Hura! Udało się i jest druga notka. Zapraszam ^^
Gdy dotarłam na miejsce,
Tiffany już na mnie czekała, a autobus właśnie podjeżdżał. Kupiłyśmy bilety i
zajęłyśmy wolne miejsca. Opowiedziałam jej co się przed chwilą stało, a gdy skończyłam
zaczęłyśmy zastanawiać się co zrobić, żeby nie wypić, ani kropli alkoholu.
Znając moje szczęście to ktoś da mi piwo i nie odczepi się dopóki go nie
wypiję.
Tiffany jakiś czas temu
przefarbowała swoje platynowe włosy na czekoladowy brąz, bo źle jej się ten
kolor kojarzył. Była szczupła i o pół głowy ode mnie wyższa, miała sto
siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu. Jest opalona na złoto i powalająco
piękna. Ma zielone oczy, a pod lewym ma wytatuowaną maleńką czarną łezkę.
Pewnego dnia poszłyśmy do
studia tatuaży, gdzie pracuje Marco, chłopak Tiff. Każda z nas wybrała sobie
wzór i właściciel zakładu wytatuował jej łezkę, a mnie małą gwiazdkę na prawej
stopie powyżej najmniejszego palca. Nie muszę dodawać, że rodzice nic o tym nie
wiedzą.
Po godzinie dwunastej byłyśmy
już na miejscu.
Tiffa przycięła tylko
końcówki, ale włosy nadal sięgały jej do łopatek.
Ja też miałam tylko przyciąć
końcówki, ale zrobiłam sobie też grzywkę na prawe oko, sięgającą mi do połowy
policzka. Wyglądałam teraz jak Heyley Williams poza tym, że moje włosy, są dużo
dłuższe, bo sięgają mi do linii bioder. Nie wiem, też co mi się stało, że ich złoty
kolor przefarbowałam na czerwony. Sądzę, że to dlatego, że moją ulubioną
piosenkarką jest wokalistka Paramore. Robby i Sally mnie zabiją, ale za nic mam
opinie rodziców.
Szczerze, to nie jestem zbyt
dobrą córką. Jestem okropna, z każdym dniem coraz gorsza. Cały czas kłócę się z
rodzicami, ale mama próbuje o tym nie myśleć, to dlatego dziś była taka
zmartwiona. Wczoraj zrobili mi awanturę o to piwo, które wypiłam.
Po wizycie w salonie
poszłyśmy na kawę i ciastko. Gdy wysiadłam na przystanku autobusowym, związałam
włosy w luźny koczek na karku, naciągnęłam kaptur na głowę i zapięłam zamek w
bluzie po samą szyję. Głowa już przestała boleć i powiedziałam Tiff, że przyjdę
na plażę. Nie wiem dlaczego, ale ucieszyła się bardzo, a ta radość nie była
taka jak zwykle. Sądzę, że coś się za tym kryje.
Do domu szłam powoli, ponieważ
do imprezy zostało mi kilka godzin. Gdy dotarłam na teren naszego domu,
samochodu Robby’ ego już niebyło. Do pracy jechał na drugą. Sally miała wyjść
dzisiaj na herbatę do swojej przyjaciółki i miała wziąć ze sobą Max’ a.
Weszłam do domu, zdjęłam
trampki i już wbiegałam na schody, kiedy usłyszałam jak mama odchrząkuje.
Zatrzymałam się i cofnęłam, idąc do salonu. Zatrzymałam się na progu i leniwie
oparłam się o framugę drzwi.
– Katherine, kochanie – powiedziała,
odstawiając filiżankę na stolik do kawy. – Zostaniesz dziś wieczorem w domu i
posiedzisz z Maxem i Stewardem? – zapytała.
– Byłabym ci bardzo wdzięczna
– powiedziała Nicki, przyjaciółka mamy. – Musimy dziś obie wyjść.
– Ale mogę im dać pizzę? –
zapytałam.
– Tak, oczywiście. To znaczy,
że się zgadzasz? – zapytała Nicki. – Oczywiście zostawimy ci pieniądze. –
Szturchnęła mamę łokciem w żebra. – Prawda, Sally.
Nie uśmiechało jej się
dawanie mi pieniędzy, bo wiedziała, że i tak tu nie zostanę, ale powoli
pokiwała głową.
– To świetnie – Nicki
klasnęła w dłonie i zaczęła dopijać kawę. – Zbieramy się Sal, jesteśmy już
spóźnione.
– Tak, prawda – mama wypiła
kawę i na stole zostawiła tylko talerzyk z ciastkami z czekoladą i zwykłe z
cukrem.
– A gdzie oni, są? –
zapytałam.
– W pokoju u Max’ a –
powiedziała mama.
Przeszłyśmy do kuchni.
– Proszę. – Nicki wyciągnęła
ze swojej portmonetki sporo banknotów i dała mi je.
Wzięłam pieniądze i schowałam
je do tylnej kieszeni jeansów. Poszłam po schodach do góry i otworzyłam drzwi
do pokoju brata.
– Co robicie? – zapytałam,
opierając się o framugę drzwi.
– Nie twój interes. Spadaj.
Nie pozwalasz mi wchodzić do swojego pokoju, to ty nie wchodź do mojego –
powiedział, zamykając jakąś stronę w przeglądarce internetowej.
– Ale ja nie jestem w twoim
pokoju. – Stałam przed drzwiami.
– No dobra, co chcesz?
– Chciałam zapytać, kogo mam
wynająć, żeby z wami posiedział.
– Ale to ty miałaś tu z nami
być – stwierdził Steward.
– Zostałabym, ale mam już
inne plany – wytłumaczyłam – No to kogo?
– Zadzwoń
do Diany.
– Tylko nie do tej, wrednej…
– Bez przesady, ona nie jest
wredna.
Chciałam powiedzieć
naciągaczki. – Ona za dużo żąda za siedzenie tu.
– No i? A jednak nie chcesz
iść na imprezę na plaży?
– Jutro cię zabiję. Idę po
nią zadzwonić, a wy nie włączajcie storn przeznaczonych dla dorosłych.
Oboje się zarumienili, a ja
nie zamykając drzwi poszłam na dół. Sally i Nicki już wyszły. Weszłam do
kuchni, usiadłam przy stole i położyłam na nim telefon stacjonarny. Wystukałam
numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha w oczekiwaniu na sygnał, po trzecim ktoś
odebrał.
– Dom Państwa Brielle, z tej
strony Diana. Słucham – wyśpiewała dziewczyna, jak za każdym razem kiedy
podnosiła słuchawkę.
Diana Brielle, kiedyś była
moją przyjaciółką. Teraz jak o tym pomyślę to chce mi się rzygać. Miała włosy w
kolorze promieni południowego słońca, nienaganną budowę i była śliczniutka. Jej
rodzice byli nadziani, a ona zachowywała się jak rozpieszczona królewna. Była
wredna i wszyscy, którzy nie wiedzieli kim chcą być w przyszłości, brali
przykład z niej i jej znajomych. Baseballistów i chearlederek.
– Cześć Diana –
zaświergoliłam słodkim głosikiem.
– A to ty – jej ton zmienił
się diametralnie. – Znowu mam pilnować twojego brata?
– Nie, masz pilnować żeby dom
nie wyleciał w powietrze. Tyle, że jest jeszcze Steward.
– Jak długo?
Miałam ją w kieszeni.
– Do ósmej, wtedy przyjdę i
będziesz mogła wrócić do swojego idealnego życia.
– Ile dostane?
– Się zobaczy. Połowę dam ci
jak przyjdziesz, resztę o ósmej.
– Zaraz przyjdę. – Ale ja już
się rozłączałam.
Odłożyłam słuchawkę i znów ją
podniosłam, wystukałam numer do pizzerii i zamówiłam trzy duże pizze.
Poszłam na górę i w końcu
mogłam zdjąć z głowy kaptur. Miałam szczęście, że nikt nic na ten temat nie
powiedział. Wzięłam długi gorący prysznic i umyłam włosy. Gdy były mokre
przybrały bordowy kolor. Zrezygnowałam z wysuszenia ich i wyprostowania fal, bo
zapewne będę wchodzić do wody na plaży. Uwielbiam to jak moje włosy się kręcą,
nie są to duże fale, ale też nie małe loczki.
Założyłam biały dwuczęściowy
strój kąpielowy, czarne spodenki i przeźroczystą jasnozieloną koszule na krótki
rękaw uszytą z siatki. Nie zdążyłam jeszcze zapiąć guzików, kiedy ktoś
zadzwonił do drzwi. Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi. Na ganku stał wysoki ciemno
brązowowłosy i bardzo przystojny chłopak. W ręce trzymał związane sznurkiem trzy
opakowania z pizzą, na sobie miał czerwoną koszulkę z logo pizzerii, na głowie
czapkę z daszkiem, a za nim przed domem stał czerwony skuter.
– Dobry wieczór – przywitał
się, unosząc kąciki ust w uśmiechu.
– Dobry wieczór –
powiedziałam. – Już idę po pieniądze.
Zerknęłam na opinającą się na
jego umięśnionej klatce piersiowej koszulkę i poszłam do kuchni, gdzie pod
cukierniczką, mama zostawiła trochę forsy. Drzwi zostawiłam otwarte.
Zatrzymałam się przy stole i
odetchnęłam głęboko. Gdy wróciłam, w miejscu w którym przed chwilą stałam, była
Diana.
– Diana. A skąd ty się tu
wzięłaś? – zapytałam, bo wyraźnie było widać, że flirtuje z chłopakiem.
Najbardziej denerwowało mnie
w niej to, że zawsze flirtowała z chłopakami, którzy mi się podobają i zawsze
udawało jej się odwrócić ich ode mnie.
– Przyszłam pół godziny temu,
nikt nie otwierała więc weszłam.
Wręczyłam chłopakowi kilka
banknotów.
– Reszty nie trzeba.
– Dzięki. To ja już pójdę.
Wręczył mi pizzę i zaczął
odchodzić.
– Nie! – zawołała Diana. –
Zostań chwile.
– Diano, w pizzerii zapewne
mają dużo roboty. Odpuść.
– Tak, mamy dużo roboty, więc...
Obrzucił Dianę takim
wzrokiem, jakby sprawdzał jej wewnętrzną wartość i stwierdził, że nic tam nie
ma. Gdy spojrzał na mnie w jego oczach zobaczyłam wesołe ogniki, a na jego
ustach zagościł łobuzerski uśmiech.
– Na razie – rzucił i
odszedł.
Zamknęłam drzwi, bo Diana za
bardzo się wychylała, żeby nadal na niego patrzeć.
– Diano, pozwól na chwilę. –
Przeszłam do kuchni i rozwiązałam sznurek łączący pudełka. – Max! Steward!
Pizza! – zawołałam.
– Widziałaś jak się na mnie
patrzał? – zawołała zadowolona.
– Taa widziałam, z pogardą.
– Podobam mu się, no nie?
– Nie. O ile wiem to na mnie
parzył.
– Nie dziwię mu się – zlustrowała
mnie wzrokiem. – Stałaś przed nim całkowicie roznegliżowana. W samym staniku.
– Mam na sobie struj
kąpielowy, a nie zwykły stanik.
– To nie zmienia faktu, że
powinnaś zapiąć koszulę.
– Odwal się.
Powiedziałam i po chwili
usłyszałam dudnienie kroków na schodach. W następnym momencie zapadła cisza.
Nawet Diana nic nie mówiła.
Odwróciłam się w ich stronę.
Cała trójka stała w drzwiach do kuchni i patrzeli na mnie w osłupieniu. Chłopcy
mieli otwarte usta.
– Zamknijcie usta chłopcy –
powiedziałam, a potem spojrzałam na Dianę. – Czemu się tak na mnie patrzysz?
– Kim jesteś i co zrobiłaś z
moją siostrą!? – wrzasną Max. – Oddaj mi moją chamską siostrę.
– To ja Max – odezwałam się
zbyt uprzejmie, ale po chwili dodałam: – kurduplu.
Zawsze gdy zobaczę coś, lub
kogoś kto mi się spodoba to mam dobry humor.
– Nie chodzi mi o to, chociaż
to dziwne, że jesteś uprzejma. – Położył palec wskazujący na brodzie i zaczął
rozmyślać. – Co zrobiłaś z włosami? Dlaczego, są czerwone?
– A, to. Przefarbowałam. Mnie
się podoba, a wasze zdanie mam szczerze powiedziawszy gdzieś.
– Rodzice cię z a b i j ą –
ostatnie słowo podkreślił.
– Mam to gdzieś. Tu jest
pizza – wskazałam na stół. – Pieniądze – dałam Dianie kilka banknotów. – Biorę
kawałek pizzy z serem i spadam. – Sięgnęłam po kawałek pierwszej pizzy i
zajadając się nim poszłam do swojego pokoju.
Koszulę zawiązałam pod
biustem, nie zapinając guzików. Wyszłam z domu tylnymi drzwiami na ogródek,
przeszłam przez trawę, obok podświetlanego basenu i przez wysoką furtkę na
drewniane schody prowadzące na plażę.
Impreza odbywała się niedaleko
domu Tiffany, a więc poszłam w lewo. Gdy
już byłam obok jej domu usłyszałam cichą muzykę, która z każdym przebytym
metrem była coraz głośniejsza. Po kilku
minutach zobaczyłam też dym i zielononiebieski ogień, spalający gałęzie
wyrzucone przez wodę na piasek.
Było jeszcze jasno, ale to
nie przeszkadzało w piciu i obmacywaniu się dzieciaków i tych trochę starszych.
Sporo osób tańczyło, a w tym tłumie na niewielkim molo zobaczyłam Tiffany,
która tańczyła z jakimś chłopakiem. Była ubrana podobnie do mnie. Miała jeansową
mini i przeźroczysty, krótki top. Obie miałyśmy odsłonięte brzuchy
pokazywałyśmy nasze srebrne kolczyki w pępkach.
Gdy mnie zobaczyła, a stało się tak od razu
gdy ja ją zobaczyłam, przeprosiła i podeszła do mnie. Chłopak poszedł za nią.
– Jak tam główka? – zapytała, kładąc mi dłoń
na czole.
– W porządku.
– Jupi! Dobrze, że jesteś. –
Objęła mnie i przytuliła. – Ktoś bardzo chciał cię poznać – szepnęła mi do
ucha.
Odsunęła się ode i za rękę
przyciągnęła do nas chłopaka. Kiedy na
niego spojrzałam, od razu go poznałam. Patrzył na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
– Katherine, to jest Oliver.
Oliver, to jest moja przyjaciółka Kat.
– My się już chyba znamy –
powiedziałam wystawiając do niego rękę. Ujął ją delikatnie, okręcił wierzchem
do góry i przyciągnął ją do swoich warg.
– Też tak sądzę – powiedział
puszczając moją dłoń.
Oliver okazał się być
chłopakiem od pizzy, tylko że nie miał już na sobie koszulki z logo pizzerii,
ale czarną koszulę z rozpiętymi górnymi guzikami i czarne jeansy na biodrach,
stopy miał bose.
– Naprawdę? – Nie czekając na
odpowiedź, dodała – To nawet lepiej.
– Chwilę. Co to znaczy
„lepiej”? – spojrzałam na nią pytająco.
– Bo Oliver ma problem.
–Jaki? – spojrzałam na niego
unosząc brew.
– Zerwałem z dziewczyną, ale
ona nie chcę się ode mnie odczepić – wyjaśnił.
– A co my mamy z tym
wspólnego? – zapytałam go.
– Wiesz, że chodzę z Marco? –
wtrąciła Tiff.
– Tak wiem, ale co to ma do
rzeczy?
– Marco to mój kuzyn –
powiedział Oliver. – Chcę pokazać mojej byłej, że mam już kogoś i nie wrócę do
niej.
– Ale ja się nie zgodziłam,
pocałować Olivera, bo jestem z Marco. Ale ty…
– Co!? – wrzasnęłam. – Wy
chyba nie sądzicie, że pocałuję ciebie – tu wkazałam palcem na Olivera – tylko
dlatego, że zerwałeś z dziewczyną! To, że nikogo nie mam nic nie znaczy!?
– Chciałem tylko zapytać, czy
się zgodzisz. Jeśli się nie…
– Nie jesteś stąd, prawda? –
Spojrzałam na jego bladą skórę. W Los Angeles, wszyscy, są opaleni, a jego
skóra była biała w porównaniu z moją, czy Tiff.
– Nie. Jestem tu od niedawna.
– A ja mieszkam w Los Angeles
od urodzenia i jestem jak to miasto, niebezpieczna – powiedziałam do niego. –
Więc lepiej ze mną nie zadzieraj. Żegnam. Na razie Tiff.
Odwróciłam się na pięcie i
odeszłam. Z kieszeni spodenek wyciągnęłam komórkę. Za półtora i godziny muszę
wrócić do domu.
Niebo powoli się ściemniało,
słońce zachodziło, a miejsce dnia zajmował bardzo ciepły wieczór. Noc
zapowiadała się gorąca. Kiedy zostało mi już tylko pół godziny, brzegiem plaży,
ze stopami w wodzie poszłam wolnym krokiem do domu. Ale zanim tam dotarłam,
usłyszałam, jak ktoś za mną biegnie.
– Katherine! – zawołał ten
ktoś.
Odwróciłam się. To był
Oliver.
– Czego? – Gdy do mnie podszedł,
ruszyłam znowu.
– Jeśli się zgodzisz, to
zrobię wszystko o co poprosisz – powiedział.
– Przekupstwo.
– Wiem, że ci się podobam.
Gdy to usłyszałam, stanęłam
jak wryta. Trafił w dziesiątkę, a ja zareagowałam tak jak on chciał. Powinnam
iść dalej.
– Egoista! – wrzasnęłam i
ruszyłam biegiem do domu. Z miejsca, w którym byłam widziałam już drewniane
schody i światła zapalone w pokoju Maxa.
– Proszę! – zawołał za mną.
Zatrzymałam się i odwróciłam
do niego.
– Zaczekaj tu. Za jakieś
piętnaście minut przyjdę i powiem co o tym myślę, dobrze?
Mój głos nadal nie był zbyt
uprzejmy.
– Jasne, zaczekam – Na jego
ustach zagościł uśmiech.
Wspięłam się po schodach,
przeskakując po dwa stopnie, przeszłam przez furtkę i obok basenu. Wbiegłam do
domu. W swoim pokoju wyjrzałam przez okno na plażę. Oliver stał tam i patrzył
na dom. Miałam wrażenie, że mnie widzi. Nie myliłam się, podniósł rękę i
pomachał do mnie. Szybko zasunęłam zasłonę zasłaniając drzwi balkonowe.
Z portfela wyciągnęłam kilka
banknotów i rzuciłam je na łóżko. W łazience zarzuciłam na siebie puchowy
szlafrok, a na włosach zawinęłam ręcznik.
Z pieniędzmi zeszłam na dół.
W salonie siedziała Diana i oglądała jakiś program w TV.
Rzuciłam jej na kolana
pieniądze i poszłam do kuchni. Miała już wyjść, ale zatrzymała się w otwartych
drzwiach frontowych.
– Moja siostra jest na plaży?
– zapytała.
– Tiffany? – Zaczęłam
zgniatać puste opakowania po pizzy.
– A niby, kto? Przecież mam
tylko jedną siostrę.
– O ile wiem to ona się do
ciebie nie przyznaje. Jest, za nic nie przegapiłaby imprezy na zakończenie
szkoły.
– Impreza na zakończenie
szkoły jest za miesiąc.
– Impreza na zakończenie
szkoły jest, od dziś, przez miesiąc, aż do tego nudnego balu.
– Sama jesteś nudna! – I
wyszła.
Po kilku minutach przyszły
Sally i Nicki.
– Przepraszam, że nie mogłaś
iść na imprezę prędzej – powiedziała Nicki.
– Nie szkodzi, teraz i tak
jest tam nudno. To ja się przebiorę i idę.
– Dziękuję! – zawołała Nicki.
– Nie ma za co.
W pokoju odczekałam chwile,
zdjęłam szlafrok i ręcznik, rozczesałam włosy i po cichu zeszłam na dół.
Wyszłam na zewnątrz tylnymi drzwiami i weszłam na jeszcze rozgrzany piasek.
– Czternaście minut i
pięćdziesiąt sześć sekund – powiedział Oliver, spoglądając na zegarek na
telefonie.
Dotknęłam prawej, przedniej
kieszeni spodenek, ale nie znalazłam telefonu. Dopiero po chwili przypomniało
mi się, że zostawiłam go na łóżku, razem z pieniędzmi z tylnej kieszeni rurek.
– Kontrolowałeś czas?
– Nie, tak tylko spojrzałem.
– Wiesz co?
– Co?
Podałam mu rękę, ale on nic
nie zrobił.
– Czy to znaczy, że się
zgadzasz? – zapytał.
– Zobaczymy co przyniesie
wieczór – powiedziałam, a on złapał mnie za rękę.
Wolnym krokiem ruszyliśmy
brzegiem plaży w stronę mola na, którym tańczyli imprezowicze.
Nasze palce były splecione i
przez to czułam się odrobinę niezręcznie.
– Może opowiesz mi coś o
sobie? – zapytał po długiej chwili milczenia.
– Co na przykład?
– Jaki jest twój ideał
chłopaka?
– Nie powiem ci tego. –
Zarumieniłam się trochę gdy zadał to pytanie.
– Dlaczego? Zbyt krępujące?
– Nie. Lubię takich jak ty. Ciemnowłosych
i wysokich. Mimo, że dopiero cię poznałam, wiem jaki jesteś. Czuję, że jestem z
tobą bezpieczna. – Chciałam powiedzieć, ale zamiast tego mruknęłam: – Bo jesteś
chłopakiem. A dziewczyna nie mówi o czymś takim chłopakowi, który nie jest jej
ukochanym.
– Rozumiem. A ja ci powiem,
że lubię blondynki i rude. A szczególnie rude. – Złapał kosmyk moich włosów i
zawinął sobie na palcu.
– Podobam ci się? – zapytałam
zdziwiona i zatrzymałam się.
– I to jak. Jesteś bardzo
ładna i bystra. – On również się zatrzymał
– Mówisz tak, mimo że znamy
się dopiero dwie godziny?
– Czuje się tak jakbym znał
cię dwa lata.
Uśmiechnęłam się i znowu
ruszyliśmy, nadal trzymając się za ręce.
– Moglibyśmy… – szepnęłam.
– Chcesz… – powiedział w tym samym
momencie co ja. – Ty pierwsza.
– Przećwiczymy, noo… wiesz?
– P-pocałunek? – zająknął
się.
– Tak – powiedziałam zbyt
entuzjastycznie i stanowczo za szybko.
Teraz to Oliver nas
zatrzymał. Złapał mnie za drugą dłoń i przyciągnął do siebie.
– Zaczekaj – przerwałam, gdy
już się nachylał. – Ja jeszcze nigdy nie…
– Nie!? – wrzasnął i powoli
się wyprostował, ale nadal mnie nie puszczał. – W takim razie nie możesz mi
pomóc.
– Dlaczego? – Założyłam ręce
na piersi. – Nieużywany towar – zachęciłam, chociaż słowa były źle dobrane.
– Nie dlatego, że nie chcę –
zamilkł jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co powiedział. – Pierwszy
pocałunek jest bardzo ważny. To coś jakby rytuał przejścia…
– Przestań pieprzyć i chodź
tu – powiedziałam zarzucając mu ręce na szyję.
– Co? – zdziwił się. – Nie,
ja nie mogę. Coś takiego musisz przeżyć z kimś kogo kochasz!
– Wierzysz w miłość od
pierwszego wejrzenia?
– Od niedawna, tak. – Gdy to
powiedział, odwrócił wzrok.
– Ja też. Więc mnie pocałuj,
bo to ciebie kocham.
Mimo, że znałam go tylko
kilka godzin to czułam w sercu przyjemne ciepło. Tak swoją miłość do Marco
określiła niedawno Tiff.
Szok jaki nim zawładnął
zdziwił nawet mnie. Wiedział, że mówię prawdę. Przyciągnęłam go bliżej zanurzając
palce w przydługich ciemnobrązowych włosach.
Na krańcu nieba słońce
właśnie wpadało do wody. Za plecami Olivera rozległ się słodki głos małej
dziewczynki. Podobny do tego Diany.
– Ollie! Ollie, gdzie
jesteś!? – spojrzałam nad jego ramieniem na plaże.
W naszym kierunku szła
szczupła blondynka o okrągłej twarzy. Jeszcze nas nie dostrzegła, ale
wiedziałam, że to zaraz nastąpi.
– To ona. Poopy. Ten słodki
głosik rozpoznam wszędzie.
– Twoja była? – Pokiwał
głową. – Ładna.
Spojrzałam w jego
jasnobrązowe oczy.
– Ale pusta – powiedział i
objął mnie w talii. – Przepraszam za to.
– Za co? – Ale on nie
odpowiedział.
Złapał mnie za pośladki i
podciągnął do góry. Oplotłam nogi wokół jego bioder i mocniej wplotłam palce w jego ciemne włosy.
Zachichotałam gdy to zrobił.
– Nie będzie ci przykro,
kiedy złamiesz jej serce?
– Nie będzie, bo jej serce
jest skute lodem.
– No chyba, że tak.
– Ja ciebie też kocham –
powiedział na tyle głośno, że Poopy mogła to usłyszeć.
Nie wiedziałam, czy mówi
poważnie, czy tylko po to, żeby wkurzyć swoją byłą.
Ostatnie co zobaczyłam nim
zamknęłam oczy to zdziwienie, a potem strach malujący się na twarzy Poopy.
Oliver pozwolił, żebym to ja
zaczęła. Nasze usta się złączyły. Poczułam się jakbyśmy stali w ogniu i
płonęli, ale nie czułam bólu. Moje ciało stało się jednością z ogniem, który rozpaliły
we mnie wargi Olivera. Całował powoli i delikatnie, przekazując mi swoje całe
doświadczenie.
Dopiero gdy się
rozdzieliliśmy usłyszałam krzyk. Pełen desperacji, nasączony paniką wrzask.
– Poopy? A co ty tu robisz?
Miałaś być w Mieście Światła.
To pewnie inna nazwa jakiegoś
miasta. Tak myślę.
Dziewczyna zaczęła płakać. Za
dużo razy udawałam płacz, by wiedzieć, że jej łzy, są wymuszone.
– Co robisz w Los Angeles? –
zapytał, stawiając mnie na ziemi, ale nie wypuszczając z ramion.
– Myślałam, że jeszcze coś do
mnie czujesz – załkała. – A ty się liżesz z jakąś szmatą na moich oczach!
– Sorry bardzo, ale nie
pozwolę się nazywać szmatą – powiedziałam całkowicie spokojnie, ale ten już
mnie opuszczał.
– Poopy, zerwałem z tobą
ponad pół roku temu. – To ona tak długo za nim łazi!? – Przestań mnie
prześladować i zachowywać się jakbym był twoją własnością. – Widać było, że
nauczył się przy niej cierpliwości.
– Ale ja cię kocham! –
wrzasnęła. – Proszę wróć teraz, bo nie zawsze będę na ciebie czekać.
– Nie powinnaś. Moje uczucie
do ciebie było tylko zauroczeniem, które dawno zgasło. Teraz zakochałem się
naprawdę. Moją jedyną miłością jest Katherine.
– Co za staroświeckie imię –
powiedziała, patrząc na mnie gniewnie. Łzy już przestały jej płynąć.
– Poopy - co za banalne imię.
O ile to w ogóle jest imię.
Oliver znów puścił te uwagi
mimo uszu. Czułam, że wie, że nie jestem słaba, i że sobie z nią poradzę.
– Poopy, zostaw nas samych –
powiedział władczym tonem.
Gdy przyciągnął mnie bliżej
siebie, momentalnie zerwał się silny, mroźny wiatr. To wydało mi się nie na
miejscu, ponieważ wieczór był pogodny i ciepły.
– Co się dzieje!? –
wrzasnęłam poprzez ryk wiatru.
Woda w oceanie zaczęła się
pienić i pojawiały się nad nią coraz większe fale. Niebo zasnuły szare i czarne
chmury, a po chwili przeszyła je złota błyskawica.
– Katherine! Uciekaj w stronę
wyjazdu na plaże! Tam się spotkamy. – Wypuścił mnie z ramion, więc zaczęłam
biedz.
Spojrzałam na Poopy. Stała
nieruchomo i wpatrywała się całkowicie poszarzałymi oczami w Olivera. Wrzasnęłam,
bo mnie to zdziwiło, a niebo znów rozjaśniła błyskawica.
Sztorm nie zrobił na tej
dwójce żadnego wrażenia. Poopy w ogóle nie była przerażona, ona się uśmiechała?
Jej twarz wykrzywiał straszy, pełen szaleństwa grymas.
Ostatnie co usłyszałam z ich rozmowy,
były słowa Olivera:
– Beth i Ronie też tu są,
prawda?
Przestałam się zastanawiać
kim są te dwie dziewczyny, dopiero kiedy znalazłam Tiffany i Marco, siedzących
na masce jakiegoś czarnego SUV’ a z przyciemnianymi szybami.
– Kat, gdzie ty byłaś? – zawołała
Tiff. – Wiesz gdzie jest Oliver?
– Ja byłam w domu na kilka
minut, a potem łaziłam z Oliverem po plaży, a teraz on tam jest ze swoją byłą –
wytłumaczyłam. – Niezła pogoda, nie?
Tiff pokiwała głową.
– Taa, że akurat dziś musiało
się to zdarzyć – powiedział zrezygnowany Marco.
