– Co cię tu sprowadza? – zapytał
odkładając pistolet do szuflady biurka. Wstał, obszedł biurko i usiadł na jego
brzegu naprzeciw mnie. – Ładnie wyglądasz, kotku. – Zawsze tak do mnie mówił.
Bleee! No cóż, ale jeśli chcę wzbudzić zazdrość w Sunwoodzie to muszę to
wytrzymać.
– Jak to co? – zapytałam,
starając się, żeby mój głos zabrzmiał uwodzicielsko. – Albo raczej kto, nie
sądzisz?
– No dobrze. Do kogo przyszłaś?
– zapytał, lustrując mnie wzrokiem.
Powoli podeszłam do niego i
oparłam się o niego całym swoim ciałem. Rękami zaczęłam bawić się zamkiem jego
skórzanej kurtki i nie patrzyłam w jego oczy.
– Kiedy dwa miesiące temu byłeś
u mnie w domu i kiedy powiedziałeś mi o moim ojcu to cały czas tylko o tym
myślałam. Tak jak mi poradziłeś sprawdziłam swój akt urodzenia. Miałeś rację,
Robby nie jest moim biologicznym ojcem, a ja zanim mnie adoptował nazywałam się
Harris. Moim ojcem jest Jay Harris. Poszperałam trochę w Internecie i
dowiedziałam się, że jest producentem muzycznym. Mieszka niedaleko, bo w
Hollywood.
– Na przyszłość: wież w to co ci
mówię. To nie zawsze są kłamstwa – Mhm, świetnie. Nie zawsze kłamstwa, tak? A
skąd mam wiedzieć, kiedy jest to „nie zawsze”?
– Po tym jak mnie pocałowałeś w
tamtą noc, cały czas o tobie myślę Elliot. – Zaczęłam gładzić jego klatkę
piersiową pod odpiętą kurtką, a on złapał mnie za pośladki pod płaszczykiem i
posadził sobie na biodrach. Okręcił nas tak, że teraz to ja siedziałam na
biurku, ale nadal oplatałam jego biodra nogami.
Cały cza musiałam się
powstrzymywać od odruchu wymiotnego. Ten facet naprawdę mnie obrzydzał. Miał
dwadzieścia jeden lat i nie był w moim typie, ale musiałam się kimś posłużyć,
żeby Sunwood był zazdrosny.
Elliot złapał mnie za podbródek
i zmusił, żebym spojrzała w jego brązowe oczy. Chciał mnie pocałować, ale
odsunęłam się do tyłu, kładąc mu na ustach dłoń.
– A Sam? Jeśli się dowie, że
dotknąłeś mnie na dwa tygodnie przed moją szesnastką to cię zabije –
uprzedziłam go. – Wiesz, że opiekował się mną jak straszą siostrą.
– Sam od kilku miesięcy nie jest
już przywódcą Lie Life – powiedział i znów próbował mnie pocałować.
– Jak to? – zdziwiłam się. – Co
się stało?
Oby nie najgorsze, bo będę miała
kłopot i Elliot już nigdy się ode mnie nie odczepi.
– Został postrzelony w
porachunkach z innym gangiem, kiedy weszli na nasz teren. Nie przeżył tego.
W moich oczach zebrały się łzy.
Nigdy nie płakałam na żadnym pogrzebie, ale teraz nie mogłam tego powstrzymać,
bo weszłam w sam środek piekła, w którym już nie mam sprzymierzeńców, bez
których ciężko będzie mi stąd wyjść. Mimo to zarzuciłam ręce na szyję Elliota i
zaczęłam go całować. Łzy szybko przestały mi lecieć. Położyłam się na biurku i
przyciągnęłam blondyna do siebie. Niespodziewanie jego ręka powędrowała do góry
po moich udach.
– Co to takiego? – zapytał,
wyciągając z kabury srebrny pistolet.
– Zabezpieczenie –
wytłumaczyłam. – Jak niby pozbawiona jakiejkolwiek broni samotna dziewczyna
miałaby przeżyć w tak niebezpiecznym miejscu jak to? Gdybym tego nie miała to Dree,
albo by mnie zabił, albo wykorzystał.
Wyciągnęłam mu broń z dłoni i
odłożyłam na biurko obok nas.
– Rozumiem – powiedział
wpatrując się we mnie.
Zaczęłam zdejmować z jego ramion
skórzaną kurtkę, więc pomógł mi i rzucił ją na krzesło za moja głową. Wtedy
spod szarej luźnej bluzki na długi rękaw, którą miał na sobie wypadł srebrny
wisiorek z zawieszonymi na nim czterema czerwonymi kamieniami. Największy był w
kształcie łzy i był na południu zawieszki. Kamienie na wschód i zachód i północ
były okrągłe i o trzy czwarte mniejsze od łezki. Wszystkie łączyło srebro.
– Serce Diligs – szepnęłam i
dotknęłam kamienia. – Nie mam pojęcia co oznacza nazwa tego kamienia, ale
wiedziałam jedno. Kiedy odeszłam z gangu ten kamień zaginął. Należał do mnie.
Miałam go od małego. – Skąd go masz? – zapytałam.
– Zgubiłaś go, kiedy odeszłaś,
prawda? – Szczerze powiedziawszy to nie było pytanie. – Kilka dni później jedna
z dziewczyn z Lie Life go znalazła i sobie przywłaszczyła.
