Notka ukazuje się na prośbę mojej koleżanki z klasy. Mimo, że już to czytała cały czas mnie męczy. zapraszam ;)
Zeszliśmy na dół do jadalni.
– Dzień dobry rodzinko. – przywitałam się siadając obok Maxa. Oliver pomógł mi z krzesłem, a potem usiadł naprzeciwko mnie.
Na czele stołu siedział tata, naprzeciw niego mama, na
środku naprzeciw mnie Oliver, a obok mnie Max. Ojciec specjalnie odstawił
szóste krzesło, żeby Oliver wiedział gdzie jest jego miejsce.
– No to… może porozmawiamy, zanim zapiekanka dojdzie? –
powiedziała Sally. – Oliver, tak? – zapytała.
– Tak.
– A nazwisko?
– Sunwood.
– Ach tak.
– A jak tam szkoła? – zapytał tata.
– Chodzę do prywatnej szkoły w Mieście Światła.
– Miasto Światła? – zapytała zdziwiona mama. – Nigdy o nim
nie słyszałam.
– To nazwa małego miasteczka, której używa tylko młodzież. –
No i mam odpowiedź na pytanie z wczorajszego wieczoru.
– A jak nazywa się naprawdę?
– Nie ma pojęcia – powiedział unosząc kąciki w uśmiechu.
– Naprawdę? – zdziwiła się mama. – To dziwne, żeby nie
wiedzieć jak nazywa się miasto.
– Właściwie to moja szkoła jest położona poza miastem.
Rzadko kiedy możemy wyjść poza teren szkoły, mamy zbyt dużo zajęć.
– To dobrze. – Tato pozostawał nieugięty, jeśli chodzi o
akceptację. – Sądzę, że niepełnoletnie całkowicie powinni mieć zajęty czas i
godziny policyjne. Katherine, tobie by się to przydało.
Spojrzał na mnie wściekle.
– A jak się uczysz?
– Jestem na samym szczycie pierwszej dziesiątki najlepszych
uczniów. – Sumiennie odpowiadał na każde zadane pytanie.
– A internat? Razem dla wszystkich?
– Ależ oczywiście, że nie. To by było nie do pomyślenia.
Chłopcy mają jeden budynek dla siebie, po jednej stronie szkoły, a dziewczęta
po drugiej. Całą noc teren szkoły jest patrolowany, a jeśli ktoś po ósmej wieczorem
wyjdzie z internatu jest zawieszany w prawach ucznia.
– Podoba mi się ta szkoła.
– A czesne? – zapytała dla odmiany mama.
– Nie jest wysokie. Dwieście pięćdziesiąt dolarów
miesięcznie.
– Jest czerwiec, więc dlaczego nie jesteś w szkole? –
zapytał Kris.
– Chciałem odreagować od pewnego wydarzenia. Zamieszkałem z
moim wujostwem i kuzynem. W szkole zostałem zwolniony do końca roku szkolnego.
– Nie wnikam, ale jak to wszystko nadrobisz? – Sally
pochyliła się nad stołem.
– Jakoś mi się uda. Mam przecież całe wakacje, a niedawno
spotkało mnie szczęście. – Tu spojrzał na mnie. Zarumieniłam się, a to nie
uszło uwadze moich rodziców i Maxa.
– Szczęście? – zapytała mama, udając, że nic nie widziała.
– Poznałem państwa córkę.
No czole Robby’ ego zaczęła pulsować żyła.
– Zapiekana już chyba jest gotowa. Pójdę sprawdzić.
Katherine?
– Tak, mamo.
Wstałyśmy od stołu i
przeszłyśmy do kuchni.
Nie lubiłam kiedy chciała być
moją przyjaciółką, ale wiedziałam, że teraz to było nieuniknione i musiałam z
nią o tym porozmawiać.
– Wspaniały jest! – powiedziała przyciszonym głosem,
zakładając rękawice kuchenne.
– Wiem.
Oparłam się biodrem o blat.
– Mamo? – zapytałam cicho.
– Tak? – Wyciągnęła żaroodporne naczynie z zapiekanką i
położyła je na drewnianej desce do krojenia.
– Mogę z nim być? To znaczy… Czy nie przeszkadza ci to, że…
– O co ty mnie pytasz? Chłopak jest całkowicie odmienny od
ciebie. Może ściągnie cię na dobrą drogę.
– Bardzo śmieszne.
– Jak długo się znacie?
– Od dłuższego czasu. Poznaliśmy się na koncercie Damon
Band.
– Aha.
Wróciłyśmy do pokoju, mama z zapiekanką a ja z talerzami w
dłoniach.
Sally postawiła naczynie żaroodporne z zapiekanką na deskę
do krojenia, a ja poukładałam talerze. Pierwszy postawiłam przed tatą, później
Oliver, Max, mama i ja.
– Mam nadzieję, że lubisz pieczarki Oliverze. Bo sporo ich
dałam.
– Oczywiście, że lubię – powiedział z uśmiechem.