Marco jest przystojny i
wysoki. Ma blond włosy i niebieskie oczy
(jak mówi Tiffa – takie niebieszcze). Wszystkie dziewczyny za nim szaleją, bo
jest wokalistą znanego w naszej okolicy rockowego zespołu.
Tak się złożyło, że to ja ich
ze sobą poznałam. Już dawno poznałam Marco, na jednym z ich koncertów w Planet
Bang, kiedy poprosili mnie na scenę, żebym zaśpiewała z nimi i się tak złożyło,
że zaprzyjaźniłam się z członkami zespołu Damon Band. Marco raz chciał mnie
pocałować, ale mu na to nie pozwoliłam. Później Tiffa przeprowadziła się do
naszego miasta i przedstawiłam ich sobie. No to, tak to się zaczęło… teraz
jestem przyjaciółką obojga.
– I co? Ta jego pusta Poopy,
widziała wasz pocałunek? – zapytała Tiff.
– Tak. Zdążyła już nazwać
mnie szmatą.
– A to jędza! Utopić ją! –
Uprzedzam, że Tiff posiada umiejętność szybkiego zmieniania tematu. – I jak
było?
– Co?
– Noo, pocałunek!? – Z ciemnych
chmur zaczął padać deszcz, który przerodził się w ulewę.
Spojrzałam na Marco. Nie
miałam najmniejszego zamiaru mówić o tym przy nim. Zamiast odpowiedzieć,
zapytałam:
– Marco, gdzie twój samochód?
– Zostawiłem w garażu.
Przyjechałem z Oliverem jego autem. – Poklepał po masce czarnego SUV’ a.
– Aha. Nie masz może
kluczyków? Zrobiło się trochę zimno i mokro.
– Nie. Oliver mi ufa, ale nie
na tyle, żeby powierzyć mi któryś ze swoich samochodów.
– To on ma ich więcej? –
zapytała zdziwiona Tiff.
– Taa, przed moim domem stoki
ich kilka.
– Wow! – wrzasnęłyśmy obie.
Ale nie musieliśmy się już chować,
bo chmury się przerzedziły i było już widać pierwsze gwiazdy. Wiatr przestał
wiać, ale nadal padał delikatny deszczyk. A więc sztorm znikł tak szybko jak
się pojawił.
Po chwili za moimi plecami,
obejmując mnie stał Oliver.
– Dziękuję – szepnął, tuż przy
moim uchu.
Musnął wargami zagłębienie
pomiędzy moją szyją, a ramieniem. Z widocznym ociąganiem wypuścił mnie z
ramion. Obszedł samochód i otworzył kluczem drzwi od strony kierowcy. Poszłam
za nim.
– Może pojedziemy gdzieś,
gdzie nie ma ludzi? – zapytał Oliver patrząc po kolei na każde z nas.
– Jasne – zawołała Tiff.
– Czemu nie? – powiedziałam ,
a Marco tylko skinął głową.
– No to wsiadajcie! – zawołał
ciemnowłosy wesoło.
Marco usiadł z przodu, Tiff
za nim, a ja usiadłam obok niej. Już miałam zapiąć pas, kiedy nachyliła się do
mnie i szepnęła tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć.
– Coś mi się zdaje, że nie
skończy się tylko na jednym pocałunku.
– Wiesz, co? – powiedziałam
odrzucając pas. – Masz racje.
Wysiadłam z samochodu,
otworzyłam drzwi kierowcy i pociągnęłam Olivera za ramię, więc wysiadł.
– W jakiej sprawie Tiff ma… –
nie dokończył, bo przyciągnęłam go do siebie.
Byłam o wiele niższa od niego, więc musiałam stanąć na czubkach palców,
żeby go pocałować.
Chcąc mi pokazać więcej,
rozszerzył moje wargi swoim językiem i zaczął pieścić mój.
– … rację? – dokończył. – Jak
na drugi raz to nieźle. – Pochwalił, oblizując wargi.
– Stwierdziła, że na jednym
się nie skończy.
– A chcesz więcej? – Nie
odpowiedziałam. – Traktuję to jako zgodę.
I znów zaczęliśmy. W drogę na
pustą część plaży Marko gwizdał, a Tiff się śmiała, przez co moja twarz była
bardziej czerwona niż włosy. Kilka razy napotkałam wzrok Olivera w lusterku
wstecznym.