piątek, 16 listopada 2012

Now I Have Boyfriend


Tak jakoś mi się nudzi i zaczęłam pisać, więc coś takiego wyszło:

W poprzedniej notce - "Komórkę położyłam na sedesie, więc nie musiałam się za bardzo ruszać, żeby ją dosięgnąć. Wytarłam ręce i spojrzałam na numer.
Nieznane."


Chciałam odrzucić, ale pomyślałam, że to może być Oliver, któremu Tiffa dała mój numer.
I nie myliłam się.
– Halo?
– Z tej strony Oliver. Tiff dała mi twój numer.
– Wiem. Zadzwoniła i pytała, czy może.
– Aha. Dobrze się już czujesz? – W jego głosie pobrzmiewała nuta zmartwienia i jakby przerażenia.
– Tak, wszystko dobrze. Wiesz… ja czasami tak mam.
– To niedobrze. Byłaś z tym u lekarza?
– Nie. Wszystko jest w porządku.
– Ee… gdzie jesteś?
– W domu, a co?
– A dokładniej?
– U siebie.
– Aha. Zaczekasz chwilkę?
– Na co? – Nie usłyszałam już jego głosu, właściwie to nic nie słyszałam.
Spojrzałam na telefon.
Połączenie zakończone
Uchylone drzwi od łazienki otworzyły się całkowicie, kiedy odkładałam telefon.
Chciałam wrzasnąć, bo myślałam, że Max, próbuje mnie podglądać, ale kiedy zobaczyłam kto stoi w drzwiach, zamarłam.
Na jego twarzy malowało się zakłopotanie, a policzki oblały się rumieńcem.
Nachylałam się przez brzeg wanny i nadal trzymałam telefon nad zamkniętym sedesem. Woda zakrywała mnie tylko do linii wcięcia w talii, ale na szczęście nagi biust zakrywał mi brzeg wanny.
Puściłam telefon i znużyłam się w wodzie i pianie po szyje, w tym samym momencie, w którym Oliver odwrócił się i zamkną drzwi.
– Przepraszam, nie wiedziałem… – szepną, przez szparę w drzwiach.
– Nie szkodzi… ee… Zaraz wyjdę.
– D-dobrze.
Usłyszałam jego kroki i skrzypnięcie obrotowego krzesła przy biurku po drugiej stronie pokoju.
Zanurzyłam głowę w wodzie i zaczęłam masować ją palcami, żeby pozbyć się soli i piasku. Wychodząc z wody zawinęłam włosy w ręcznik i założyłam na siebie puchowy szlafrok. W łazience miałam drzwi do garderoby, więc przeszłam przez nie i założyłam szeroką szarą koszulkę odkrywającą pępek i jedno ramie i krótkie spodenki. W garderobie przy oknie stała toaletka, tam uczesałam włosy i powoli wyszłam do pokoju.
Oliver siedział odwrócony do mnie plecami i wpatrywał się w zamknięty laptop.
Oblałam się rumieńcem, kiedy wspomniałam co przed chwilą zaszło. Niestety w tym momencie on się odwrócił i to zobaczył.
– Jeszcze raz przepraszam – powiedział wstając.
– Nic nie szkodzi. Już mówiłam…
– Ładnie wyglądasz.
– Dziękuję. Rozłączyłeś się – dodałam po chwili.
– Wiem, przepraszam.
– Znów przepraszasz. Trzeci raz w ciągu kilku minut.
– Przeprasza, że przepraszam.
Zaśmiałam się i usiadłam na łóżku, przy wezgłowiu. Po chwili gdy Oliver usiadł z drugiej strony, wstałam i podeszłam do drzwi.
– Zaczekasz jaszcze chwilkę?
Skinął głową.
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na Max’ a, który jeszcze przed chwilą trzymał ucho przy dziurce od klucza.
– Co ty tak właściwie robisz? – zapytałam, a on spojrzał na mnie z dołu.
– Nic – powiedział niewinnie i się wyprostował.
– Spadaj kurduplu, bo powiem tacie, że odwiedzasz strony dla dorosłych.
– Już mnie nie ma. – I pobiegł do swojego pokoju z naburmuszoną miną.
Poczekałam, aż zamknie za sobą drzwi i wtedy zamknęłam moje i przekręciłam klucz w zamku.
Odczekałam chwilę i odwróciłam się do Olivera, opierając się plecami o drzwi. Na szczęście patrzył jak firana porusza się na wietrze w miejscu, gdzie były otwarte drzwi balkonowe.
– Przepraszam za niego, on tak zawsze.
– Nic się nie stało, też miałem młodszego brata.
– Miałeś?
– Tak. – Teraz siedział już wyprostowany i sztywny jak posąg. – Razem z moimi rodzicami zginął w pożarze, to dlatego teraz mieszkam u Marco.
– Przykro mi.
– Nic nie szkodzi.
– Zmieńmy temat.
– Jak się czujesz? – zapytał.
– Dobrze. – Już dobrze, od kiedy przyszedłeś. – Wieczorem zazwyczaj boli mnie głowa. Ale rano zawsze jest lepiej.
Coś stuknęło w ścianę, która dzieliła mój pokój od pokoju Max’ a.
– To dobrze.
Zauważyłam, że Oliver się we mnie wpatruje.
– Tak, niemiło jest kiedy ból odbiera ci wszystkie możliwości.
Podeszłam do ściany i uderzyłam w nią bokiem zaciśniętej w pięść dłoni. Głośno huknęło i  usłyszałam krzyk Max’ a.
– Co się stało? – zapytał Oliver.
– Na tej ścianie Max ma półkę, a tam komiksy i figurki. Właśnie wszystko zleciało na jego głowę.
No i teraz mamy spokój. Po chwili dało się słyszeć dźwięk bitego szkła.
– A to?
– Pobił słoik, który przykładał do ściany. Zawsze tak robi, kiedy Tiffa do mnie przychodzi.
– Aha. Ja…
– Tak? – zapytałam, siadając na łóżku.
– Chciałem ci podziękować za wczorajsze i przeprosić za to, że złapałem cię za pośladki.
Zaśmiałam się.
– Nic nie szkodzi. Wiesz, że to było całkiem przyjemne.
– Tak?
Nachylił się do mnie odrobinę.
– Tak. Jak na pierwsze dwa pocałunki w życiu to całkiem przyzwoicie.
– A co powiesz na kolejny? Postaram się bardziej.
Prowokacja zakończona powodzeniem.
Uniosłam dłoń do góry.
– Jestem za.
Uśmiechną się łobuzersko, a ja oparłam się na łokciu. Odsunął się bardziej w nogi łóżka i nachylił się nade mną.
Poczułam nagły przypływ ciepła, kiedy jego wargi odnalazły moje. Złączeni pocałunkiem przesunęliśmy się na poduszki na łóżku i zaczęliśmy przytulać. Rozpięłam guziki jego koszuli i zsunęłam ją z jego ramion.
Mięśnie jego brzucha były idealnie wyrzeźbione i twarde. Zdjął koszulę i znów nachylił się nade mną, a srebrny łańcuszek, który miał zapięty na szyi dotknął mojej skóry na obojczyku. Metal był przyjemnie ciepły, tak jak ciało Olivera.
Przyciągnęłam go jeszcze bliżej, oplątując jego szyję rękoma. Chciałam zgiąć nogi w kolanach i opleść nimi pas Olivera, ale spodenki krępowały trochę moje ruchy.
– Zaczekaj – przerwałam mu, kiedy całował mnie po szyi.
– Co? – zapytał, ciężko oddychając.
– Muszę pooddychać.
Uniosłam się na łokciach, a on uniósł kącik ust w uśmiechu. Po chwili znów się położyłam i przyciągnęłam go za srebrny łańcuszek na szyi. Dopiero teraz zobaczyłam co na nim zawiesił. Było to maleńkie srebrne słoneczko z zakręconymi promykami.
Pocałował mnie tak jak wczoraj przy samochodzie.
Zdjął mi przez głowę koszulkę.
Kiedyś zapytałam Tiffany, jaki pocałunek jej zdaniem jest najlepszy i od razu tego pożałowałam, bo zaczęła ze szczegółami opisywać pocałunki z Marco. Ale teraz sama mogę to ocenić. Najbardziej lubię francuskie pocałunki.
Jego język pieścił mój język, podniebienie i policzki, ale kiedy, gładząc moje ramiona zdjął mi ramiączko stanika i sięgnął do tyłu, żeby go odpiąć odepchnęłam go.
– Przestań! – powiedziała trochę za głośno.
– Poniosło mnie, przepraszam.
– Znów przepraszasz.
– Za szybko? – zapytał.
– Tak. Zdecydowanie za szybko. Oliver, ja nie mam jeszcze szesnastu lat.
– Ja nie mam jeszcze osiemnastu. A tak na marginesie. Kiedy masz urodziny?
– A ty? – nie chciałam mu mówić, kiedy jest moja szesnasta rocznica.
– Drugiego sierpnia.
– Trzydziestego pierwszego października.
– W Noc Duchów.
– No. O jedenastej dwanaście wieczorem.
– To już noc.
– Noc zaczyna się o trzeciej.
– Imprezowa dziewczyna z ciebie.
Uśmiechnęłam się, a on pocałował mnie w zagłębienie między piersiami.
– Robiłeś to już?
– Co już robiłem?
Znów mnie pocałował, ale teraz nad pępkiem.
– No wiesz co. – Położyłam dłonie na staniku.
– Aaa, to. – Na jego policzkach pokazały się szkarłatne plamy.
– Robiłeś to, prawda? Z nią? – Jakoś nie mogłam wypowiedzieć imienia jego byłej.
– Tak, z nią. I co z tego?
– Nic. Przecież nie robię ci wyrzutów. Chcę tylko, żebyś wiedział, że nie chcę stracić dziewictwa przed osiemnastymi urodzinami.
