Zapraszam pierwszą notkę, mam nadzieję, że się spodoba :)
Szum w głowie już od tygodnia
nie dawał mi spokoju. Kilka minut temu się obudziłam. Leżałam właśnie na łóżku
w swoim pokoju z nogami uniesionymi nad jego wezgłowiem. Wysłałam sms’ a do
mojej najlepszej przyjaciółki, że chyba nic nie wyjdzie z naszego dzisiejszego
wyjścia na plażę. Głowa bolała mnie niemiłosiernie.
Nie doczekawszy się odpowiedzi
zwlekłam się z łóżka i poczłapałam na boso na dół do kuchni. Na schodach
poczułam zapach świeżo zaparzonej kawy.
Mama stała przy blacie i nalewała
do filiżanki kawy, tata siedział przy stole i czytał gazetę, a mój młodszy
braciszek Max wsypywał z kartonu czekoladowe groszki do miski. Usiadłam przy
stole na swoim zwykłym miejscu i przyłożyłam czoło do chłodnego blatu stołu.
– Dzień dobry, Katherine –
przywitała się mama. – Co się stało, że tak wcześnie wstałaś?
– Wcześnie? – mruknęłam, przekręcając
głowę nie odrywając jej od stołu i spoglądając na zegar na kuchence. Było po
ósmej. – Mamo?
– Tak?
– Mamy jakiś lek na ból
głowy? – zapytałam.
– Głowa cię boli? – Podeszła
do mnie, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej, żeby mogła położyć mi dłoń
na czole.
– Nie masz gorączki. Od jak
dawna cię boli?
– Bodajże tydzień.
– Kochanie, wracaj do łóżka,
zaraz ci przyniosę zimny kompres. Prześpij się jeszcze troszkę, dobrze?
– Tak, mamo. – Wstałam od
stołu i poczłapałam w stronę wyjścia.
– Tato! – zawołał Max. – Kat,
nie ma spodni!
– Nie krzycz kurduplu. –
Mylił się. Pod krótką jedwabną koszulką nocną miałam spodenki. Podciągnęłam
piżamę i wychyliłam biodro w jego stronę. – Bardzo proszę o ciszę, braciszku.
Max miał czternaście lat i
zachowywał się jak niedorozwój. Wkurza mnie na każdym kroku, ale i tak go
kocham. Przyznam z satysfakcją, że mam nad nim władzę, bo jest ode mnie młodszy
o prawie dwa lata.
– Dobranoc – powiedziałam i
powłóczyłam nogami do swojej sypialni.
Na miejscu wzięłam do ręki
telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Nie było żadnej nowej wiadomości.
Położyłam się i przykryłam głowę cienką narzutą. Ból był nie do zniesienia,
zamknęłam oczy i próbowałam nie zwracać na niego uwagi.
Kilka minut po tym przyszła
mama i położyła mi mokry, zimny ręcznik na czole. Wzięłam aspirynę, po czym
zasnęłam.
Obudził mnie piosenka
Paramore – „Brick by Boring Brick” i dopiero wtedy zauważyłam, że zasnęłam z
komórką w ręce. Ktoś dzwonił, więc nacisnęłam na dotykowym ekranie „odbierz”.
– Halo – powiedziałam
ziewając.
– Jak to nie przyjdziesz na
plażę! – wrzasnął mi ktoś do ucha, ale głowa nie bolała mnie już prawie wcale,
więc wytrzymałam hałas.
– To ty, Tiffany? –
zapytałam, strzepując piasek Piaskowego Dziadka z oczu.
–
Oczywiście, że ja. A niby kto!? Kat, powiedz, że pójdziesz dziś ze mną na
plażę.
–
Jeszcze nie wiem. Impreza jest wieczorem, a mnie boli głowa, więc… –
tłumaczyłam.
–
Piłaś wczoraj? – zapytała już całkiem poważnie.
– Tak,
ale tylko jedno piwo –
przyznałam. – A głowa boli mnie już od jakiegoś czasu.
– To
nawet mniej ode mnie. Ale przestanie cię boleć do wieczora? – zapytała z
nadzieją.
– Tak.
Zauważyłaś, że sms’ a wysłałam ci o ósmej, a teraz jest – spojrzałam na zegarek
na szafce nocnej. – Prawie jedenasta.
–
Miałyśmy iść dzisiaj do fryzjera.
–
Możemy już zaraz pójść. Tylko się ubiorę i zrobię coś z włosami.
– Jej!
– wrzasnęła. – Spotkamy się na przystanku.
Usłyszałam
kliknięcie, które oznajmia koniec połączenia.
Zdjęłam z czoła już suchy ręcznik,
który o dziwo nie spadł i poszłam do łazienki. Wzięłam błyskawiczny zimny
prysznic i wróciłam do pokoju. Założyłam czarne rurki, czarną bluzę w duże
białe groszki z kapturem i sino koperkową koszulkę z nadrukiem misia z tasakiem
w głowie.
Zeszłam na dół do salonu,
gdzie Max siedział przed telewizorem. Podeszłam do niego i zabrałam mu kanapkę
z sałatą, żółtym serem i rzodkiewką.
– Hej! – zaprotestował.
Uderzyłam go lekko otwartą
dłonią w tył głowy i pokazałam mu język. Ugryzłam kanapkę i poszłam do kuchni ,
gdzie rozmawiali rodzice.
– Tatku, dostałabym kilka
dolarów? Na autobus i fryzjera? – zapytałam i zjadłam ostatni kęs kanapki.
– Tak, zaraz ci dam. – Wstał
od stołu i wyszedł z pomieszczenia, żeby po chwili wrócić z portfelem.
Wyciągnął z niego kilka banknotów i wręczył mi, ale gdy je złapałam on ich nie
puścił. – Na pewno do fryzjera?
– Tak, tato. A niby na co?
– No nie wiem. Może na
dzisiejszą imprezę na plaży?
– Nie. Idę z Tiff do fryzjera
i potrzebuję na autobus, żeby się tam dostać.
– Idziesz tam? – mama
przestała wycierać mokre naczynia i zaczęła mi się przyglądać.
– Nie wiem. Moi znajomi chcą,
żebym tam poszła, ale jeszcze głowa mnie boli.
– Naprawdę? – ojciec nie krył
swoich wątpliwości.
– Tak, tato. Naprawdę.
– Gdy wczoraj wróciłaś, czuć
było od ciebie alkohol.
– Bo byłam w klubie, a tam
dużo osób z którymi tańczyłam piło.
– Jakim klubie?
– Planet Bang. – Nie musiałam
tego ukrywać, bo i tak by go nie znaleźli.
– Jeśli dziś wieczorem, gdy
wrócisz do domu wyczuję od ciebie alkohol, to już nigdy nie pójdziesz na żadną
imprezę – zagroził. – Tylko do szkoły i nigdzie indziej, chyba że z nami. –
Dopiero teraz puścił pieniądze.
– Katherine, masz dopiero
piętnaście lat – powiedziała mama.
– W październiku skończę
szesnaście.
– To i tak za mało.
– Ludzie, ja chciałam iść
tylko do salonu.
Wyminęłam tatę, załapałam
trampki i wybiegłam na werandę, zakładając je w podskokach. Do przyjazdu
autobusu zostało mi tylko kilka minut. Za mało, żeby tam dojść. Schowałam
pieniądze do kieszeni jeansów i puściłam się biegiem w dół mojej ulicy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz