sobota, 13 października 2012

Unsuccessful Beach Party


Hura! Udało się i jest druga notka. Zapraszam ^^


Gdy dotarłam na miejsce, Tiffany już na mnie czekała, a autobus właśnie podjeżdżał. Kupiłyśmy bilety i zajęłyśmy wolne miejsca. Opowiedziałam jej co się przed chwilą stało, a gdy skończyłam zaczęłyśmy zastanawiać się co zrobić, żeby nie wypić, ani kropli alkoholu. Znając moje szczęście to ktoś da mi piwo i nie odczepi się dopóki go nie wypiję.
Tiffany jakiś czas temu przefarbowała swoje platynowe włosy na czekoladowy brąz, bo źle jej się ten kolor kojarzył. Była szczupła i o pół głowy ode mnie wyższa, miała sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu. Jest opalona na złoto i powalająco piękna. Ma zielone oczy, a pod lewym ma wytatuowaną maleńką czarną łezkę.
Pewnego dnia poszłyśmy do studia tatuaży, gdzie pracuje Marco, chłopak Tiff. Każda z nas wybrała sobie wzór i właściciel zakładu wytatuował jej łezkę, a mnie małą gwiazdkę na prawej stopie powyżej najmniejszego palca. Nie muszę dodawać, że rodzice nic o tym nie wiedzą.
Po godzinie dwunastej byłyśmy już na miejscu.
Tiffa przycięła tylko końcówki, ale włosy nadal sięgały jej do łopatek.
Ja też miałam tylko przyciąć końcówki, ale zrobiłam sobie też grzywkę na prawe oko, sięgającą mi do połowy policzka. Wyglądałam teraz jak Heyley Williams poza tym, że moje włosy, są dużo dłuższe, bo sięgają mi do linii bioder. Nie wiem, też co mi się stało, że ich złoty kolor przefarbowałam na czerwony. Sądzę, że to dlatego, że moją ulubioną piosenkarką jest wokalistka Paramore. Robby i Sally mnie zabiją, ale za nic mam opinie rodziców.
Szczerze, to nie jestem zbyt dobrą córką. Jestem okropna, z każdym dniem coraz gorsza. Cały czas kłócę się z rodzicami, ale mama próbuje o tym nie myśleć, to dlatego dziś była taka zmartwiona. Wczoraj zrobili mi awanturę o to piwo, które wypiłam.
Po wizycie w salonie poszłyśmy na kawę i ciastko. Gdy wysiadłam na przystanku autobusowym, związałam włosy w luźny koczek na karku, naciągnęłam kaptur na głowę i zapięłam zamek w bluzie po samą szyję. Głowa już przestała boleć i powiedziałam Tiff, że przyjdę na plażę. Nie wiem dlaczego, ale ucieszyła się bardzo, a ta radość nie była taka jak zwykle. Sądzę, że coś się za tym kryje.
Do domu szłam powoli, ponieważ do imprezy zostało mi kilka godzin. Gdy dotarłam na teren naszego domu, samochodu Robby’ ego już niebyło. Do pracy jechał na drugą. Sally miała wyjść dzisiaj na herbatę do swojej przyjaciółki i miała wziąć ze sobą Max’ a.
Weszłam do domu, zdjęłam trampki i już wbiegałam na schody, kiedy usłyszałam jak mama odchrząkuje. Zatrzymałam się i cofnęłam, idąc do salonu. Zatrzymałam się na progu i leniwie oparłam się o framugę drzwi.
 – Katherine, kochanie – powiedziała, odstawiając filiżankę na stolik do kawy. – Zostaniesz dziś wieczorem w domu i posiedzisz z Maxem i Stewardem? – zapytała.
– Byłabym ci bardzo wdzięczna – powiedziała Nicki, przyjaciółka mamy. – Musimy dziś obie wyjść.
– Ale mogę im dać pizzę? – zapytałam.
– Tak, oczywiście. To znaczy, że się zgadzasz? – zapytała Nicki. – Oczywiście zostawimy ci pieniądze. – Szturchnęła mamę łokciem w żebra. – Prawda, Sally.
Nie uśmiechało jej się dawanie mi pieniędzy, bo wiedziała, że i tak tu nie zostanę, ale powoli pokiwała głową.
– To świetnie – Nicki klasnęła w dłonie i zaczęła dopijać kawę. – Zbieramy się Sal, jesteśmy już spóźnione.
– Tak, prawda – mama wypiła kawę i na stole zostawiła tylko talerzyk z ciastkami z czekoladą i zwykłe z cukrem.
– A gdzie oni, są? – zapytałam.
– W pokoju u Max’ a – powiedziała mama.
Przeszłyśmy do kuchni.
– Proszę. – Nicki wyciągnęła ze swojej portmonetki sporo banknotów i dała mi je.
Wzięłam pieniądze i schowałam je do tylnej kieszeni jeansów. Poszłam po schodach do góry i otworzyłam drzwi do pokoju brata.
– Co robicie? – zapytałam, opierając się o framugę drzwi.
– Nie twój interes. Spadaj. Nie pozwalasz mi wchodzić do swojego pokoju, to ty nie wchodź do mojego – powiedział, zamykając jakąś stronę w przeglądarce internetowej.
– Ale ja nie jestem w twoim pokoju. – Stałam przed drzwiami.
– No dobra, co chcesz?
– Chciałam zapytać, kogo mam wynająć, żeby z wami posiedział.
– Ale to ty miałaś tu z nami być – stwierdził Steward.
– Zostałabym, ale mam już inne plany – wytłumaczyłam – No to kogo?
– Zadzwoń do Diany.                                                                               
– Tylko nie do tej, wrednej…
– Bez przesady, ona nie jest wredna.
Chciałam powiedzieć naciągaczki. – Ona za dużo żąda za siedzenie tu.
– No i? A jednak nie chcesz iść na imprezę na plaży?
– Jutro cię zabiję. Idę po nią zadzwonić, a wy nie włączajcie storn przeznaczonych dla dorosłych.
Oboje się zarumienili, a ja nie zamykając drzwi poszłam na dół. Sally i Nicki już wyszły. Weszłam do kuchni, usiadłam przy stole i położyłam na nim telefon stacjonarny. Wystukałam numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha w oczekiwaniu na sygnał, po trzecim ktoś odebrał.
– Dom Państwa Brielle, z tej strony Diana. Słucham – wyśpiewała dziewczyna, jak za każdym razem kiedy podnosiła słuchawkę.
Diana Brielle, kiedyś była moją przyjaciółką. Teraz jak o tym pomyślę to chce mi się rzygać. Miała włosy w kolorze promieni południowego słońca, nienaganną budowę i była śliczniutka. Jej rodzice byli nadziani, a ona zachowywała się jak rozpieszczona królewna. Była wredna i wszyscy, którzy nie wiedzieli kim chcą być w przyszłości, brali przykład z niej i jej znajomych. Baseballistów i chearlederek.
– Cześć Diana – zaświergoliłam słodkim głosikiem.
– A to ty – jej ton zmienił się diametralnie. – Znowu mam pilnować twojego brata?
– Nie, masz pilnować żeby dom nie wyleciał w powietrze. Tyle, że jest jeszcze Steward.
– Jak długo?
Miałam ją w kieszeni.
– Do ósmej, wtedy przyjdę i będziesz mogła wrócić do swojego idealnego życia.
– Ile dostane?
– Się zobaczy. Połowę dam ci jak przyjdziesz, resztę o ósmej.
– Zaraz przyjdę. – Ale ja już się rozłączałam.
Odłożyłam słuchawkę i znów ją podniosłam, wystukałam numer do pizzerii i zamówiłam trzy duże pizze.
Poszłam na górę i w końcu mogłam zdjąć z głowy kaptur. Miałam szczęście, że nikt nic na ten temat nie powiedział. Wzięłam długi gorący prysznic i umyłam włosy. Gdy były mokre przybrały bordowy kolor. Zrezygnowałam z wysuszenia ich i wyprostowania fal, bo zapewne będę wchodzić do wody na plaży. Uwielbiam to jak moje włosy się kręcą, nie są to duże fale, ale też nie małe loczki.
Założyłam biały dwuczęściowy strój kąpielowy, czarne spodenki i przeźroczystą jasnozieloną koszule na krótki rękaw uszytą z siatki. Nie zdążyłam jeszcze zapiąć guzików, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi. Na ganku stał wysoki ciemno brązowowłosy i bardzo przystojny chłopak. W ręce trzymał związane sznurkiem trzy opakowania z pizzą, na sobie miał czerwoną koszulkę z logo pizzerii, na głowie czapkę z daszkiem, a za nim przed domem stał czerwony skuter.
– Dobry wieczór – przywitał się, unosząc kąciki ust w uśmiechu.
– Dobry wieczór – powiedziałam. – Już idę po pieniądze.
Zerknęłam na opinającą się na jego umięśnionej klatce piersiowej koszulkę i poszłam do kuchni, gdzie pod cukierniczką, mama zostawiła trochę forsy. Drzwi zostawiłam otwarte.
Zatrzymałam się przy stole i odetchnęłam głęboko. Gdy wróciłam, w miejscu w którym przed chwilą stałam, była Diana.
– Diana. A skąd ty się tu wzięłaś? – zapytałam, bo wyraźnie było widać, że flirtuje z chłopakiem.
Najbardziej denerwowało mnie w niej to, że zawsze flirtowała z chłopakami, którzy mi się podobają i zawsze udawało jej się odwrócić ich ode mnie.
– Przyszłam pół godziny temu, nikt nie otwierała więc weszłam.
Wręczyłam chłopakowi kilka banknotów.
– Reszty nie trzeba.
– Dzięki. To ja już pójdę.
Wręczył mi pizzę i zaczął odchodzić.
– Nie! – zawołała Diana. – Zostań chwile.
– Diano, w pizzerii zapewne mają dużo roboty. Odpuść.
– Tak, mamy dużo roboty, więc...
Obrzucił Dianę takim wzrokiem, jakby sprawdzał jej wewnętrzną wartość i stwierdził, że nic tam nie ma. Gdy spojrzał na mnie w jego oczach zobaczyłam wesołe ogniki, a na jego ustach zagościł łobuzerski uśmiech.
– Na razie – rzucił i odszedł.
Zamknęłam drzwi, bo Diana za bardzo się wychylała, żeby nadal na niego patrzeć.
– Diano, pozwól na chwilę. – Przeszłam do kuchni i rozwiązałam sznurek łączący pudełka. – Max! Steward! Pizza! – zawołałam.
– Widziałaś jak się na mnie patrzał? – zawołała zadowolona.
– Taa widziałam, z pogardą.
– Podobam mu się, no nie?
– Nie. O ile wiem to na mnie parzył.
– Nie dziwię mu się – zlustrowała mnie wzrokiem. – Stałaś przed nim całkowicie roznegliżowana. W samym staniku.
– Mam na sobie struj kąpielowy, a nie zwykły stanik.
– To nie zmienia faktu, że powinnaś zapiąć koszulę.
– Odwal się.
Powiedziałam i po chwili usłyszałam dudnienie kroków na schodach. W następnym momencie zapadła cisza. Nawet Diana nic nie mówiła.
Odwróciłam się w ich stronę. Cała trójka stała w drzwiach do kuchni i patrzeli na mnie w osłupieniu. Chłopcy mieli otwarte usta.
– Zamknijcie usta chłopcy – powiedziałam, a potem spojrzałam na Dianę. – Czemu się tak na mnie patrzysz?
– Kim jesteś i co zrobiłaś z moją siostrą!? – wrzasną Max. – Oddaj mi moją chamską siostrę.
– To ja Max – odezwałam się zbyt uprzejmie, ale po chwili dodałam: – kurduplu.
Zawsze gdy zobaczę coś, lub kogoś kto mi się spodoba to mam dobry humor.
– Nie chodzi mi o to, chociaż to dziwne, że jesteś uprzejma. – Położył palec wskazujący na brodzie i zaczął rozmyślać. – Co zrobiłaś z włosami? Dlaczego, są czerwone?
– A, to. Przefarbowałam. Mnie się podoba, a wasze zdanie mam szczerze powiedziawszy gdzieś.
– Rodzice cię z a b i j ą – ostatnie słowo podkreślił.
– Mam to gdzieś. Tu jest pizza – wskazałam na stół. – Pieniądze – dałam Dianie kilka banknotów. – Biorę kawałek pizzy z serem i spadam. – Sięgnęłam po kawałek pierwszej pizzy i zajadając się nim poszłam do swojego pokoju.
Koszulę zawiązałam pod biustem, nie zapinając guzików. Wyszłam z domu tylnymi drzwiami na ogródek, przeszłam przez trawę, obok podświetlanego basenu i przez wysoką furtkę na drewniane schody prowadzące na plażę.
Impreza odbywała się niedaleko domu Tiffany, a więc poszłam w lewo.  Gdy już byłam obok jej domu usłyszałam cichą muzykę, która z każdym przebytym metrem była coraz głośniejsza.  Po kilku minutach zobaczyłam też dym i zielononiebieski ogień, spalający gałęzie wyrzucone przez wodę na piasek.
Było jeszcze jasno, ale to nie przeszkadzało w piciu i obmacywaniu się dzieciaków i tych trochę starszych. Sporo osób tańczyło, a w tym tłumie na niewielkim molo zobaczyłam Tiffany, która tańczyła z jakimś chłopakiem. Była ubrana podobnie do mnie. Miała jeansową mini i przeźroczysty, krótki top. Obie miałyśmy odsłonięte brzuchy pokazywałyśmy nasze srebrne kolczyki w pępkach.
 Gdy mnie zobaczyła, a stało się tak od razu gdy ja ją zobaczyłam, przeprosiła i podeszła do mnie. Chłopak poszedł za nią.
 – Jak tam główka? – zapytała, kładąc mi dłoń na czole.
– W porządku.
– Jupi! Dobrze, że jesteś. – Objęła mnie i przytuliła. – Ktoś bardzo chciał cię poznać – szepnęła mi do ucha.
Odsunęła się ode i za rękę przyciągnęła  do nas chłopaka. Kiedy na niego spojrzałam, od razu go poznałam. Patrzył na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
– Katherine, to jest Oliver. Oliver, to jest moja przyjaciółka Kat.
– My się już chyba znamy – powiedziałam wystawiając do niego rękę. Ujął ją delikatnie, okręcił wierzchem do góry i przyciągnął ją do swoich warg.
– Też tak sądzę – powiedział puszczając moją dłoń.
Oliver okazał się być chłopakiem od pizzy, tylko że nie miał już na sobie koszulki z logo pizzerii, ale czarną koszulę z rozpiętymi górnymi guzikami i czarne jeansy na biodrach, stopy miał bose.
– Naprawdę? – Nie czekając na odpowiedź, dodała – To nawet lepiej.
– Chwilę. Co to znaczy „lepiej”? – spojrzałam na nią pytająco.
– Bo Oliver ma problem.
–Jaki? – spojrzałam na niego unosząc brew.
– Zerwałem z dziewczyną, ale ona nie chcę się ode mnie odczepić – wyjaśnił.
– A co my mamy z tym wspólnego? – zapytałam go.
– Wiesz, że chodzę z Marco? – wtrąciła Tiff.
– Tak wiem, ale co to ma do rzeczy?
– Marco to mój kuzyn – powiedział Oliver. – Chcę pokazać mojej byłej, że mam już kogoś i nie wrócę do niej.
– Ale ja się nie zgodziłam, pocałować Olivera, bo jestem z Marco. Ale ty…
– Co!? – wrzasnęłam. – Wy chyba nie sądzicie, że pocałuję ciebie – tu wkazałam palcem na Olivera – tylko dlatego, że zerwałeś z dziewczyną! To, że nikogo nie mam nic nie znaczy!?
– Chciałem tylko zapytać, czy się zgodzisz. Jeśli się nie…
– Nie jesteś stąd, prawda? – Spojrzałam na jego bladą skórę. W Los Angeles, wszyscy, są opaleni, a jego skóra była biała w porównaniu z moją, czy Tiff.
– Nie. Jestem tu od niedawna.
– A ja mieszkam w Los Angeles od urodzenia i jestem jak to miasto, niebezpieczna – powiedziałam do niego. – Więc lepiej ze mną nie zadzieraj. Żegnam. Na razie Tiff.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Z kieszeni spodenek wyciągnęłam komórkę. Za półtora i godziny muszę wrócić do domu.
Niebo powoli się ściemniało, słońce zachodziło, a miejsce dnia zajmował bardzo ciepły wieczór. Noc zapowiadała się gorąca. Kiedy zostało mi już tylko pół godziny, brzegiem plaży, ze stopami w wodzie poszłam wolnym krokiem do domu. Ale zanim tam dotarłam, usłyszałam, jak ktoś za mną biegnie.
– Katherine! – zawołał ten ktoś.
Odwróciłam się. To był Oliver.
– Czego? – Gdy do mnie podszedł, ruszyłam znowu.
– Jeśli się zgodzisz, to zrobię wszystko o co poprosisz – powiedział.
– Przekupstwo.
– Wiem, że ci się podobam.
Gdy to usłyszałam, stanęłam jak wryta. Trafił w dziesiątkę, a ja zareagowałam tak jak on chciał. Powinnam iść dalej.
– Egoista! – wrzasnęłam i ruszyłam biegiem do domu. Z miejsca, w którym byłam widziałam już drewniane schody i światła zapalone w pokoju Maxa.
– Proszę! – zawołał za mną.
Zatrzymałam się i odwróciłam do niego.
– Zaczekaj tu. Za jakieś piętnaście minut przyjdę i powiem co o tym myślę, dobrze?
Mój głos nadal nie był zbyt uprzejmy.
– Jasne, zaczekam – Na jego ustach zagościł uśmiech.
Wspięłam się po schodach, przeskakując po dwa stopnie, przeszłam przez furtkę i obok basenu. Wbiegłam do domu. W swoim pokoju wyjrzałam przez okno na plażę. Oliver stał tam i patrzył na dom. Miałam wrażenie, że mnie widzi. Nie myliłam się, podniósł rękę i pomachał do mnie. Szybko zasunęłam zasłonę zasłaniając drzwi balkonowe.
Z portfela wyciągnęłam kilka banknotów i rzuciłam je na łóżko. W łazience zarzuciłam na siebie puchowy szlafrok, a na włosach zawinęłam ręcznik.
Z pieniędzmi zeszłam na dół. W salonie siedziała Diana i oglądała jakiś program w TV.
Rzuciłam jej na kolana pieniądze i poszłam do kuchni. Miała już wyjść, ale zatrzymała się w otwartych drzwiach frontowych.
– Moja siostra jest na plaży? – zapytała.
– Tiffany? – Zaczęłam zgniatać puste opakowania po pizzy.
– A niby, kto? Przecież mam tylko jedną siostrę.
– O ile wiem to ona się do ciebie nie przyznaje. Jest, za nic nie przegapiłaby imprezy na zakończenie szkoły.
– Impreza na zakończenie szkoły jest za miesiąc.
– Impreza na zakończenie szkoły jest, od dziś, przez miesiąc, aż do tego nudnego balu.
– Sama jesteś nudna! – I wyszła.
Po kilku minutach przyszły Sally i Nicki.
– Przepraszam, że nie mogłaś iść na imprezę prędzej – powiedziała Nicki.
– Nie szkodzi, teraz i tak jest tam nudno. To ja się przebiorę i idę.
– Dziękuję! – zawołała Nicki.
– Nie ma za co.
W pokoju odczekałam chwile, zdjęłam szlafrok i ręcznik, rozczesałam włosy i po cichu zeszłam na dół. Wyszłam na zewnątrz tylnymi drzwiami i weszłam na jeszcze rozgrzany piasek.
– Czternaście minut i pięćdziesiąt sześć sekund – powiedział Oliver, spoglądając na zegarek na telefonie.
Dotknęłam prawej, przedniej kieszeni spodenek, ale nie znalazłam telefonu. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że zostawiłam go na łóżku, razem z pieniędzmi z tylnej kieszeni rurek.
– Kontrolowałeś czas?
– Nie, tak tylko spojrzałem.
– Wiesz co?
– Co?
Podałam mu rękę, ale on nic nie zrobił.
– Czy to znaczy, że się zgadzasz? – zapytał.
– Zobaczymy co przyniesie wieczór – powiedziałam, a on złapał mnie za rękę.
Wolnym krokiem ruszyliśmy brzegiem plaży w stronę mola na, którym tańczyli imprezowicze.
Nasze palce były splecione i przez to czułam się odrobinę niezręcznie.
– Może opowiesz mi coś o sobie? – zapytał po długiej chwili milczenia.
– Co na przykład?
– Jaki jest twój ideał chłopaka?
– Nie powiem ci tego. – Zarumieniłam się trochę gdy zadał to pytanie.
– Dlaczego? Zbyt krępujące?
– Nie. Lubię takich jak ty. Ciemnowłosych i wysokich. Mimo, że dopiero cię poznałam, wiem jaki jesteś. Czuję, że jestem z tobą bezpieczna. – Chciałam powiedzieć, ale zamiast tego mruknęłam: – Bo jesteś chłopakiem. A dziewczyna nie mówi o czymś takim chłopakowi, który nie jest jej ukochanym.
– Rozumiem. A ja ci powiem, że lubię blondynki i rude. A szczególnie rude. – Złapał kosmyk moich włosów i zawinął sobie na palcu.
– Podobam ci się? – zapytałam zdziwiona i zatrzymałam się.
– I to jak. Jesteś bardzo ładna i bystra. – On również się zatrzymał
– Mówisz tak, mimo że znamy się dopiero dwie godziny?
– Czuje się tak jakbym znał cię dwa lata.
Uśmiechnęłam się i znowu ruszyliśmy, nadal trzymając się za ręce.
– Moglibyśmy… – szepnęłam.
– Chcesz… – powiedział w tym samym momencie co ja. – Ty pierwsza.
– Przećwiczymy, noo… wiesz?
– P-pocałunek? – zająknął się.
– Tak – powiedziałam zbyt entuzjastycznie i stanowczo za szybko.
Teraz to Oliver nas zatrzymał. Złapał mnie za drugą dłoń i przyciągnął do siebie.
– Zaczekaj – przerwałam, gdy już się nachylał. – Ja jeszcze nigdy nie…
– Nie!? – wrzasnął i powoli się wyprostował, ale nadal mnie nie puszczał. – W takim razie nie możesz mi pomóc.
– Dlaczego? – Założyłam ręce na piersi. – Nieużywany towar – zachęciłam, chociaż słowa były źle dobrane.
– Nie dlatego, że nie chcę – zamilkł jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co powiedział. – Pierwszy pocałunek jest bardzo ważny. To coś jakby rytuał przejścia…
– Przestań pieprzyć i chodź tu – powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję.
– Co? – zdziwił się. – Nie, ja nie mogę. Coś takiego musisz przeżyć z kimś kogo kochasz!
– Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
– Od niedawna, tak. – Gdy to powiedział, odwrócił wzrok.
– Ja też. Więc mnie pocałuj, bo to ciebie kocham.
Mimo, że znałam go tylko kilka godzin to czułam w sercu przyjemne ciepło. Tak swoją miłość do Marco określiła niedawno Tiff.
Szok jaki nim zawładnął zdziwił nawet mnie. Wiedział, że mówię prawdę. Przyciągnęłam go bliżej zanurzając palce w przydługich ciemnobrązowych włosach.
Na krańcu nieba słońce właśnie wpadało do wody. Za plecami Olivera rozległ się słodki głos małej dziewczynki. Podobny do tego Diany.
– Ollie! Ollie, gdzie jesteś!? – spojrzałam nad jego ramieniem na plaże.
W naszym kierunku szła szczupła blondynka o okrągłej twarzy. Jeszcze nas nie dostrzegła, ale wiedziałam, że to zaraz nastąpi.
– To ona. Poopy. Ten słodki głosik rozpoznam wszędzie.
– Twoja była? – Pokiwał głową. – Ładna.
Spojrzałam w jego jasnobrązowe oczy.
– Ale pusta – powiedział i objął mnie w talii. – Przepraszam za to.
– Za co? – Ale on nie odpowiedział.
Złapał mnie za pośladki i podciągnął do góry. Oplotłam nogi wokół jego bioder  i mocniej wplotłam palce w jego ciemne włosy. Zachichotałam gdy to zrobił.
– Nie będzie ci przykro, kiedy złamiesz jej serce?
– Nie będzie, bo jej serce jest skute lodem.
– No chyba, że tak.
– Ja ciebie też kocham – powiedział na tyle głośno, że Poopy mogła to usłyszeć.
Nie wiedziałam, czy mówi poważnie, czy tylko po to, żeby wkurzyć swoją byłą.
Ostatnie co zobaczyłam nim zamknęłam oczy to zdziwienie, a potem strach malujący się na twarzy Poopy.
Oliver pozwolił, żebym to ja zaczęła. Nasze usta się złączyły. Poczułam się jakbyśmy stali w ogniu i płonęli, ale nie czułam bólu. Moje ciało stało się jednością z ogniem, który rozpaliły we mnie wargi Olivera. Całował powoli i delikatnie, przekazując mi swoje całe doświadczenie.
Dopiero gdy się rozdzieliliśmy usłyszałam krzyk. Pełen desperacji, nasączony paniką wrzask.
– Poopy? A co ty tu robisz? Miałaś być w Mieście Światła.
To pewnie inna nazwa jakiegoś miasta. Tak myślę.
Dziewczyna zaczęła płakać. Za dużo razy udawałam płacz, by wiedzieć, że jej łzy, są wymuszone.
– Co robisz w Los Angeles? – zapytał, stawiając mnie na ziemi, ale nie wypuszczając z ramion.
– Myślałam, że jeszcze coś do mnie czujesz – załkała. – A ty się liżesz z jakąś szmatą na moich oczach!
– Sorry bardzo, ale nie pozwolę się nazywać szmatą – powiedziałam całkowicie spokojnie, ale ten już mnie opuszczał.
– Poopy, zerwałem z tobą ponad pół roku temu. – To ona tak długo za nim łazi!? – Przestań mnie prześladować i zachowywać się jakbym był twoją własnością. – Widać było, że nauczył się przy niej cierpliwości.
– Ale ja cię kocham! – wrzasnęła. – Proszę wróć teraz, bo nie zawsze będę na ciebie czekać.
– Nie powinnaś. Moje uczucie do ciebie było tylko zauroczeniem, które dawno zgasło. Teraz zakochałem się naprawdę. Moją jedyną miłością jest Katherine.
– Co za staroświeckie imię – powiedziała, patrząc na mnie gniewnie. Łzy już przestały jej płynąć.
– Poopy - co za banalne imię. O ile to w ogóle jest imię.
Oliver znów puścił te uwagi mimo uszu. Czułam, że wie, że nie jestem słaba, i że sobie z nią poradzę.
– Poopy, zostaw nas samych – powiedział władczym tonem.
Gdy przyciągnął mnie bliżej siebie, momentalnie zerwał się silny, mroźny wiatr. To wydało mi się nie na miejscu, ponieważ wieczór był pogodny i ciepły.
– Co się dzieje!? – wrzasnęłam poprzez ryk wiatru.
Woda w oceanie zaczęła się pienić i pojawiały się nad nią coraz większe fale. Niebo zasnuły szare i czarne chmury, a po chwili przeszyła je złota błyskawica.
– Katherine! Uciekaj w stronę wyjazdu na plaże! Tam się spotkamy. – Wypuścił mnie z ramion, więc zaczęłam biedz.
Spojrzałam na Poopy. Stała nieruchomo i wpatrywała się całkowicie poszarzałymi oczami w Olivera. Wrzasnęłam, bo mnie to zdziwiło, a niebo znów rozjaśniła błyskawica.
Sztorm nie zrobił na tej dwójce żadnego wrażenia. Poopy w ogóle nie była przerażona, ona się uśmiechała? Jej twarz wykrzywiał straszy, pełen szaleństwa grymas.
Ostatnie co usłyszałam z ich rozmowy, były słowa Olivera:
– Beth i Ronie też tu są, prawda?

Przestałam się zastanawiać kim są te dwie dziewczyny, dopiero kiedy znalazłam Tiffany i Marco, siedzących na masce jakiegoś czarnego SUV’ a z przyciemnianymi szybami.
– Kat, gdzie ty byłaś? – zawołała Tiff. – Wiesz gdzie jest Oliver?
– Ja byłam w domu na kilka minut, a potem łaziłam z Oliverem po plaży, a teraz on tam jest ze swoją byłą – wytłumaczyłam. – Niezła pogoda, nie?
Tiff pokiwała głową.
– Taa, że akurat dziś musiało się to zdarzyć – powiedział zrezygnowany Marco.
Marco jest przystojny i wysoki. Ma blond  włosy i niebieskie oczy (jak mówi Tiffa – takie niebieszcze). Wszystkie dziewczyny za nim szaleją, bo jest wokalistą znanego w naszej okolicy rockowego zespołu.
Tak się złożyło, że to ja ich ze sobą poznałam. Już dawno poznałam Marco, na jednym z ich koncertów w Planet Bang, kiedy poprosili mnie na scenę, żebym zaśpiewała z nimi i się tak złożyło, że zaprzyjaźniłam się z członkami zespołu Damon Band. Marco raz chciał mnie pocałować, ale mu na to nie pozwoliłam. Później Tiffa przeprowadziła się do naszego miasta i przedstawiłam ich sobie. No to, tak to się zaczęło… teraz jestem przyjaciółką obojga.
– I co? Ta jego pusta Poopy, widziała wasz pocałunek? – zapytała Tiff.
– Tak. Zdążyła już nazwać mnie szmatą.
– A to jędza! Utopić ją! – Uprzedzam, że Tiff posiada umiejętność szybkiego zmieniania tematu. – I jak było?
– Co?
– Noo, pocałunek!? – Z ciemnych chmur zaczął padać deszcz, który przerodził się w ulewę.
Spojrzałam na Marco. Nie miałam najmniejszego zamiaru mówić o tym przy nim. Zamiast odpowiedzieć, zapytałam:
– Marco, gdzie twój samochód?
– Zostawiłem w garażu. Przyjechałem z Oliverem jego autem. – Poklepał po masce czarnego SUV’ a.
– Aha. Nie masz może kluczyków? Zrobiło się trochę zimno i mokro.
– Nie. Oliver mi ufa, ale nie na tyle, żeby powierzyć mi któryś ze swoich samochodów.
– To on ma ich więcej? – zapytała zdziwiona Tiff.
– Taa, przed moim domem stoki ich kilka.
– Wow! – wrzasnęłyśmy obie.
Ale nie musieliśmy się już chować, bo chmury się przerzedziły i było już widać pierwsze gwiazdy. Wiatr przestał wiać, ale nadal padał delikatny deszczyk. A więc sztorm znikł tak szybko jak się pojawił.
Po chwili za moimi plecami, obejmując mnie stał Oliver.
– Dziękuję – szepnął, tuż przy moim uchu.
Musnął wargami zagłębienie pomiędzy moją szyją, a ramieniem. Z widocznym ociąganiem wypuścił mnie z ramion. Obszedł samochód i otworzył kluczem drzwi od strony kierowcy. Poszłam za nim.
– Może pojedziemy gdzieś, gdzie nie ma ludzi? – zapytał Oliver patrząc po kolei na każde z nas.
– Jasne – zawołała Tiff.
– Czemu nie? – powiedziałam , a Marco tylko skinął głową.
– No to wsiadajcie! – zawołał ciemnowłosy wesoło.
Marco usiadł z przodu, Tiff za nim, a ja usiadłam obok niej. Już miałam zapiąć pas, kiedy nachyliła się do mnie i szepnęła tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć.
– Coś mi się zdaje, że nie skończy się tylko na jednym pocałunku.
– Wiesz, co? – powiedziałam odrzucając pas. – Masz racje.
Wysiadłam z samochodu, otworzyłam drzwi kierowcy i pociągnęłam Olivera za ramię, więc wysiadł.
– W jakiej sprawie Tiff ma… – nie dokończył, bo przyciągnęłam go do siebie.  Byłam o wiele niższa od niego, więc musiałam stanąć na czubkach palców, żeby go pocałować.
Chcąc mi pokazać więcej, rozszerzył moje wargi swoim językiem i zaczął pieścić mój.
– … rację? – dokończył. – Jak na drugi raz to nieźle. – Pochwalił, oblizując wargi.
– Stwierdziła, że na jednym się nie skończy.
– A chcesz więcej? – Nie odpowiedziałam. – Traktuję to jako zgodę.
I znów zaczęliśmy. W drogę na pustą część plaży Marko gwizdał, a Tiff się śmiała, przez co moja twarz była bardziej czerwona niż włosy. Kilka razy napotkałam wzrok Olivera w lusterku wstecznym.

Saugh


Zapraszam pierwszą notkę, mam nadzieję, że się spodoba :)



Szum w głowie już od tygodnia nie dawał mi spokoju. Kilka minut temu się obudziłam. Leżałam właśnie na łóżku w swoim pokoju z nogami uniesionymi nad jego wezgłowiem. Wysłałam sms’ a do mojej najlepszej przyjaciółki, że chyba nic nie wyjdzie z naszego dzisiejszego wyjścia na plażę. Głowa bolała mnie niemiłosiernie.
Nie doczekawszy się odpowiedzi zwlekłam się z łóżka i poczłapałam na boso na dół do kuchni. Na schodach poczułam zapach świeżo zaparzonej kawy.
Mama stała przy blacie i nalewała do filiżanki kawy, tata siedział przy stole i czytał gazetę, a mój młodszy braciszek Max wsypywał z kartonu czekoladowe groszki do miski. Usiadłam przy stole na swoim zwykłym miejscu i przyłożyłam czoło do chłodnego blatu stołu.
– Dzień dobry, Katherine – przywitała się mama. – Co się stało, że tak wcześnie wstałaś?
– Wcześnie? – mruknęłam, przekręcając głowę nie odrywając jej od stołu i spoglądając na zegar na kuchence. Było po ósmej. – Mamo?
– Tak?
– Mamy jakiś lek na ból głowy? – zapytałam.
– Głowa cię boli? – Podeszła do mnie, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej, żeby mogła położyć mi dłoń na czole.
– Nie masz gorączki. Od jak dawna cię boli?
– Bodajże tydzień.
– Kochanie, wracaj do łóżka, zaraz ci przyniosę zimny kompres. Prześpij się jeszcze troszkę, dobrze?
– Tak, mamo. – Wstałam od stołu i poczłapałam w stronę wyjścia.
– Tato! – zawołał Max. – Kat, nie ma spodni!
– Nie krzycz kurduplu. – Mylił się. Pod krótką jedwabną koszulką nocną miałam spodenki. Podciągnęłam piżamę i wychyliłam biodro w jego stronę. – Bardzo proszę o ciszę, braciszku.
Max miał czternaście lat i zachowywał się jak niedorozwój. Wkurza mnie na każdym kroku, ale i tak go kocham. Przyznam z satysfakcją, że mam nad nim władzę, bo jest ode mnie młodszy o prawie dwa lata.
– Dobranoc – powiedziałam i powłóczyłam nogami do swojej sypialni.
Na miejscu wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Nie było żadnej nowej wiadomości. Położyłam się i przykryłam głowę cienką narzutą. Ból był nie do zniesienia, zamknęłam oczy i próbowałam nie zwracać na niego uwagi.
Kilka minut po tym przyszła mama i położyła mi mokry, zimny ręcznik na czole. Wzięłam aspirynę, po czym zasnęłam.

Obudził mnie piosenka Paramore – „Brick by Boring Brick” i dopiero wtedy zauważyłam, że zasnęłam z komórką w ręce. Ktoś dzwonił, więc nacisnęłam na dotykowym ekranie „odbierz”.
– Halo – powiedziałam ziewając.
– Jak to nie przyjdziesz na plażę! – wrzasnął mi ktoś do ucha, ale głowa nie bolała mnie już prawie wcale, więc wytrzymałam hałas.
– To ty, Tiffany? – zapytałam, strzepując piasek Piaskowego Dziadka z oczu.
– Oczywiście, że ja. A niby kto!? Kat, powiedz, że pójdziesz dziś ze mną na plażę.
– Jeszcze nie wiem. Impreza jest wieczorem, a mnie boli głowa, więc… – tłumaczyłam.
– Piłaś wczoraj? – zapytała już całkiem poważnie.
– Tak, ale tylko jedno piwo – przyznałam. – A głowa boli mnie już od jakiegoś czasu.
– To nawet mniej ode mnie. Ale przestanie cię boleć do wieczora? – zapytała z nadzieją.
– Tak. Zauważyłaś, że sms’ a wysłałam ci o ósmej, a teraz jest – spojrzałam na zegarek na szafce nocnej. – Prawie jedenasta.
– Miałyśmy iść dzisiaj do fryzjera.
– Możemy już zaraz pójść. Tylko się ubiorę i zrobię coś z włosami.
– Jej! – wrzasnęła. – Spotkamy się na przystanku.
Usłyszałam kliknięcie, które oznajmia koniec połączenia.
Zdjęłam z czoła już suchy ręcznik, który o dziwo nie spadł i poszłam do łazienki. Wzięłam błyskawiczny zimny prysznic i wróciłam do pokoju. Założyłam czarne rurki, czarną bluzę w duże białe groszki z kapturem i sino koperkową koszulkę z nadrukiem misia z tasakiem w głowie.
Zeszłam na dół do salonu, gdzie Max siedział przed telewizorem. Podeszłam do niego i zabrałam mu kanapkę z sałatą, żółtym serem i rzodkiewką.
– Hej! – zaprotestował.
Uderzyłam go lekko otwartą dłonią w tył głowy i pokazałam mu język. Ugryzłam kanapkę i poszłam do kuchni , gdzie rozmawiali rodzice.
– Tatku, dostałabym kilka dolarów? Na autobus i fryzjera? – zapytałam i zjadłam ostatni kęs kanapki.
– Tak, zaraz ci dam. – Wstał od stołu i wyszedł z pomieszczenia, żeby po chwili wrócić z portfelem. Wyciągnął z niego kilka banknotów i wręczył mi, ale gdy je złapałam on ich nie puścił. – Na pewno do fryzjera?
– Tak, tato. A niby na co?
– No nie wiem. Może na dzisiejszą imprezę na plaży?
– Nie. Idę z Tiff do fryzjera i potrzebuję na autobus, żeby się tam dostać.
– Idziesz tam? – mama przestała wycierać mokre naczynia i zaczęła mi się przyglądać.
– Nie wiem. Moi znajomi chcą, żebym tam poszła, ale jeszcze głowa mnie boli.
– Naprawdę? – ojciec nie krył swoich wątpliwości.
– Tak, tato. Naprawdę.
– Gdy wczoraj wróciłaś, czuć było od ciebie alkohol.
– Bo byłam w klubie, a tam dużo osób z którymi tańczyłam piło.
– Jakim klubie?
– Planet Bang. – Nie musiałam tego ukrywać, bo i tak by go nie znaleźli.
– Jeśli dziś wieczorem, gdy wrócisz do domu wyczuję od ciebie alkohol, to już nigdy nie pójdziesz na żadną imprezę – zagroził. – Tylko do szkoły i nigdzie indziej, chyba że z nami. – Dopiero teraz puścił pieniądze.
– Katherine, masz dopiero piętnaście lat – powiedziała mama.
– W październiku skończę szesnaście.
– To i tak za mało.
– Ludzie, ja chciałam iść tylko do salonu.
Wyminęłam tatę, załapałam trampki i wybiegłam na werandę, zakładając je w podskokach. Do przyjazdu autobusu zostało mi tylko kilka minut. Za mało, żeby tam dojść. Schowałam pieniądze do kieszeni jeansów i puściłam się biegiem w dół mojej ulicy.