– A.
– A kiedy ty…?
– Nie mieliśmy jeszcze siedemnastu lat.
– Aż tak długo z nią byłeś?
– Tak. Była dla mnie powietrzem, którym oddychałem. Ale teraz ma coś lepszego…
Złożył pocałunek na mojej dłoni, a potem coraz wyżej i wyżej, aż do ramienia, obojczyk, szyję, brodę, aż w końcu usta. Ten pocałunek zapewnił mi koleją dawkę żaru.
– Mam płomień, który rozpala moje serce do życia.
I znów zaczął mnie całować. Leżeliśmy tak na moim łóżku pół nadzy, aż do południa. Rozmawialiśmy, do momentu, w którym ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
– Katherine? Zejdziecie na dół? Zrobiłam zapiekankę z makaronem, serem i pieczarkami. Tak jak lubisz – powiedziała przez drzwi mama.
Oderwawszy usta od warg Olivera spojrzałam na drzwi.
– Idziemy? – zapytałam cicho.
– Twoja ulubiona?
– Taa. No wiesz… lubię pieczarki.
– Ja też. No to co?
Byłam tak zajęta, że nie czułam głodu.
– Nie jadłam śniadania.
– To nie dobrze. Idziemy na dół.
– Zaraz będziemy! – zawołałam ponad ramieniem Olivera.
– Dobrze.
Chwilę zwlekała, a potem odeszła, bo usłyszałam jej kroki na schodach.
Teraz to ja byłam na górze. Siedziałam okrakiem na biodrach Olivera. Nachyliłam się i pocałowałam go, ale oderwałam się i zeszłam z łóżka. Po chwili, on też wstał i założył czarną koszulę na ramiona. Podeszłam do niego i  za pasek jego czarnych spodni przyciągnęła go do siebie.
– Zapniesz? – zapytał, obejmując mnie.
Zapięłam po kolei każdy guzik, od dołu, a na samej górze zostawiłam trzy odpięte.
Pochylił się i znów zaczął pocałunek. Wplotłam palce w jego ciemnobrązowe włosy i zrobiłam na jego głowie artystyczny nieład.
– Uczesz włosy, bo ci się poplątały.
 Pogładził mnie po włosach.
– Sugerujesz, że nieładnie wyglądam? – zapytałam kierując się w stronę garderoby.
– Nie. Dla mnie zawsze pięknie wyglądasz. Nawet jeśli będziesz zaspana i rozczochrana.
Zaśmiałam się i usiadłam przed toaletkę. Zaczęłam rozczesywać włosy.
– Co to? – zapytał Oliver, wskazując na ścianę pomiędzy drzwiami na korytarz, a tymi od łazienki, kiedy wróciłam do pokoju.
– To, są moje rysunki.
– A to kto?
Teraz wskazał na rysunek chłopaka z mojego snu. Czerwono włosego chłopaka o czerwonych oczach, w których igrały wesołe ogniki. Dopiero gdy podeszłam do Olivera, zobaczyłam, że rysunek chłopaka jest podobny, ba! Wyglądał jak Oliver. Rysunek miał już kilka dni, ale nie napisałam na nim daty, więc mogłam skłamać.
– To ty. Narysowałam zanim przyszedłeś.
– Aha. Ale dlaczego mam włosy takiego koloru jak ty i dlaczego moje oczy, są czerwone?
– Nie wiem, tak jakoś.
– Ale moje oczy, są brązowe.
– Wiem.
– Ale dlaczego?
– Nie pytaj artystki, bo ona sama nie wie.
Otworzyłam drzwi na korytarz. Drzwi od pokoju Max’ a były otwarte.
– Masz rację – artystka. Twoje prace wyglądają jak prawdziwe. Wiesz, co?
– Hmm? – odwróciłam się do niego, bo do tej pory wpatrywałam się w drzwi pokoju Max’ a.
– Jak tak na nie patrzę to wyglądają jakby żyły. – Podszedł do mnie.
– Tak?
– Tak. – Przyciągnął mnie bliżej siebie i pochylił, żeby pocałować.
– BŁEE! – Usłyszałam z korytarza.
Oderwałam się od Olivera i odwróciłam się. Za nami, niedaleko schodów stał mój ukochany młodszy braciszek.
– Zamknij się kurduplu i spadaj.
– To było ohydne – powiedział.
– Poczekajmy na dzień, w którym ty się będziesz całować.
Oliver objął mnie od tyłu i pocałował w zagłębienie pomiędzy szyją, a ramieniem.
Max zbiegł po schodach i już go nie widziałam.
– Idziemy? – zapytał Oliver.
– Tak, ale najpierw, zanim zapomnę: jakby co znamy się od kilku miesięcy, ale… – zaczęłam.
– … dopiero wczoraj zaiskrzyło?
Dokładnie. Eee…
– Co?
– Nie wiem jak masz na nazwisko.
– Sunwood. A ty Satine?
– Taa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz