sobota, 3 sierpnia 2013

Outsmart The Evil



CDN...

Musiałam z nim zostać, bo skrzywdzi tych, których kocham. Wiedziałam na co go stać, a szczególnie się go obawiałam, po tym jak powiedział, że zabił dla mojego Serca Diligs. Jeśli będę chciała odejść to musiałabym go najpierw zabić, a nie potrafię tego zrobić. Już nigdy nie posunę się do tego. Nie po tym jak siedmiolatka zginęła z mojej ręki.
– Wiesz, że trzydziestego pierwszego października w domu Marco… Tego chłopaka, którego chciałeś zabić, kiedy zabierał mnie stąd. – Elliot spojrzał na mnie unoszą brew. – Ale mniejsza o to. No więc w jego domu będzie moja impreza urodzinowa i chcę, żebyś poszedł tam ze mną.
– Będzie tam blondasek i wszystkie jego pedałki z zespołu? – zapytał, uśmiechając się drwiąco.
– Tak. Pewnie wszyscy, którzy znają mnie, Marco i Tiffe.
– No dobra. – Wzruszył ramionami. – Jak chcesz.
– Musisz się za kogoś przebrać, bo to w końcu Halloween – powiedziałam.
– A ty za co się przebierasz? – zapytał, przytulając mnie.
– Nie wiem jeszcze. Jak znam Tiff to dowiem się w ostatniej chwili.
– Może za gangstera? – zastanowił się Elliot.
– Ty już nim jesteś głuptasie.
Stanęłam na palcach, żeby go pocałować, ale on podniósł mnie i położył na biurku, zrzucając z niego moją broń na krzesło. Jego znalazły się po bokach mojej głowy, a moje nogi oplotły jego biodra.
– Guziki? – zadziwił się, kiedy jedna z jego rąk dotknęła mojego biustu. Po chwili wszystkie były już odpięte, a Elliot zdejmował płaszczyk z moich ramion. – Zabawna sztuczka, Bloody Silver – powiedział, apotem spojrzał na mój cekinowy top.
Dlaczego Bloody Silver? Ponieważ zawsze wybierałam srebrną broń, a Krwawa dodano po tym jak swojej pierwszej ofiarze w klatkę piersiową wpakowałam cały magazynek, po tym jak poderżnęłam mu gardło. Jedną kulką oberwał między oczy. Nie jestem z tego duma. Na szczęście wina za zabicie tego chłopaka spadła na inny gang, bo było to na ich terenie, a on należał do Lie Life
– Coś nie tak? – zapytałam, bo zamarł.
– Czy ty…? – zapytał spoglądając mi w oczy.
– Co? – spojrzałam na swój biust. Przyznam, żen nie był mały, ale też nie jakiś tam wielki. – Chodzi ci o biustonosz? – zapytałam.
– Taa.
– Od kiedy to chłopak taki jak ty jest speszony, bo dziewczyna nie ma stanika? – zapytałam.
– W co ty pogrywasz, Katherine? Przychodzisz tu. Jesteś roznegliżowana i mówisz mi, że mnie kochasz po tym jak przez ponad rok traktowałaś mnie jak śmiecia. Ubrałaś się tak i pozwalasz mi się dotykać, bo czegoś chcesz, prawda?
– Nie prawda – zanurzyłam palce w jego blond włosach i przegryzłam dolną wargę. – Ja po prostu chcę dać ci namiastkę namiętności, której pełną dawkę dostaniesz za dwa tygodnie i nie robię tego bo chcę czegoś w zamian. No może chcę, ale to jest tylko i wyłącznie związane z seksem. – Mówię tak, bo mam nadzieją, że Oliver przyzna się do kłamstwa, kiedy zobaczy mnie z Elliotem i wróci do mnie. Wtedy na pewno mnie obroni. Ale jest mały problem, bo w Lie Life kiedy przywódca zginie, jego miejsce zajmuje jego prawa ręka, czyli w tym wypadku Elliot, a więc na dzisiejszy dzień ma za sobą ponad setkę wściekłych nastolatków i młodych dorosłych. Muszę przekonać Elliota, żebym to ja była jego zastępczynią, jeszcze przed Nocą Duchów.
– Jesteś gotowa mi się oddać? – zapytał ze zdziwieniem, mieszającym się z namiętnością.
– Ja po prostu tego chcę. Nawet nie wiesz jak bardzo. A może teraz przejdźmy w końcu do przyjemniejszych rzeczy, co? – zapytałam, przyciągając go do siebie.
– Podoba mi się ta propozycja.
Zaczął mnie całować, a ja wewnątrz zaczęłam wrzeszczeć i płakać, bo wcale tego nie chciałam.