Sally zaczęła rozkładać zapiekankę na równe porcje i
nakładać na talerze. Oczywiście pierwszym, który dostał zapiekankę był Oliver.
Uprzejmie poczekał, aż mama skończy. Dyskretnie kopnęłam go w nogę, żeby
jeszcze nie zaczynał jeść.
– Pomódlmy się – powiedział tata, składając dłonie razem.
Złożyliśmy ręce i Robby zaczął.
– Dziękujemy ci panie za ten posiłek i prosimy, aby nigdy
naszej rodzinie tego nie zabrakło – zamilkł i spojrzał na mnie.
– Tak, dziękujemy panie. I proszę odbierz mi moją niewiedzę
i roztargnienie.
Max parsknął śmiechem, a po na twarzy Olivera pokazał się
cień rozbawienia.
– Katherine! – wrzasnął ojciec.
– No co? Czy to nie prawda?
– Prawda, jedzmy już – powiedziała Sally wbijając widelec w
zapieczony ser i pieczarkę.
– Ha ha ha! – Max nadal się śmiał.
– Synku uspokój się.
– Mamo, ale Kat, powiedziała, że jest głupia. Muszę wejść na
facebook’a! – zaczął wstawać.
Robby odchrząknął, więc Max usiadł.
– Nie powiedziałam, że jestem głupia, matole. To w jaki
sposób interpretujesz słowa innych, świadczy o tym, że ty jesteś głupi.
Zamknął się i naburmuszony
zaczął jeść.
Oliver też spróbował.
– Mmm – mruknął.
– Coś nie tak? – zapytała mama.
– Nie tak? Proszę pani to najwspanialsza zapiekanka jaką
kiedykolwiek jadłem!
Sally oblała się rumieńcem i powiedziała:
– Naprawdę? Dlaczego tak sądzisz?
– Czasami z chłopakami z mojego rocznika godujemy i Paul,
mój przyjaciel mówi, że jego zapiekanka z mięsem i makaronem jest
najwspanialsza ze wszystkich możliwych. Nie przeczę, że jest wyśmienita, ale
pani… Przekracza pani najwspanialsze granice smaku.
– Och – wyrwało jej się.
No to złapał ją za serce. Już nic nie zmieni jej zdania na
temat Olivera. Chyba, że mnie zrani, ale… Nie myśl teraz o tym!
– Moja żona jest właścicielką najlepszej restauracji w Los
Angeles – powiedział tata.
– To świetnie! Kiedyś musze ją odwiedzić i spróbować więcej
takich przysmaków.
– O boże! Restauracja. – Sally zerwała się z miejsca i
podbiegła do Robby’ ego, żeby pocałować go w policzek. – Dziękuję kochanie, że
mi przypomniałeś. Dziś ma nas odwiedzić najostrzejszy kryty kulinarny jakiego
zna Cała Ameryka! Biorę Lexusa!
Roomster Lexus należał do taty, ale mama czasami go pożyczała.
Mówiąc czasami, mam na myśli zawsze gdy gdzieś jechała.
Pobiegła do swojej sypialni, po chwili wyszła już bez
fartucha i elegancko ubrana. Przed drzwiami założyła czarne szpilki i wyszła.
Po zjedzonym obiedzie Oliver pomógł mi pozmywać, bo Kris
zwiał do swojego pokoju, a tata chciał odpocząć przed telewizorem, zanim
pójdzie do pracy. Jak tak można traktować gościa. Pewnie usłyszałabym coś w
stylu: To twój gość, ty się nim zajmuj.
Byłam tak tym wkurzona, że o mało nie pobiłam talerza, ale
na szczęście Oliver go złapał zanim ten spadł na podłogę.
– Co się stało? – zapytała Oliver odkładając talerz do
zmywarki.
– Nic – powiedziałam siadając na podłodze. – Absolutnie nic!
– Oparłam się plecami o szafkę pod zlewem.
– Katherine. – Usiadł koło mnie.
– Chodzi o to jak ojciec cie traktuje. Jesteś gościem w
naszym domu, a on siedzi z dupskiem w fotelu i udaje, że ciebie nie ma.
– Kat, taka jest natura ojców. Gdybym był na jego miejscu
też bym nie miał zaufanie do adoratorów mojej córki.
– No dobra, ale nadal nie musisz mi pomagać z naczyniami.
– Nie muszę , ale chcę.
Zamknął zmywarkę i
włączył ją.
– Przejdziemy się? Może chcesz wygadać się Tiffie?
– Nie jestem plastikiem, który od razu leci do swojej
przyjaciółki u wszystko jej wygaduje – oburzyłam się.
– Przepraszam.
– Żartowałam! Zaraz jej wszystko opowiem, ale plastikiem nie
jestem.
– Nie, jesteś super fajną rockową dziewczyną.
– Dzięki.
Pocałował mnie szybko w usta i pomógł wstać.
– Mam ochotę zaszaleć – powiedziałam przyciszonym głosem.
– Namówimy Marco na koncert?
– Jasne! Idę się spakować. Pomożesz mi?
– Spakować?
– Ciuchy na koncert.
– To chodźmy.