CDN...
Musiałam z nim zostać, bo
skrzywdzi tych, których kocham. Wiedziałam na co go stać, a szczególnie się go
obawiałam, po tym jak powiedział, że zabił dla mojego Serca Diligs. Jeśli będę
chciała odejść to musiałabym go najpierw zabić, a nie potrafię tego zrobić. Już
nigdy nie posunę się do tego. Nie po tym jak siedmiolatka zginęła z mojej ręki.
– Wiesz, że trzydziestego
pierwszego października w domu Marco… Tego chłopaka, którego chciałeś zabić,
kiedy zabierał mnie stąd. – Elliot spojrzał na mnie unoszą brew. – Ale mniejsza
o to. No więc w jego domu będzie moja impreza urodzinowa i chcę, żebyś poszedł
tam ze mną.
– Będzie tam blondasek i
wszystkie jego pedałki z zespołu? – zapytał, uśmiechając się drwiąco.
– Tak. Pewnie wszyscy, którzy
znają mnie, Marco i Tiffe.
– No dobra. – Wzruszył
ramionami. – Jak chcesz.
– Musisz się za kogoś przebrać,
bo to w końcu Halloween – powiedziałam.
– A ty za co się przebierasz? –
zapytał, przytulając mnie.
– Nie wiem jeszcze. Jak znam
Tiff to dowiem się w ostatniej chwili.
– Może za gangstera? –
zastanowił się Elliot.
– Ty już nim jesteś głuptasie.
Stanęłam na palcach, żeby go
pocałować, ale on podniósł mnie i położył na biurku, zrzucając z niego moją
broń na krzesło. Jego znalazły się po bokach mojej głowy, a moje nogi oplotły
jego biodra.
– Guziki? – zadziwił się, kiedy
jedna z jego rąk dotknęła mojego biustu. Po chwili wszystkie były już odpięte,
a Elliot zdejmował płaszczyk z moich ramion. – Zabawna sztuczka, Bloody Silver
– powiedział, apotem spojrzał na mój cekinowy top.
Dlaczego Bloody Silver? Ponieważ
zawsze wybierałam srebrną broń, a Krwawa dodano po tym jak swojej pierwszej
ofiarze w klatkę piersiową wpakowałam cały magazynek, po tym jak poderżnęłam mu
gardło. Jedną kulką oberwał między oczy. Nie jestem z tego duma. Na szczęście
wina za zabicie tego chłopaka spadła na inny gang, bo było to na ich terenie, a
on należał do Lie Life
– Coś nie tak? – zapytałam, bo
zamarł.
– Czy ty…? – zapytał spoglądając
mi w oczy.
– Co? – spojrzałam na swój
biust. Przyznam, żen nie był mały, ale też nie jakiś tam wielki. – Chodzi ci o
biustonosz? – zapytałam.
– Taa.
– Od kiedy to chłopak taki jak
ty jest speszony, bo dziewczyna nie ma stanika? – zapytałam.
– W co ty pogrywasz, Katherine?
Przychodzisz tu. Jesteś roznegliżowana i mówisz mi, że mnie kochasz po tym jak
przez ponad rok traktowałaś mnie jak śmiecia. Ubrałaś się tak i pozwalasz mi
się dotykać, bo czegoś chcesz, prawda?
– Nie prawda – zanurzyłam palce
w jego blond włosach i przegryzłam dolną wargę. – Ja po prostu chcę dać ci
namiastkę namiętności, której pełną dawkę dostaniesz za dwa tygodnie i nie
robię tego bo chcę czegoś w zamian. No może chcę, ale to jest tylko i wyłącznie
związane z seksem. – Mówię tak, bo mam nadzieją, że Oliver przyzna się do
kłamstwa, kiedy zobaczy mnie z Elliotem i wróci do mnie. Wtedy na pewno mnie
obroni. Ale jest mały problem, bo w Lie Life kiedy przywódca zginie, jego
miejsce zajmuje jego prawa ręka, czyli w tym wypadku Elliot, a więc na
dzisiejszy dzień ma za sobą ponad setkę wściekłych nastolatków i młodych
dorosłych. Muszę przekonać Elliota, żebym to ja była jego zastępczynią, jeszcze
przed Nocą Duchów.
– Jesteś gotowa mi się oddać? –
zapytał ze zdziwieniem, mieszającym się z namiętnością.
– Ja po prostu tego chcę. Nawet
nie wiesz jak bardzo. A może teraz przejdźmy w końcu do przyjemniejszych
rzeczy, co? – zapytałam, przyciągając go do siebie.
– Podoba mi się ta propozycja.
Zaczął mnie całować, a ja
wewnątrz zaczęłam wrzeszczeć i płakać, bo wcale tego nie chciałam.
Dopiero po wypiciu kilku piw i
zakończeniu zabawy w dzielnicy Lie Life, odzyskałam swój płaszcz i broń. Elliot
wziął swoje czarne kradzione GT 40 z dwoma białymi paskami, biegnącymi przez
maskę, dach i bagażnik i zawiózł mnie do domu. Byłam trochę wstawiona, ale
przewidziałam to i też to, że wrócę nad ranem, więc zostawiłam otwarte drzwi
balkonowe w swojej sypialni i zgasiłam światła w basenie i przed domem, żeby
nikt nie widział jak wkradam się do ogrodu.
– Zatrzymaj się tutaj –
poprosiłam Elliota, kiedy od mojego domu dzieliły nas dwa budynki.
– Ale to jeszcze nie twój dom.
Podwiozę cię dalej.
– Nie chcę, żeby ktoś mnie
zobaczył – powiedziałam, bawiąc się kosmykiem włosów.
– Uciekłaś z domu, prawda? –
Zatrzymał GT tam gdzie chciałam i wyłączył silnik.
– Kłamią, że Robby jest moim
ojcem, więc chyba znów jestem pełnoprawnym członkiem Lie Life, nie? –
zapytałam.
– Racja.
– Mogę cię jeszcze raz
pocałować, czy odrzuca się to, że pachnę alkoholem? – zapytałam.
Położył swoją dłoń na moim karku
i przyciągnął do siebie, a potem zaczął łapczywie mnie całować, jakby nie
wierzył, że prawdą jest to co właśnie dziś przeżył. Wplotłam palce w jego włosy
i usiadłam okrakiem na jego kolanach. Było mi trochę nie wygodnie, ale na
szczęście fotel kierowcy był daleko kierownicy. Po kilku minutach oderwaliśmy
się od siebie.
– Wypuścisz mnie już? –
zapytałam.
– Muszę?
– Chcę się odświeżyć, zanim
rodzice dowiedzą się, że mnie nie było – powiedziałam.
– Ale zadzwoń do mnie rano,
dobrze? – Podał mi karteczkę ze swoim numerem telefonu.
– Jasne – powiedziałam z
uśmiechem i wzięłam karteczkę. – A tak z ciekawości, to kto jest twoją prawą
ręką? – zapytałam.
– Jeśli się zgodzisz to jutro
wszyscy członkowie Lie Life się o tym dowiedzą – powiedział.
– Ale tak naprawdę będę twoim
zastępcom? Nie na pokaz? – wolałam się upewnić, czy nasze uzgodnienia są dla
mnie korzystne.
– Jasne, że naprawdę – zaśmiał
się krótko. – Jeśli zginę to ty będziesz musiała przewodzić nimi. Będę
zadowolony jeśli się zgodzisz. Na obecną chwilę jesteś dla mnie najbardziej
zaufaną osobą – powiedział. Taa, a szczególnie, że dziś o mało mnie nie zabiłeś
i na dodatek groziłeś.
– Ale nie będzie to wyglądało
tak, że przespałam się z tobą, żeby dostać to stanowisko? – zapytałam. Bo w
sumie to tak to na obecną chwilę wygląda.
– Jak na razie to nikt nie wie,
że jesteśmy razem. Dopiero za dwa tygodnie, kotku – pocałował moją szyję. – Dwa
tygodnie chyba wytrzymamy w ukryciu, co?
– Jasne, że tak. – Uśmiechnęłam
się przebiegle.
Elliot wymusił na mnie jeszcze
jeden pocałunek i dopiero wypuścił z samochodu. Pomachałam mu kiedy odjeżdżał,
a on zamrugał światłami auta.
Udało mi się wejść
niepostrzeżenie do ogrodu za domem i po pergoli na mój balkon. Dopiero w pokoju
przeżyłam szok. Zaczęłam już odpinać guziki płaszczyka, kiedy lampka przy
biurku zapaliła się. Na obrotowym krześle ktoś siedział. Przestraszyłam się, że
to Robby, ale na szczęście to był tylko:
– Max, przestraszyłeś mnie –
powiedziałam zdejmując płaszczyk. – Mógłbyś wyjść? Chciałbym się przebrać.
– Co ty tak właściwie masz na
sobie? – zapytał wstając z krzesła. – Chwila…? Czy to jest pistolet!? – zapytał
szeptem. – Katherine, chyba nie wpakowałaś się znów do jakiegoś gangu, co?
– A nawet jeśli, to co cię to
obchodzi? Jesteś tylko małym chłopcem, który za wszelką cenę chce być dorosły.
– Odpięłam kaburę i rzuciłam ją na łóżko.
– Katherine, to że Oliver i ty
już nie jesteście parą, nie znaczy, że musisz się oddawać jakimś obleśnym oprychom
– Wyglądał na wściekłego, ale nie obeszło mnie to i starałam się nie zwracać
uwagi, na to że wypowiedział jego imię.
– Co masz na myśli mówią oddawać
się? – zapytałam.
– Jesteś moją siostrą, nie chcę,
żeby ktoś cię skrzywdził! – powiedział trochę zbyt głośno. To mogło obudzić
rodziców.
– Nie odpowiedziałeś mi na
pytanie – warknęłam. – Jeśli myślisz, że z rozpaczy uprawiam seks z
nieznajomymi to grubo się mylisz. Nigdy bym się do czegoś takiego nie posunęła,
nie musisz się martwić.
– Ale jednak się martwię. Kocham
cię, siostrzyczko. Nie rozumiesz tego? – zapytał, podchodząc do mnie. Złapał
mnie za ramiona i spojrzał w oczy. – Bądź znów taka jak kiedy miałaś trzynaście
lat, proszę. Jak w czasach zanim byłaś w tamtym gangu. Nie upijaj się i nie
ubieraj się tak. Zostań przy stylu Hayley. Nie zmieniaj się w prostytutkę.
– Wyjdź stąd. – Spojrzałam na
drzwi do łazienki. – Jestem zmęczona.
– Jesteś pijana – stwierdził.
– Odczep się gówniarzu. – Nie
miałam już siły się z nim kłócić. – Nie twój interes co robię, bo to moje
życie. Jest spieprzone i staram się je jakoś naprawić.
– Pozwól sobie pomóc, bo to
naprawianie ci nie idzie.
– Max – powiedziałam wzdychając.
– To nie jest bezpieczne. Jesteś tylko dzieckiem, w czym możesz mi pomóc?
– Jestem od ciebie młodszy tylko
o rok i niecałe pięć miesięcy. Daj mi się wykazać.
– Nie! – wrzasnęłam i szybko
zakryłam usta dłonią. Mój wzrok był przerażony, tak jak i Maxa.
Po chwili na dole zapaliło się
światło. Widziałam je pod drzwiami mojego pokoju.
– Rodzice – powiedzieliśmy
równocześnie i spojrzeliśmy na moje ubranie.
Wrzuciłam płaszcz i pistolet do
szafy i wzięłam z niego koszulkę nocną. W łazience zdjęłam top i spódnicę i
założyłam ją. Rozczochrałam włosy i zaczęłam zmywać makijaż. Max w miedzy
czasie zgasił lampkę na biurku i uchylił drzwi. Na szczęście udało mi się wejść
do łóżka zanim drzwi mojej sypialni otworzyły się na dobre.
– Katherine, wszystko dobrze? –
zapytał Max, kiedy Sally i Robby weszli do pomieszczenia.
– Co się stało? – zapytał Robby.
– Ja… Miałam zły sen –
powiedziałam, wymyślając naprędce. – To było straszne, ale to tylko sen. Nic mi
nie jest.
– Na pewno? – zapytała mama.
– Tak. Wszystko dobrze.
Kiedy rodzice wyszli Max nadal
stał na środku pokoju.
– Przez ciebie nie mogę się
wykąpać – powiedziałam zakładając ręce na piersi i opadając na poduszki, trochę
naburmuszona.
– Niby czemu? – zapytał siadając
na brzegu łóżka.
– Bo rodzice nie śpią i mogą
zacząć coś podejrzewać, geniuszu. Teraz muszę czekać do rana. – Westchnęłam.
– To tylko ze cztery godziny.
Prześpij się – poradził.
– Mhm – mruknęłam.
– Wiesz, że zawsze możesz na
mnie liczyć – powiedział.
– Taa – ziewnęłam.
– Powiesz mi skąd masz broń? –
zapytał szeptem.
– To ojca Marco. Pożyczyłam.
Pewnie nie chciałbyś, żebym poszła do jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic
Los Angeles nieuzbrojona. Przecież mogliby mi coś zrobić.
– Idź już spać – nakazał.
– Dobranoc – powiedziałam,
przytulając kołdrę i zamykając oczy.
– Słodkich snów.
Wyszedł z pokoju i delikatnie
zamknął za sobą drzwi.
Kiedy on tak dorósł? – zapytałam
siebie w myślach. – Ma dopiero czternaście lat, a zachowuje się nie jak
młodszy, ale starszy brat. Oj Max, naprawdę chcę móc prosić o pomoc, ale
zwyczajnie nie potrafię.
Zasnęłam mając przed oczami
obraz twarzy mojego małego braciszka, żałując że nie potrafię się nim zająć tak
jak powinna starsza siostra.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Zawsze chciałam mieć młodszego upierdliwego brata, który były moim sługą, ale niestety jestem najmłodsza z rodzeństwa i ten niechlubny zaszczyt przypada mnie -.-
Droga Konopio,
przysięgam, że wezmę od Loczkersa twój adres, przyjadę tam i cię kopne w zadek, jeśli nie zalogujesz się na google i pod tą notką nie zostawisz komentarza. I naślę na ciebie Wiktorię, żeby cię pogryzła :P
Nawet wyprzedzam i nie dodałam na tamtego bloga notki, tylko na ten... Ech...