– Tak po prostu ci go oddała? –
zapytałam, mając na to nadzieję.
– Nie, ale nit było problemem
odebranie jej serca i już jej z nami nie ma, oczywiście. Nie pozwolę, żeby ktoś
kradł twoje rzeczy – powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
– Tak myślę, że właśnie ty to
robisz – powiedziałam. – Nie mogłeś mi go oddać, kiedy go odzyskałeś? Nie
widziałam go ponad rok.
– Po tym jak nazwałaś na s
mordercami i powiedziałaś mi, że się mną brzydzisz? Odeszłaś i nie chciałaś już
nas więcej widzieć, przez tego chłopaka z zespołu i jego lalunie. – Czy to nie
dziwne, że mam mu ochotę przywalić, jeśli zacznie wyzywać moich przyjaciół? – A
kiedy przyjechałem do twojego domu to twoi starzy nie chcieli mnie wpuścić do
środka. – Przestał się nade mną nachylać, odszedł od biurka i odwrócił się do
mnie tyłem.
– Byłeś u mnie w domu? –
zdziwiłam się i podniosłam się do pozycji siedzącej.
– Wiele razy. Jak powiedziałem,
nie chcieli mnie wpuścić. Kiedy powiedziałem, ze mam coś twojego co na pewno
chcesz mieć z powrotem to powiedzieli, że nie ufają przestępcom i żebym to
zatrzymał.
– Więc tak zrobiłeś, co?
– Naprawdę chciałem ci je oddać,
ale nawet kiedy wszedłem w nocy do twojego pokoju, nie mogłem go tak po prostu
zostawić. Bałem się, że o tobie zapomnę i zrobię coś głupiego. – Sięgnął do
tyły za szyję i odpiął srebrny wisiorek. Trzymając go na dłoni zaczął się mu
przyglądać.
– Wlazłeś do mojego pokoju,
kiedy spałam? – Starałam się zachować spokój, ale jak? Przecież ten człowiek
jest nieobliczalny! Nie na żarty się przestraszyłam.
– Tylko raz. To była wyjątkowa
noc, w którą zostawiłaś otwarte na rozcież balkonowe drzwi. – Tylko jedna
szansa, żeby znów cię zobaczyć.
– Oddasz mi Serce? – zapytałam.
– Jeśli obiecasz mi, że ze mną
zostaniesz, a nie z tym gburem, który nam przerwał. Kto to w ogóle był? –
zapytała, wpatrując się we mnie badawczo.
– Wtedy był jeszcze moim
chłopakiem, ale zerwałam z nim, bo zaczęłam za tobą tęsknić Elliot. – Kłamstwo! – Obiecuję, że z
tobą zostanę, bo… – Przełknęłam ślinę, zeszłam z biurka i podeszłam do
mężczyzny. – Bo cię kocham Elliot. – KŁAMCA! (Sorry Konopia, że kradnę ci tekst
;P dop. Aut.)
Położyłam dłoń na jego prawym
policzku i spojrzałam w jego oczy.
– Słucham? – W jego oczach
zobaczyłam… strach? Nie możliwe.
– Ty tego nie czujesz? Nie
kochasz mnie? – udałam zdziwienie. Czyżby mi wierzył?
– Katherine – powiedziała z
uczuciem. – Mimo, że jesteś jeszcze, wybacz mi te słowo, dzieckiem to ja kocham
cię odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem.
– Elliot – powiedziałam patrząc
na niego z uwielbieniem. Dobrze, że kiedy miałam dziesięć lat zaczęłam chodzić
na zajęcia teatralne.
Spojrzał na soją dłoń w które
spoczywało Serce Diligs, a potem przyłożył go do mojej szyi. Uniosłam więc
włosy i pozwoliłam, żeby go zapiął. Stanął za moimi plecami i pociągnął za
wisiorek, tak że ten odbierał mi możliwość oddychania. Chciałam przerwać
wisiorek, ale był zbyt mocny, żeby mi się to udało. Nie wiedziałam jakim cudem
był tak mocny. Chyba, że to nie było srebro, a jakiś bardzo mocny posrebrzany
metal, na przykład Tytan. Szybko traciłam oddech, więc próbowałam złapać
Elliota za ręce, ale nie udawało mi się to.
– Jeśli znów ode mnie odejdziesz
to znajdę cię i twoich popieprzonych przyjaciół, byłego chłopaka, matkę, obu
ojców i brata i zabiję ich wszystkich na twoich oczach, tak że będą cierpieć. A
później powoli zacznę ranić twoje ciało.
Najwyraźniej zapiął już wisiorek,
bo kiedy padłam na kolana łapiąc oddech nie spadł na podłogę. Nadal jednak nie
rozumiem dlaczego, kiedy Elliot zacisnął go na mojej szyi to się nie rozerwał,
bo przecież jest taki cienki.
– Wszystko dobrze? – zapytał
dwudziestojednolatek. – Nic ci nie jest prawda?
– Nie, nic. – Pomógł mi wstać. –
Wszystko w porządku.
~*~*~*~*~*~*~*~
Tak, tak wiem. Bo Katherine i Oliver to taka piękna para i w ogóle... Bla bla bla. Ale może ja mam ochotę tak sobie pisać i nikomu nic do tego :P co nie Konopio? ;)