Dopiero po wypiciu kilku piw i zakończeniu zabawy w dzielnicy Lie Life, odzyskałam swój płaszcz i broń. Elliot wziął swoje czarne kradzione GT 40 z dwoma białymi paskami, biegnącymi przez maskę, dach i bagażnik i zawiózł mnie do domu. Byłam trochę wstawiona, ale przewidziałam to i też to, że wrócę nad ranem, więc zostawiłam otwarte drzwi balkonowe w swojej sypialni i zgasiłam światła w basenie i przed domem, żeby nikt nie widział jak wkradam się do ogrodu.
– Zatrzymaj się tutaj – poprosiłam Elliota, kiedy od mojego domu dzieliły nas dwa budynki.
– Ale to jeszcze nie twój dom. Podwiozę cię dalej.
– Nie chcę, żeby ktoś mnie zobaczył – powiedziałam, bawiąc się kosmykiem włosów.
– Uciekłaś z domu, prawda? – Zatrzymał GT tam gdzie chciałam i wyłączył silnik.
– Kłamią, że Robby jest moim ojcem, więc chyba znów jestem pełnoprawnym członkiem Lie Life, nie? – zapytałam.
– Racja.
– Mogę cię jeszcze raz pocałować, czy odrzuca się to, że pachnę alkoholem? – zapytałam.
Położył swoją dłoń na moim karku i przyciągnął do siebie, a potem zaczął łapczywie mnie całować, jakby nie wierzył, że prawdą jest to co właśnie dziś przeżył. Wplotłam palce w jego włosy i usiadłam okrakiem na jego kolanach. Było mi trochę nie wygodnie, ale na szczęście fotel kierowcy był daleko kierownicy. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
– Wypuścisz mnie już? – zapytałam.
– Muszę?
– Chcę się odświeżyć, zanim rodzice dowiedzą się, że mnie nie było – powiedziałam.
– Ale zadzwoń do mnie rano, dobrze? – Podał mi karteczkę ze swoim numerem telefonu.
– Jasne – powiedziałam z uśmiechem i wzięłam karteczkę. – A tak z ciekawości, to kto jest twoją prawą ręką? – zapytałam.
– Jeśli się zgodzisz to jutro wszyscy członkowie Lie Life się o tym dowiedzą – powiedział.
– Ale tak naprawdę będę twoim zastępcom? Nie na pokaz? – wolałam się upewnić, czy nasze uzgodnienia są dla mnie korzystne.
– Jasne, że naprawdę – zaśmiał się krótko. – Jeśli zginę to ty będziesz musiała przewodzić nimi. Będę zadowolony jeśli się zgodzisz. Na obecną chwilę jesteś dla mnie najbardziej zaufaną osobą – powiedział. Taa, a szczególnie, że dziś o mało mnie nie zabiłeś i na dodatek groziłeś.
– Ale nie będzie to wyglądało tak, że przespałam się z tobą, żeby dostać to stanowisko? – zapytałam. Bo w sumie to tak to na obecną chwilę wygląda.
– Jak na razie to nikt nie wie, że jesteśmy razem. Dopiero za dwa tygodnie, kotku – pocałował moją szyję. – Dwa tygodnie chyba wytrzymamy w ukryciu, co?
– Jasne, że tak. – Uśmiechnęłam się przebiegle.
Elliot wymusił na mnie jeszcze jeden pocałunek i dopiero wypuścił z samochodu. Pomachałam mu kiedy odjeżdżał, a on zamrugał światłami auta.
Udało mi się wejść niepostrzeżenie do ogrodu za domem i po pergoli na mój balkon. Dopiero w pokoju przeżyłam szok. Zaczęłam już odpinać guziki płaszczyka, kiedy lampka przy biurku zapaliła się. Na obrotowym krześle ktoś siedział. Przestraszyłam się, że to Robby, ale na szczęście to był tylko:
– Max, przestraszyłeś mnie – powiedziałam zdejmując płaszczyk. – Mógłbyś wyjść? Chciałbym się przebrać.
– Co ty tak właściwie masz na sobie? – zapytał wstając z krzesła. – Chwila…? Czy to jest pistolet!? – zapytał szeptem. – Katherine, chyba nie wpakowałaś się znów do jakiegoś gangu, co?
– A nawet jeśli, to co cię to obchodzi? Jesteś tylko małym chłopcem, który za wszelką cenę chce być dorosły. – Odpięłam kaburę i rzuciłam ją na łóżko.
– Katherine, to że Oliver i ty już nie jesteście parą, nie znaczy, że musisz się oddawać jakimś obleśnym oprychom – Wyglądał na wściekłego, ale nie obeszło mnie to i starałam się nie zwracać uwagi, na to że wypowiedział jego imię.
– Co masz na myśli mówią oddawać się? – zapytałam.
– Jesteś moją siostrą, nie chcę, żeby ktoś cię skrzywdził! – powiedział trochę zbyt głośno. To mogło obudzić rodziców.
– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie – warknęłam. – Jeśli myślisz, że z rozpaczy uprawiam seks z nieznajomymi to grubo się mylisz. Nigdy bym się do czegoś takiego nie posunęła, nie musisz się martwić.
– Ale jednak się martwię. Kocham cię, siostrzyczko. Nie rozumiesz tego? – zapytał, podchodząc do mnie. Złapał mnie za ramiona i spojrzał w oczy. – Bądź znów taka jak kiedy miałaś trzynaście lat, proszę. Jak w czasach zanim byłaś w tamtym gangu. Nie upijaj się i nie ubieraj się tak. Zostań przy stylu Hayley. Nie zmieniaj się w prostytutkę.
– Wyjdź stąd. – Spojrzałam na drzwi do łazienki. – Jestem zmęczona.
– Jesteś pijana – stwierdził.
– Odczep się gówniarzu. – Nie miałam już siły się z nim kłócić. – Nie twój interes co robię, bo to moje życie. Jest spieprzone i staram się je jakoś naprawić.
– Pozwól sobie pomóc, bo to naprawianie ci nie idzie.
– Max – powiedziałam wzdychając. – To nie jest bezpieczne. Jesteś tylko dzieckiem, w czym możesz mi pomóc?
– Jestem od ciebie młodszy tylko o rok i niecałe pięć miesięcy. Daj mi się wykazać.
– Nie! – wrzasnęłam i szybko zakryłam usta dłonią. Mój wzrok był przerażony, tak jak i Maxa.
Po chwili na dole zapaliło się światło. Widziałam je pod drzwiami mojego pokoju.
– Rodzice – powiedzieliśmy równocześnie i spojrzeliśmy na moje ubranie.
Wrzuciłam płaszcz i pistolet do szafy i wzięłam z niego koszulkę nocną. W łazience zdjęłam top i spódnicę i założyłam ją. Rozczochrałam włosy i zaczęłam zmywać makijaż. Max w miedzy czasie zgasił lampkę na biurku i uchylił drzwi. Na szczęście udało mi się wejść do łóżka zanim drzwi mojej sypialni otworzyły się na dobre.
– Katherine, wszystko dobrze? – zapytał Max, kiedy Sally i Robby weszli do pomieszczenia.
– Co się stało? – zapytał Robby.
– Ja… Miałam zły sen – powiedziałam, wymyślając naprędce. – To było straszne, ale to tylko sen. Nic mi nie jest.
– Na pewno? – zapytała mama.
– Tak. Wszystko dobrze.
Kiedy rodzice wyszli Max nadal stał na środku pokoju.
– Przez ciebie nie mogę się wykąpać – powiedziałam zakładając ręce na piersi i opadając na poduszki, trochę naburmuszona.
– Niby czemu? – zapytał siadając na brzegu łóżka.
– Bo rodzice nie śpią i mogą zacząć coś podejrzewać, geniuszu. Teraz muszę czekać do rana. – Westchnęłam.
– To tylko ze cztery godziny. Prześpij się – poradził.
– Mhm – mruknęłam.
– Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć – powiedział.
– Taa – ziewnęłam.
– Powiesz mi skąd masz broń? – zapytał szeptem.
– To ojca Marco. Pożyczyłam. Pewnie nie chciałbyś, żebym poszła do jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Los Angeles nieuzbrojona. Przecież mogliby mi coś zrobić.
– Idź już spać – nakazał.
– Dobranoc – powiedziałam, przytulając kołdrę i zamykając oczy.
– Słodkich snów.
Wyszedł z pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
Kiedy on tak dorósł? – zapytałam siebie w myślach. – Ma dopiero czternaście lat, a zachowuje się nie jak młodszy, ale starszy brat. Oj Max, naprawdę chcę móc prosić o pomoc, ale zwyczajnie nie potrafię.
Zasnęłam mając przed oczami obraz twarzy mojego małego braciszka, żałując że nie potrafię się nim zająć tak jak powinna starsza siostra.



 ~*~*~*~*~*~*~*~*~

Zawsze chciałam mieć młodszego upierdliwego brata, który były moim sługą, ale niestety jestem najmłodsza z rodzeństwa i ten niechlubny zaszczyt przypada mnie -.-

Droga Konopio,
przysięgam, że wezmę od Loczkersa twój adres, przyjadę tam i cię kopne w zadek, jeśli nie zalogujesz się na google i pod tą notką nie zostawisz komentarza. I naślę na ciebie Wiktorię, żeby cię pogryzła :P
Nawet wyprzedzam i nie dodałam na tamtego bloga notki, tylko na ten... Ech...