czwartek, 13 lutego 2014

Goddess Alba

Trzy noce zajęło mi przygotowanie tej notki i zakończenie 6 rozdziału LMF ;)
Rozdział nie jest kolorowy i następne tez nie będą, więc mam nadzieję, że przetrzymacie te chwile smutku z Katherine.
Zapraszam na nową notkę.
 
 
 
Previously on LMF:
 
Kiedy dotarliśmy do domu babci, który mieścił się sześć kilometrów od domu Marco i jedenaście od naszego, samochód Robbego już tam stał. Na jego masce i szybie było widać rysy po wyrzuconych przez wybuch odłamkach.
Babcia i on siedzieli w jej niewielkim saloniku z niskimi różowymi fotelami o wysokich oparciach ozdobionych białymi serwetami, które sama zrobiła na szydełku. Ona miała łzy w oczach, a Robby przybrał maskę względnego spokoju, który mógł zakłócić mój chodź jeden zły ruch.
– Co się stało? zapytała na wejściu Max, podszedł do babci i przytulił ją, klękając obok fotela.
Ojciec nie patrzył na mnie, ale wzrok Violet był skierowany na mnie i mówił ‘Wynoś się z mojego domu potworze!’. Odwróciłam wzrok. Na szczęście Oliver był za mną i złapał mnie za rękę.
– Gdzie jest mama? – zapytała młody.
– Tato… – zaczęłam.


~*~*~
 
– Wiem, że to będzie dla ciebie szokiem Max, ale jesteś już wystarczająco duży, aby zrozumieć powiedział Robby, patrząc w pełną gorącego parującego płynu filiżankę, którą trzymał w rękach. Chodzi o to, że… Odetchnął głęboko. W nocy w domu wybuchł pożar i w piwnicy prawdopodobnie wybuchła butla z gazem. Ja właśnie wyszedłem z domu, aby przepakować samochód bliżej domu, kiedy zauważyłem wybuch.
– Czy mama… – zaczął młody, ale głos uwiązł mu w gardle.
Robby pokręcił głową.
Max patrzył na niego szeroko otwartymi oczami i mogło się wydawać, że zaraz zacznie płakać, ale tak się nie stało. Po prostu wstał i zacisnął pięści.
– A dom? – zapytał. Jego głos był przepełniony furią. Zostało z niego coś?
– Na szczęście tył domu nie ucierpiał powiedział Robby. Wasze rzeczy nadaj tam są, ale myślę, że jeszcze dziś, będziecie mogli je spakować.
– Kat, jeśli ty chcesz zwrócił się do mnie Max. Tato, czy możemy zatrzymać się u Marco i Olivera, jeśli się zgodzą? Wybacz babciu, ale nie chcę być tutaj.
Babcia skinęła głową i wytarła oczy chusteczką.
– Tutaj, wiele rzeczy ją przypomina powiedziała i uśmiechnęła się do nas.
– Tato? – zapytał Max.
– Jeśli Oliverowi to nie przeszkadza?
– Zaopiekuję się nimi, Rob powiedział. Obiecuję.
– A więc idźcie. Zadzwonię do was, jeśli się czegoś dowiem.
– Gdzie wyście byli tyle czasu, co!? wrzasnęła Tiffa zbiegając ze schodów zawalonych kubkami po piwie, kiedy zobaczyła nas wysiadających z samochodu przed garażem. W domu istny chaos, a my tylko we dwoje musieliśmy to opanować! Ty mała ruda mendo jak mogłaś? Zabiję cię za to, że musiałam z Marco sprzątać cały ten syf! Zemszczę się za to! Jak w ogóle mogliście…
– Tiffany, nie teraz – powiedział Oliver obejmując mnie ramieniem i prowadząc do domu. Max szedł przed nami z pochyloną głową i opuszczonymi ramionami. Dłonie miał w kieszeniach spodni, ale po napiętym materiale było widać, że są zaciśnięte w pięści.
– Matko boska, co się wam stało!? wrzasnęła Tiffany, kiedy wszyscy weszliśmy do domu Marco. Dlaczego jesteście tak przybici?
Max szybko się ulotnił. Był typem ‘cierpię w samotności’.
– Wiesz o tym ogniu wszystko, a na to nie wpadniesz? – zapytałam szeptem.
– Katherine – powiedziała smutno i przytuliła mnie strącając przy tym ramię Olivera z moich barków. – To nie może być prawda. Nie! To nie mogło się tak skończyć.
O dziwo to ona płakała, a nie ja, ale jej łzy podniosły mnie na duchu. Wiedziałam, że jeśli Tiffa naprawdę jest strażniczką ognia tak jak my to ją też czeka śmierć rodziców.
– Nie będę płakać, bo to nie ma sensu powiedziałam wyswabadzając się z uścisku Tiff. Właściwie to nawet nie czuję smutku, ani żalu. Lie Life mają rację, nie jestem nawet w nieznacznym stopniu człowiekiem, a zwykłym potworem żądnym krwi.
– Katherine! – wrzasnęli razem Oliver i Tiffany.
– Nie zaprzeczajcie – powiedziałam stanowczo. ODEBRAŁAM ŻYCIE JUŻ ZBYT WIELU OSOBOM! wrzasnęłam. Najgorsze jest to, że sprawia mi to przyjemność szepnęłam, kładąc zaciśniętą w pięść dłoń na sercu. I mam ochotę nadal zabijać.
– Ona jest tą prawdziwą Główną Strażniczką Ognia, tą złą na dodatek powiedział Marco, biorą się niewiadomo skąd. Miałem takie same objawy przez większość życia, aż do przemiany. To dziwne, że nadal chcesz to robić, bo z chwilą uzyskania szesnastu lat powinnaś pozbyć się tej chęci.
Odjęłam dłoń od serca i patrzyłam na blondyna zszokowana.
– Marco – powiedziała zaskoczona Tiffany. Ty… Wy naprawdę kogoś zabiliście stwierdziła.
– A myślałaś, że to co ci powiedziałam o Lie Life i o tym jak tam działałam to było kłamstwo? zapytałam, otrząsając się. Zwróciłam swój wzrok na nią. Tak, zabiłam kilkoro ludzi, w tym własną matkę. To wszystko prawda i jeśli, któreś z was się wygada to mogę pójść siedzieć, bo mam już te cholerne szesnaści lat!
Zamachnęłam się ręką, a z koniuszków moich palców na lakierowaną, drewnianą podłogę spadły płomyki ognia, które szybko urosły i zaczęły płonąć wokół mnie, wypalając w podłodze coś na wzór sierpa.
– Potwór – szepnęłam patrząc na swoją rękę. Ja naprawdę nim jestem.
– Twoja moc jest zbyt wielka – powiedział Oliver podchodzą do mnie powoli. Poproszę o natychmiastowe przyjęcie cię do ZiC.
Gdy położył dłoń na moim ramieniu szybko ją strąciłam i odsunęłam się od tamtej trójki.
– Proszę, nie dotykaj mnie powiedziałam spanikowana. Ja… ja nie panuję nad tym. Boję się, że was skrzywdzę.
– Marco, Oliver! – wrzasnęła Tiffa i wskazała na płomienie, które próbował wchłonąć Marco. Spójrzcie na kolor ognia.
Płomienie z czerwonych zaczynały robić się czarne.
– No to możemy ci nadać rangę, moja droga Kat powiedział Marco, zaprzestając wchłaniania ognia, który teraz był już całkowicie czarny. Angry Black Fire.
– Więc ja będę Blue Flame stwierdziła Tiffany i zaśmiała się nerwowo.
– No i wszystko wyszło na opak powiedział Marco, wzruszając ramionami i wznosząc ręce. Chyba musimy się zamienić dziewczynami, kuzynie.
– Co masz na myśli? zapytał poirytowany Oliver.
– No cóż. Ja jestem zły, ty dobry. Twoja dziewczyna zła, a moja dobra. Nie sądzisz, że jest na opak? Ogółem to Tiffa jest teraz bardziej groźna nić Kat, więc czemu to Kat jest Black Fire? Weź ty to zgaś, tak w ogóle, bo mi dom spalisz.
– Nie będziemy się niczym zamieniać. I doskonale wiesz, że ona nie jest w stanie tego zrobić.
– Czuję się, cholera, jakbyście zapomnieli, że tu jestem powiedziałam i machnęłam ręką, a płomień powoli zmalał, a po chwili zgasł zostawiając na drewnianej podłodze duży lekko zwęglony ślad.
– Też tak mam westchnęła Tiff. I nie będziesz się mną zamieniał, głupku. Ja cię kocham, a ty żarty sobie stroisz. Nie rób tak więcej, bo cię zostawię.
– Sama powiedziałaś, że to był żart. Marco wzruszył ramionami i opadł na kanapę, której jeszcze wczoraj nie było w salonie.
– Wiesz, że mogę mieć każdego powiedziała zakładając ręce na piersi.
– A ja każdą, nie Kat?
– Za przeproszeniem, ale ja tu kryzys przechodzę, a wy się kłócicie i sobie grozicie.
Już się uspokoiłam, więc myślę, że moja moc się nie uwolni. Opadłam na kanapę, przez jej oparcie, tak że nogi miałam na nim, a głowę na krawędzi siedzenia. Oliver usiadł obok mnie, a Tiffany położyła głowę na kolanach Marco i położyła się. Kanapa była ogromna, więc wszyscy się z łatwością zmieściliśmy.
– Przez pierwsze miesiące po przemianie, cierpienie będziesz miała tak jakby wyłączone, więc nie kłam, co? skarcił mnie Marco.
– Jak to wyłączone?
– Twoja moc przewyższa wszystkie uczucia…
– Poza przyjemną dodał Oliver, kiedy Maco urwał zdanie.
– No właśnie. A co do uczuć, to już przeżyłeś coś co wywołałoby twoją przemianę? zwrócił się Marco do Olivera.
– Nadal tylko Beth, Ben, Zoe i Zack dokonali przemiany – powiedział Oliver. No i ty – dodał zazdroszcząc. Gdybyś mi powiedział to już bym dokonał przemiany.
– Dyrcia zabrania. – Marco wzruszył ramionami. Sorry Memory. Nie mogę.
– Wszyscy to mówicie.
 
~*~
Gdy wysiedliśmy z samochody, szybko ruszyłem do domu, wymijając mającą o coś pretensje Tiffany. Machała miotłą wydzierając się, ale nie obchodziło mnie teraz to co mówi. Już nic mnie nie obchodziło. Nie po śmierci mamy.
Oni zostali w salonie, a ja schowałem się w cieniu niedaleko salonu. Nie miałem siły, żeby wejść na górę, ale oni myśleli, chyba że odeszłam daleko, bo ich rozmowa zbiegła na temat, którego nie powinienem wysłuchiwać, ale jak to się mówi: Zakazany owoc smakuje najlepiej.
Ciekawość wzięła górę i zacząłem słuchać.
– Nie będę płakać, bo to nie ma sensu. Usłyszałem głos Katherine. Właściwie to nawet nie czuję smutku, ani żalu. Lie Life mają rację, nie jestem nawet w nieznacznym stopniu człowiekiem, a zwykłym potworem żądnym krwi.
– Katherine! – teraz odezwali się równocześnie Tiffa i Oliver.
– Nie zaprzeczajcie – powiedziała Kat. Jej głos brzmiał jak taty, kiedy któreś z nas coś przeskrobało. ODEBRAŁAM ŻYCIE JUŻ ZBYT WIELU OSOBOM! wrzasnęła. Po chwili dodała coś jeszcze, ale zbyt cicho, żebym usłyszał konkretne słowa.
– Ona jest tą prawdziwą Główną Strażniczką Ognia, tą złą na dodatek powiedział Marco, który przed chwilą przechodził obok mojej kryjówki. Dobrze, że mnie nie zauważył, bo mogłoby się to źle dla mnie skończyć. Miałem takie same objawy przez większość życia, aż do przemiany. To dziwne, że nadal chcesz to robić, bo z chwilą uzyskania szesnastu lat powinnaś pozbyć się tej chęci.
O czym on gada? O pozbyciu się chęci? Jakich znowu, kurde, chęci?
– Marco – odezwała się Tiffany. Ty… Wy naprawdę kogoś zabiliście.
No tak. Katherine zabiła, ale byłem zbyt mały, aby to zrozumieć. Jak dobrze, że mam tak dobry słuch i słyszałem jak rozmawiała o tym z Tiffany, kilka lat temu.
– A myślałaś, że to co ci powiedziałam o Lie Life i o tym jak tam działałam to było kłamstwo? zapytała Kat, po dłuższej ciszy. Tak, zabiłam kilkoro ludzi, w tym własną matkę.
C-co ona powiedziała!? Wiedziałem, że… Ale jak ona mogła zabić mamę? Przecież ten wybuch i… w ogóle? Mogła go spowodować. To w sumie nie takie trudne, ale… była z nami całą noc. Chyba.
Usłyszałem ciche buczenie ognia. Może rozpalili w kominku? Ale przecież na zewnątrz, jest około dziewięćdziesiąt stopni ciepła Farenheita.
– Potwór – wyłapałem ciche słowa siostry. Ja naprawdę nim jestem.
– Twoja moc jest zbyt wielka – powiedział Oliver. Poproszę o natychmiastowe przyjęcie cię do ZiC.
A to co znowu? Jakiś ośrodek dla psychopatów? Bo jak tak to ona się tam nadaje.
– Proszę, nie dotykaj mnie powiedziała Kat. Jej głos był przepełniony paniką. Ja ja nie panuję nad tym. Boję się, że was skrzywdzę.
– Marco, Oliver! – wrzasnęła Tiffa. Spójrzcie na kolor ognia.
Wtedy ostrożnie wyszedłem z ukrycia i stanąłem przy ścianie, Akaby mnie nie widzieli, a ja mógłbym ich doskonale obserwować. Na środku salonu, za oparciem kanapy buzował ogień, który z czerwonego zrobił się czarny. Zakryłem usta, aby nie wrzasnąć ze zdumienia.
– No to możemy ci nadać rangę, moja droga Kat powiedział Marco, odsuwając się od rozrastającego się na podłodze ognia. Angry Black Fire.
– Więc ja będę Blue Flame powiedziała Tiffany.
O co w tym wszystkim chodzi!? Gadają o jakich rangach. Salon się pali, a oni gapią się na ten ogień i nawet nie próbują go ugasić, a Marco nawet prawie wlazł w ten dziwny czarny ogień i nawet się nie poparzył, a trzymał w nim dłonie.
– Czuję się, cholera, jakbyście zapomnieli, że tu jestem powiedziała Katherine, wyrywając mnie przy tym z zamyślenia. Machnęła ręką, a czarny ogień zaczął się kurczyć się, przygasać. Gdy zniknął całkowicie, na podłodze pozostał tylko wypalony ślad.
– Ona ją zabiła szepnąłem powoli odchodząc. Wspiąłem się na górę, do pokoju, który sobie wczoraj wybrałem.
Spełniło się moje największe marzenie. Fantastyka ożyła i już nie jest fikcją, a najprawdziwszą rzeczywistością. Moje siostra właśnie ugasiła ogień machnięciem ręki i to na dodatek czarny ogień. Czyli to znaczy, że mama… To Kat ją zabiła, bo w końcu wybuch butli z gazem mógł spowodować tylko ogień, którym moja siostra pokierowała.
Boże spełniłeś moje życzenie, ale jakim kosztem, co? OFIAROWAŁEŚ MOJEJ SIOSTRZE MOC OGNIA, ALE ODEBRAŁEŚ MOJĄ MATKĘ!
Powiedz mi chociaż, czy to Kat jest tą dziewczyną o wielkiej mocy, którą chciałem poznać? Jeśli tak to zabierz ją, bo ja wcale nie chcę znać potwora, który zabija i oddaj mi mamę w zamian za nią. Oboje wyjdziemy z tego z zyskiem.
Stanąłem w nogach łóżka i skoczyłem, a pętla zacisnęła się na mojej szyi odbierając mi dostęp powietrza. Mój oddech zanikał, a rytm serca zwolnił.
Nie wiem, kiedy dotarłem do pokoju i zawiesiłem kabel na belce między kolumnami łóżka. Tak to jakoś wyszło.
– Max – usłyszałem piękny kobiecy głos. Nieznajomy głos. Maxwellu Satine. Nie sądzisz, że jesteś zbyt młody, aby umierać? zapytała kobieta w bieli siadając obok mnie na miękkiej trawie, na polanie pełnej drobnych kwiatów pod czysto błękitnym niebem udekorowanym mlecznymi obłoczkami.
Ja też miałem na sobie biały strój. To samo co założyłem rano, ale białe.
– Kim jesteś? zapytałem piękną kobietę o włosach srebrnych jak światło księżyca, a oczach szkarłatnych jak krew.
W białym świetle, kobieta wyglądała jak anioł. Ale zaraz. To wcale nie jest kobieta. Dziewczyna w moim wieku. To widać po jej twarzy.
– Bogiem, którego wzywałeś powiedziała, słodkim dziewczęcym głosem.
– Ale bóg to facet.
– Nie dla takich wyjątkowych istot jak ty. Dla ludzi owszem. Ma długie siwe włosy i brodę, ale nikt mi w to nie wieży, bo tylko ja potrafię dostrzec jego twarz w blasku jaki go otacza. No, ale mówimy teraz o tobie. Naprawdę chcesz umrzeć?
– Nie, ale chyba już nie mam odwrotu, prawda?
– Nie prawda.
– Jak się nazywasz?
– Alba. Jestem boginią światła. A ty jesteś Max i jesteś Strażnikiem Ognia tak jak twoja siostra. Co prawda twoja moc obudzi się dopiero za dwa lata, ale ja wiem, że to prawda.
– Gdzie jesteśmy? W niebie?
– Profesorze Dumbledor. To się dzieje naprawdę, czy tylko w mojej głowie? zapytała. Ależ oczywiście, że w twojej głowie Harry.
– Cytat z Harry’ego Pottera? To w niebie mają Harryego Pottera?
– A kto powiedział, że mieszkam w niebie? Czasami odwiedzam Ziemię i lubię wasze książki. No, ale już chyba czas wracać Max…
– Ale nie powiedziałaś mi o co chodzi z tym ogniem.
– Max – powiedziała.
– Proszę, jeszcze tylko chwilkę.
– Max – to już nie był głos Alby.
Srebrnowłosa spojrzała w górę, zachęcając mnie do tego samego.
– Max! –wrzasnęła Kat.
Jej twarz patrzyła na mnie z nieba, którego błękit zabarwiły na czerwono jej długie krwiste włosy.
Po chwili piękny krajobraz znikną razem z Albą, a ja leżałem na plecach w objęciach Kat, która płakała i próbowała mnie obudzić.
Zaczerpnąłem głęboki oddech i złapałem mocno jej ramie. Chciałem usiąść, ale brak sił i mocny uścisk Kat mi to uniemożliwiały.
– Max! Max, wszystko dobrze. Już wszystko dobrze. Jestem z tobą, słyszysz? mówiła wciąż, nieprzerwanie te słowa.
Wszyscy tam byli. Katherine mnie trzymała, Tiffany kucała przy mnie, Oliver siedział obok Kat, a Marco zdejmował z baldachimu łóżka kabel, który tam zawiesiłem.
– Katherine – powiedziałem rozpaczliwie, po czym ją przytuliłem. Przepraszam! – wrzasnąłem, mimo drapiącego bólu gardła.
 
~*~
 
– Twoja moc przewyższa wszystkie uczucia… Marco nagle urwał.
– Poza przyjemną powiedział Oliver, lekko się rumieniąc, ale jego mina pozostawała nadal surowa.
– No właśnie zaczął Marco, uderzając pięścią w otwartą dłoń co do uczuć, to już przeżyłeś coś co wywołałoby twoją przemianę? zapytał Marco Olivera.
– Nadal tylko Beth, Ben, Zoe i Zack dokonali przemiany – stwierdził Oliver, wyliczając Strażników Żywiołów na palcach. – No i ty – dodał, niezbyt zadowolony. Gdybyś mi powiedział to już bym dokonał przemiany.
– Dyrcia zabrania – powiedział Marco wzruszywszy ramionami. Sorry Memory. Nie mogę.
– Wszyscy to mówicie. Nie mogę, bo Dyrektorka zabrania.
Prychnął.
– Dyrektorka? I co to jest to ZiC?
– Dowiesz się w swoim czasie powiedzieli równocześnie, chłopcy.
Teraz to ja prychnęłam. Tiffa założyła ręce na piersi, bo też pewnie chciała wiedzieć. No, ale skoro Dyrektorka, to raczej szkoła, bo gdyby to była praca to raczej szefowa, mistrzyni lub mentorka.
– Coś… zaczęłam. Coś jest nie tak. Gdzie jest Max?
– Coś nie tak? zdziwiła się Tiffany.
– Czuję to samo co w nocy, kiedy poczułam, że musze się zobaczyć z rodzicami. Teraz czuję takie coś, ale jeśli chodzi o Maxa wytłumaczyłam. Gdzie on jest?
W chwili, gdy zadałam to pytanie w mojej głowie pokazała się dokładna trasa, gdzie znajdę Maxa. No może coś w tym rodzaju. Ach, po prostu wiedziałam już gdzie go znajdę, więc ruszyłam biegiem na górę.
Gdy dopadłam drzwi, za którymi, według mojej intuicji Max się znajdował, ten właśnie skoczył z łóżka, ale nie dosięgnął podłogi. Zobaczyłam wokół jego szyi czarny kabel.
– Cholera, on chce się powiesić! wrzasnęłam i podbiegłam do niego, po czym złapałam go za nogi, oplatając je w udach ramionami i podniosłam jego bezwładne ciał odo góry.
Tamci pomogli mi go zdjąć.
Sprawdziłam oddech. Całkiem zanikł, a puls był bardzo słaby, więc wykonałam kilka wdechów, jakie stosuje się w RKO przy wisielcach, topielcach i innych tego typu popaprańcach.
Trzydzieści ucisków, dwa wdechy, trzydzieści ucisków, dwa wdechy, trzydzieści uścisków i dwa wdechy. Na szczęście serce złapało dobry rytm, a oddech powrócił.
– Max – powiedziałam, biorąc brata w ramiona. Max!
Nagle poruszył się i zaczerpnął głęboki oddech. Można powiedzieć, że zachłysnął się powietrzem. Złapał moje ramie, jakby bał się, że upadnie, gdy go wypuszczę z objęć.
– Max! Max, wszystko dobrze. Już wszystko dobrze. Mówiłam bardziej do siebie niż do niego. Jestem z tobą, słyszysz?
– Katherine – powiedział cicho i słabo.
– Szczęście, że to wyczułaś, bo nie wiem co by z tego było kilka sekund później powiedział Marco, zdejmując kabel z baldachimu łóżka.
– Wszystko będzie dobrze, braciszku. Poradzimy sobie.