Notka miała być w poniedziałek, ale choroba mnie zaatakowała i ciężko mi jest się na czymkolwiek skupić, więc przepraszam za błędy, a notka pisana na szybkiego, żeby z czasem się wyrobić ;/
No cóż, zapraszam
Enjoy ;)
Do Mallibu dojechaliśmy jako pierwsi. O dziwo pozostali
strażnicy jechali za nami. Nie wiem dlaczego. Czyżby zamierzali zatrzymać się willi
Marco?
W sumie nie dziwię im się. Prawdopodobnie przyjechali tu
tylko po to, aby być na pogrzebie mojej mamy i zobaczyć się ze mną, a przecież
to tylko jeden dzień, więc nie będą chyba od razu wyjeżdżać, prawda? To było by
bezsensowne.
– Więc jednak się u nas zatrzymacie? – zapytał Marco, kiedy
wszyscy już pojawili się w salonie jego domu. – Jak tak to bierzcie pokój,
który chcecie poza jednym, bo wybuchł w nim ostatnio pożar – powiedział z
niesmakiem, patrząc na mnie.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Katherine, muszę gdzieś wyjść na dłuższą chwilę, więc bądź
grzeczna, kiedy mnie nie będzie i nic nie podpal, dobrze? – zapytał Oliver.
Przewróciłam oczami.
– Podpalę ciebie jak nie wrócisz o przyzwoitej porze –
powiedziałam z uśmiechem.
– Uuu, małżeństwo nam się szykuje! – zawołała Tiffany.
– Tiffa, bo jak cię zaraz…! – wrzasnęłam i ruszyłam za nią
biegiem, kiedy zaczęła uciekać.
*
– Wszystko gotowe? – zapytałem, kiedy spotkałem się z
Boginią Światła w szkole dla magicznych istot.
– Tak. Miałam racje co do Katherine – powiedziała
białowłosa. – Niezwykłe jak szybko jej moce zaczęły się uwalniać, nieprawdaż?
Staliśmy w jednej z sypialni w pałacu, gdzie mieściły się
dormitoria dziewcząt w szkole. Alba, nadzorowała przygotowania na przyjęcie
Katherine do szkoły. Moja kochana miała zostać przyjęta do szkoły już we
wrześniu, czyli na pierwszy turnus, bo Alba wyczuwała jej moc już na początku
roku, ale okazało się, że urodziny Katherine wypadają w ostatni dzień
października, więc nie mogła przyjść do szkoły, ale teraz kiedy jej moc się już
uwolniła będzie mogła dołączyć do szkoły jeszcze w pierwszym turnusie, ale
będzie musiała nadrobić materiału z dwuch miesięcy.
– Pomożesz się jej zaaklimatyzować, prawda? – zapytała
odwracając się do mnie.
– Tak – powiedziałam od razu.
– A jak wam się układa? – zapytała. – Słyszałam, że się
pokłóciliście i zerwaliście ze sobą, to prawda?
Skąd ona wie, że ja i Katherine… a no tak, przecież jest
boginią.
– My… Tak, zerwaliśmy ze sobą w wakacje, ponieważ
powiedziałem Katherine, że jestem Strażnikiem Ognia. Nie uwierzyła mi i
pogodziliśmy się dopiero w jej urodziny, kiedy zobaczyła do czego jest zdolna.
Alba zachichotała.
– Jakie to słodkie – powiedziała jedna z uczennic szkoły z
razy Syren, które odświeżały pokój. – Wróciła do ciebie, bo…
– Z Syrenami nie gadam, Cleo – burknąłem.
– Dlaczego wszyscy nie znoszą Syren? – zapytała druga
Syrena. Syntia.
– Nie znoszą was, myślą, że księżniczki to im wszystko
wolno…
– No ale tak jest – powiedziała Cleo śmiejąc się.
– Dlaczego akurat one muszą to robić? – zapytałem Albę.
– Bo wszyscy się przestraszyli, że do szkoły będzie chodziła
władczyni czarnego ognia, no i nikt nie chciał, bo się bali, że jej moc poprzez
pokuj dosięgnie nawet ich.
– Dlaczego w tej szkole uczą się same tępaki? – zapytałem
sam siebie.
Drzwi na mną się otworzyły i do środka weszły dwie osoby.
Obie od razu poznałem. Była to Mag Vanessa i jej przyrodnia siostra Wampir
Raven. Tylko coś było z nimi inaczej niż zwykle. Vanessa miała na sobie strój
łowcy z czerwonym płaszczem odpowiednim do jesieni, którą teraz mamy na ziemi,
a Raven miała na sobie długi sweter tunikę, za kolanówki i botki. Od kiedy ja znam
się na kobiecej modzie? Katherine to twoja wina.
No ale wracając do Raven. Dziewczyna ma dziewiętnaście
ludzkich lat, ale na Wampirze to dopiero niecałe trzy. No a skoro jest
Wampirem, to dlaczego ma duży brzuszek jakby była w ciąży, mimo że jej rasa nie
może mieć dzieci?
– O-oliver? – zdziwiła się.
– Raven… Ty…? O jejku! – wyrwało mi się.
Mimo iż była Wampirzycą to wyglądała na bardzo kruchą. Miła
białą skórę, kasztanowe grube loki, szkarłatno brązowe oczy i była z twarzy
raczej słodka, ale nie jak mała dziewczynka. Mimo to była bardzo ładna. Jej
siostra również była ładna. Miała urodę jak Śnieżka. Hebanowe włosy, biała
skóra i czerwone usta, a całości dopełniały szafirowe mądre oczy. Ktoś mógłby
ją pomylić z Boginią Cienia, ale ja wiem, że Vanessa ma ciemniejsze oczy i
dłuższe włosy, więc potrafię je rozróżnić.
– Kiedy? – zapytałem, podchodząc do niej i patrząc na jej
nabrzmiały brzuch.
– N-no… – zaczęła. Cała oblała się rumieńcem.
– W czerwcu – powiedziała Vanessa. – Za dwa miesiące ma
termin.
Raven spuściła głowę mrucząc coś pod nosem. Jej zachowanie w
ogóle nie oddawało jej natury. Nie była zimnym i bezdusznym potworem, jak inne
Wampiry. Ona była radosna i otwarta, zawsze potrafiła słuchać i pomagała innym
z uśmiechem, a nie jak ten jej chłopak. Dante, pan idealny z Baroku.
– A no tak, Wampiry są w ciąży sześć miesięcy – zauważyłem. –
Masz ametyst, prawda?
Raven skinęła głową.
Przypomniało mi się jak się poznaliśmy. To było jakieś dwa
lata temu. Miałem już skończone szesnaście lat i właśnie wybierałem się do
Kwatery Głównej Oddziału Teleportującego, skąd miałem się teleportować na Ignis
gdzie znajdowała się tajemnicza szkoła dla magicznie utalentowanych istot.
Marco był ze mną. Oboje byliśmy podekscytowani i zachowywaliśmy się jeszcze
wtedy jak gówniarze.
Raven była wtedy już tak piękna jak dziś, a miała wtedy
siedemnaście lat i była jeszcze człowiekiem. Podobno zachorowała, dlatego
zmieniono ją w Wampira. Taką decyzję podjął jej ojciec, Vanessa i Dante, mimo
iż Raven nigdy nie chciała być nieśmiertelną. Wolała umrzeć, niż stać się
potworem, dlatego bardzo się wściekła kiedy po przemianie się obudziła.
Cieszę się, że mnie tam nie było, a stało się to jakieś dwa
tygodnie po tym jak odwiedziłem Kwaterę Główną, w której właśnie stacjonowała
Raven, Vanessa i Łowcy. Podobno pół Starego Dworu zostało zniszczone.
Później wiem, że Raven zaatakowała zwykłego człowieka, bez
żadnych zdolności magicznych. Dziewczyna mogła umrzeć, ale Raven dała jej
swojej krwi, krwi potomkini pierwotnego, czyli bardzo silnej. Dziewczyna, która
została zaatakowana zmarła, ale z powodu krwi pierwotnego obudziła się, ale już
jako Wampir. Teraz chodzi już do trzeciej drugiej klasy w naszej szkole.
Podobno jeden przyjaciel Vanessy i Raven został zaatakowany przez wilkołaka,
którym była przyjaciółka tej dziewczyny, którą zaatakowała Raven.
Tego dnia, dwudziestego ósmego sierpnia w niedzielę ja i
Marco teleportowaliśmy się do ostatniego ocalałego na Ziemi Dworu Mroku, pod
którym rozciągało się wiele korytarzy podziemnej Kwatery Głównej. Ani ja ani
Marco nie mieliśmy opiekunów, więc musieliśmy się tam dostać sami. Nasi rodzice
już nie żyli i pozostaliśmy sami. Jednak na Ignis po ukończeniu szesnastego
roku życia jest się już dorosłym i można decydować za siebie, więc nie
potrzebowaliśmy już rodziców. Wiem, że to brzmi samolubnie i okrutnie, ale tak
właśnie było.
– Denerwujesz się? – zapytał mnie wtedy Marco.
– Jak cholera – powiedziałam.
Obojgu nam wydawało się to wtedy głupie, ale złapaliśmy się
za ręce i z pomocą pożyczonego nam przez Białą Boginie żółtego kryształu
teleportowaliśmy się do Kwatery Głównej. Tego dnia było tam wielu ludzi.
Niektórzy w naszym wieku, inni trochę starsi. Osobami, które były
odpowiedzialne za teleportowanie na Ignis były między innymi Vanessa i Raven. Z
nimi były też dwie dziewczyny, blond Sandra i ruda Justina, która była w naszym
wieku i sama właśnie zaczynała naukę w ZiC, no i oczywiście kilku chłopaków.
Starsi bracia Justiny, Dominic i Samuel, młodszy brat Sandry Simon, też w
naszym wieku, bliźniaki Peter i Patrick i Wampir Levis.
Bliźniaki chodzili wokół nas z Levisem i kierowali nas w
odpowiednie miejsca przed Starym Domem. Nie wpuszczali do środka wszystkich, bo
Dworek był w większości zaniedbany i tylko jego front i podziemia były
odrestaurowane.
– Ooo! – zawołał jeden bliźniak, podchodząc do nas, gdy
tylko się pojawiliśmy między fontanną, a schodami prowadzącymi do dworku.
Powiedział do nas coś w języku, którego żaden z nas nie
zrozumiał. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni. Po chwili chłopak klepnął się w
czoło.
– Przepraszam – powiedział po angielsku. – Ciągle zapominam,
że nie każdy zna polski.
– Nie szkodzi – powiedział Marco. – My chcieliśmy na Ignis…
– Tak, wiem – powiedział. – Wszyscy tu chcą na Ignis – ręką
zatoczył przed sobą koło. – Jesteście z jakiego rocznika? – zapytał, kiedy my
patrzyliśmy ile tu jest osób.
Był tu taki tłum, że normalnie można było zrobić ogromy
koncert.
– Dziewięćdziesiąty piąty – powiedziałem.
– Pierwszoklasiści! – zawołał uradowany. – Ale fajnie!
Jesteście jak na razie pierwsi. Dziś niedziela, a pierwszaki przybywają zwykle
w poniedziałek, ale…
– Pete! – zawołał ktoś.
To był Levis, oczywiście wtedy się nie znaliśmy.
– Odsuńcie się, bo jak ktoś się teleportuje to wam na głowy
spadnie! – zawołał czarnowłosy.
– Aaa, sorki! – zawołał Peter. – Chodźcie, zaprowadzę was.
Patrick pilnuj lądowiska!
Do miejsca z którego właśnie odchodziliśmy podbiegł jakiś
chłopak, a zaraz potem pokazała się tam z nikąd jakaś parka. Jeden chłopak miał
czerwone włosy, a drugi brązowe.
– Peter! – zawołała jakaś dziewczyna, zbiegająca po
schodach. To była Raven. – Nessa mnie wyrzuciła z Kwatery, bo stwierdziła, że
przeszkadzam. Mogę pomóc?
– Tak, zaprowadzisz ich do drugich klas? Bo pierwszych
jeszcze nie ma.
Pokiwała energicznie głową i podeszła do nas.
– Rave! – zawołał drugi bliźniak. – Ich też, ty ich
zrozumiesz.
– Jasne.
– Chińczycy – mruknął Marco.
Raven zmierzyła go niedowierzającym spojrzeniem.
– To są Koreańczycy – powiedziała. – Tylko jak ja mam ich
zrozumieć, skoro ja po japońsku, a nie po koreańsku mówię – mruknęła z
niezadowoleniem.
– Nie szkodzi, ja mówię po angielsku – powiedział ten
wyższy, brązowowłosy Koreańczyk.
On i jego towarzysz byli szczerze powiedziawszy bardzo
słodcy jak na facetów. To w ogóle byli faceci? Ten w czerwonych włosach był
niższy ode mnie, ale w sumie nie wydawali się na starszych ode mnie i Marco.
– Joong! – zawołała Raven. – Nie poznałam cię na początku.
– Nie szkodzi.
– A to Kang – powiedziała. – Masz czerwone włosy? Od kiedy?
– Odkąd założyliśmy zespół – powiedział czerwono włosy,
trochę kalecząc język angielski.
– Ooo, nauczyłeś się już lepiej angielskiego, to dobrze,
przyda ci się na Ignis – powiedziała z uśmiechem. Ci faceci byli słodcy, ale
ona jeszcze słodsza. – A co do zespołu to słyszałam już o tym i obiecuję, że
będę was słuchać. Szkoda tylko, że to pop.
– Mnie się podoba – powiedział Joong.
– Może kiedyś z wami zaśpiewam, co? – zapytała.
– Jeśli tylko chcesz.
Uśmiechnęła się radośnie.
– To chodźmy panowie. Mam na imię Raven tak w ogóle –
powiedziała już do nas. – A wy?
– Jestem Marco, a to mój kuzyn Oliver – przedstawił nas
Marco. – Jesteśmy pierwszorocznymi.
Dopiero w tamtym momencie dokładniej przyjrzałem się Raven,
ale zrobiłem błąd, bo aż zaniemówiłem. Byłem tak oniemiały jej idealną urodą,
że aż przystanąłem, przez co Kang na mnie wpadł.
– Idzie? – zapytał, znów kalecząc angielski.
Skinąłem głową i ruszyłem.
– Kang jest z drugiego roku, a Joong z czwartego – mówiła
Raven do Marco. – A właśnie Kang, ty nie masz młodszej siostry? – zapytała
czerwonowłosego.
– Przyszywane to nie siostra – mruknął.
– Ja też mam młodszą przyszywaną siostrę, no w sumie to
dwie, więc bardzo je kocham.
Miała na myśli Vanesse, młodszą od niej o ileś tam dni, czy
miesięcy, oraz chyba roczną Isabelle, córkę jej ojca i matki Vanessy.
– Mi Ko powinna tu być z nami, ale się poryczała i…
– Wcale nie płakała – przerwał mu Kang. – Tylko wrzeszczała,
bo zamknąłeś jej drzwi do Kwatery Pośredniej przed nosem.
– Wcale nie o to…
– Kang?
– A tak w ogóle to jakie macie talenty? – zapytała nas
Raven. – Ja jestem hybrydą z połączenia człowieka z Wampirzymi komórkami i
Wampira.
– Jesteśmy Magami – powiedział Marco.
– To tak jak Kang! – zawołała uradowana.
– Ale my jesteśmy Magami Żywiołu Ognia – dodał Marco. – Nie
takimi zwykłymi.
– W sumie i tak używacie tej samej magii – zauważyła Raven.
Po kilku godzinach spędzonych w ogrodzie przed pięknym
dworem w końcu wpuszczono nas do środka, skąd mieliśmy przejść do Kwatery
Głównej. Tam poznaliśmy pozostałych Łowców takich jak bliźniacy.
– Wiesz już co to będzie? – zapytałem.
– Tak – powiedziała Raven głaszcząc nabrzmiały brzuch. –
Bliźniaczki, dwie córeczki.
Uśmiechnąłem się.
– Gratuluję – powiedziałam jak najbardziej szczerze. – A kiedy
ty i Dante baliście ślub? – zapytałem.
– M-my nie mamy ś-ślubu – powiedziała.
Spojrzałem na nią zaskoczony. Wampiry zawsze najpierw się pobierają,
a później zakładają rodzinę, no ale cóż się dziwić Raven. Ona nie jest
zwyczajnym Wampirem.
– Wpadka – podsumowała Vanessa z głupkowatym uśmiechem.
– Vanessa! – skarciły ją Alba i Raven.
– Wy sobie pogadajcie o czym tak zwykle rozmawiacie –
powiedziałem. – A ja już sobie pójdę przygotować Katherine do podróży. Do
zobaczenia!
Wyszedłem z pokoju.
Tak dawno nie widziałem Raven, a tu taka niespodzianka. Jest
przy nadziei i to na dodatek, spodziewa się bliźniąt. Ciekawe, czy kiedyś ja i
Katherine będziemy…
O czym ty myślisz Oliver!? Ona ma dopiero szesnaście lat i
jeszcze nigdy tego nie robiła, a ty już o dzieciach myślisz. Najpierw się
chłopie zastanów, czy dasz radę wychowywać dziecko.
Gdy tak szedłem korytarzem, wpadłem przez przypadek na
kogoś.
– Pźiep-raśiam – powiedziała jakaś niska dziewczyna.
Na szczęście nie upadła, bo złapałem ją za ramiona. Była
bardzo niziutka i wyglądała dosłownie jak dziecko.
– Nie przepraszaj – powiedziałem. – To moja wina.
– Shin Hye! – zawołał ktoś naprzeciw mnie.
U wylotu korytarza do dormitoriów dziewcząt stał chłopak o
czerwonych włosach.
– Kang? – powiedziałem równocześnie z dziewczyną.
– Możesz ją już puścić, Oliver – powiedział Kang.
Tak zrobiłem, a dziewczyna uciekła do niego i wtuliła się w
jego bok.
– Nie wpadaj na moją podopieczną, dobra? – zapytał jakby rozkazując
mi.
– Niech ta słodycz nie wpada na mnie – powiedziałem
wyzywająco.
Po chwili zaczęliśmy się śmiać i podaliśmy sobie ręce.
– Witaj.
– Witam, witam – powiedziałem. – To twoja dziewczyna? –
zapytałem mrugając do dziewczynki.
Kang był ode mnie o rok starszy, ale z powodu jego
Koreańskich genów jest ode mnie sporo niższy.
– Może, a co? Ty nadal nie masz?
– Właśnie sprowadzam ją do szkoły – powiedziałem z
uśmiechem. – Muszę lecieć, zanim w LA zajdzie słońce.
Mrugnąłem do słodkiej dziewczyny i ominąwszy tę dwójkę
ruszyłem korytarzem do szkolnego portalu, żeby wrócić na Ziemię.