Tak jakoś mi się nudzi i zaczęłam pisać, więc coś takiego wyszło:
W poprzedniej notce - "Komórkę położyłam na sedesie,
więc nie musiałam się za bardzo ruszać, żeby ją dosięgnąć. Wytarłam ręce i
spojrzałam na numer.
Nieznane."
Chciałam odrzucić, ale
pomyślałam, że to może być Oliver, któremu Tiffa dała mój numer.
I nie myliłam się.
– Halo?
– Z tej strony Oliver. Tiff
dała mi twój numer.
– Wiem. Zadzwoniła i pytała,
czy może.
– Aha. Dobrze się już
czujesz? – W jego głosie pobrzmiewała nuta zmartwienia i jakby przerażenia.
– Tak, wszystko dobrze.
Wiesz… ja czasami tak mam.
– To niedobrze. Byłaś z tym u
lekarza?
– Nie. Wszystko jest w
porządku.
– Ee… gdzie jesteś?
– W domu, a co?
– A dokładniej?
– U siebie.
– Aha. Zaczekasz chwilkę?
– Na co? – Nie usłyszałam już
jego głosu, właściwie to nic nie słyszałam.
Spojrzałam na telefon.
Połączenie zakończone
Uchylone drzwi od łazienki
otworzyły się całkowicie, kiedy odkładałam telefon.
Chciałam wrzasnąć, bo
myślałam, że Max, próbuje mnie podglądać, ale kiedy zobaczyłam kto stoi w
drzwiach, zamarłam.
Na jego twarzy malowało się
zakłopotanie, a policzki oblały się rumieńcem.
Nachylałam się przez brzeg
wanny i nadal trzymałam telefon nad zamkniętym sedesem. Woda zakrywała mnie
tylko do linii wcięcia w talii, ale na szczęście nagi biust zakrywał mi brzeg
wanny.
Puściłam telefon i znużyłam
się w wodzie i pianie po szyje, w tym samym momencie, w którym Oliver odwrócił
się i zamkną drzwi.
– Przepraszam, nie
wiedziałem… – szepną, przez szparę w drzwiach.
– Nie szkodzi… ee… Zaraz
wyjdę.
– D-dobrze.
Usłyszałam jego kroki i
skrzypnięcie obrotowego krzesła przy biurku po drugiej stronie pokoju.
Zanurzyłam głowę w wodzie i
zaczęłam masować ją palcami, żeby pozbyć się soli i piasku. Wychodząc z wody
zawinęłam włosy w ręcznik i założyłam na siebie puchowy szlafrok. W łazience
miałam drzwi do garderoby, więc przeszłam przez nie i założyłam szeroką szarą
koszulkę odkrywającą pępek i jedno ramie i krótkie spodenki. W garderobie przy
oknie stała toaletka, tam uczesałam włosy i powoli wyszłam do pokoju.
Oliver siedział odwrócony do
mnie plecami i wpatrywał się w zamknięty laptop.
Oblałam się rumieńcem, kiedy
wspomniałam co przed chwilą zaszło. Niestety w tym momencie on się odwrócił i
to zobaczył.
– Jeszcze raz przepraszam –
powiedział wstając.
– Nic nie szkodzi. Już
mówiłam…
– Ładnie wyglądasz.
– Dziękuję. Rozłączyłeś się –
dodałam po chwili.
– Wiem, przepraszam.
– Znów przepraszasz. Trzeci
raz w ciągu kilku minut.
– Przeprasza, że przepraszam.
Zaśmiałam się i usiadłam na
łóżku, przy wezgłowiu. Po chwili gdy Oliver usiadł z drugiej strony, wstałam i
podeszłam do drzwi.
– Zaczekasz jaszcze chwilkę?
Skinął głową.
Otworzyłam drzwi i spojrzałam
na Max’ a, który jeszcze przed chwilą trzymał ucho przy dziurce od klucza.
– Co ty tak właściwie robisz?
– zapytałam, a on spojrzał na mnie z dołu.
– Nic – powiedział niewinnie
i się wyprostował.
– Spadaj kurduplu, bo powiem
tacie, że odwiedzasz strony dla dorosłych.
– Już mnie nie ma. – I
pobiegł do swojego pokoju z naburmuszoną miną.
Poczekałam, aż zamknie za
sobą drzwi i wtedy zamknęłam moje i przekręciłam klucz w zamku.
Odczekałam chwilę i
odwróciłam się do Olivera, opierając się plecami o drzwi. Na szczęście patrzył
jak firana porusza się na wietrze w miejscu, gdzie były otwarte drzwi
balkonowe.
– Przepraszam za niego, on
tak zawsze.
– Nic się nie stało, też
miałem młodszego brata.
– Miałeś?
– Tak. – Teraz siedział już
wyprostowany i sztywny jak posąg. – Razem z moimi rodzicami zginął w pożarze,
to dlatego teraz mieszkam u Marco.
– Przykro mi.
– Nic nie szkodzi.
– Zmieńmy temat.
– Jak się czujesz? – zapytał.
– Dobrze. – Już dobrze, od
kiedy przyszedłeś. – Wieczorem zazwyczaj boli mnie głowa. Ale rano zawsze jest
lepiej.
Coś stuknęło w ścianę, która
dzieliła mój pokój od pokoju Max’ a.
– To dobrze.
Zauważyłam, że Oliver się we
mnie wpatruje.
– Tak, niemiło jest kiedy ból
odbiera ci wszystkie możliwości.
Podeszłam do ściany i
uderzyłam w nią bokiem zaciśniętej w pięść dłoni. Głośno huknęło i usłyszałam krzyk Max’ a.
– Co się stało? – zapytał
Oliver.
– Na tej ścianie Max ma
półkę, a tam komiksy i figurki. Właśnie wszystko zleciało na jego głowę.
No i teraz mamy spokój. Po
chwili dało się słyszeć dźwięk bitego szkła.
– A to?
– Pobił słoik, który
przykładał do ściany. Zawsze tak robi, kiedy Tiffa do mnie przychodzi.
– Aha. Ja…
– Tak? – zapytałam, siadając
na łóżku.
– Chciałem ci podziękować za
wczorajsze i przeprosić za to, że złapałem cię za pośladki.
Zaśmiałam się.
– Nic nie szkodzi. Wiesz, że
to było całkiem przyjemne.
– Tak?
Nachylił się do mnie
odrobinę.
– Tak. Jak na pierwsze dwa
pocałunki w życiu to całkiem przyzwoicie.
– A co powiesz na kolejny?
Postaram się bardziej.
Prowokacja zakończona
powodzeniem.
Uniosłam dłoń do góry.
– Jestem za.
Uśmiechną się łobuzersko, a
ja oparłam się na łokciu. Odsunął się bardziej w nogi łóżka i nachylił się nade
mną.
Poczułam nagły przypływ
ciepła, kiedy jego wargi odnalazły moje. Złączeni pocałunkiem przesunęliśmy się
na poduszki na łóżku i zaczęliśmy przytulać. Rozpięłam guziki jego koszuli i
zsunęłam ją z jego ramion.
Mięśnie jego brzucha były
idealnie wyrzeźbione i twarde. Zdjął koszulę i znów nachylił się nade mną, a
srebrny łańcuszek, który miał zapięty na szyi dotknął mojej skóry na obojczyku.
Metal był przyjemnie ciepły, tak jak ciało Olivera.
Przyciągnęłam go jeszcze
bliżej, oplątując jego szyję rękoma. Chciałam zgiąć nogi w kolanach i opleść
nimi pas Olivera, ale spodenki krępowały trochę moje ruchy.
– Zaczekaj – przerwałam mu,
kiedy całował mnie po szyi.
– Co? – zapytał, ciężko
oddychając.
– Muszę pooddychać.
Uniosłam się na łokciach, a
on uniósł kącik ust w uśmiechu. Po chwili znów się położyłam i przyciągnęłam go
za srebrny łańcuszek na szyi. Dopiero teraz zobaczyłam co na nim zawiesił. Było
to maleńkie srebrne słoneczko z zakręconymi promykami.
Pocałował mnie tak jak
wczoraj przy samochodzie.
Zdjął mi przez głowę
koszulkę.
Kiedyś zapytałam Tiffany,
jaki pocałunek jej zdaniem jest najlepszy i od razu tego pożałowałam, bo
zaczęła ze szczegółami opisywać pocałunki z Marco. Ale teraz sama mogę to
ocenić. Najbardziej lubię francuskie pocałunki.
Jego język pieścił mój język,
podniebienie i policzki, ale kiedy, gładząc moje ramiona zdjął mi ramiączko
stanika i sięgnął do tyłu, żeby go odpiąć odepchnęłam go.
– Przestań! – powiedziała
trochę za głośno.
– Poniosło mnie, przepraszam.
– Znów przepraszasz.
– Za szybko? – zapytał.
– Tak. Zdecydowanie za
szybko. Oliver, ja nie mam jeszcze szesnastu lat.
– Ja nie mam jeszcze
osiemnastu. A tak na marginesie. Kiedy masz urodziny?
– A ty? – nie chciałam mu
mówić, kiedy jest moja szesnasta rocznica.
– Drugiego sierpnia.
– Trzydziestego pierwszego
października.
– W Noc Duchów.
– No. O jedenastej dwanaście
wieczorem.
– To już noc.
– Noc zaczyna się o trzeciej.
– Imprezowa dziewczyna z
ciebie.
Uśmiechnęłam się, a on
pocałował mnie w zagłębienie między piersiami.
– Robiłeś to już?
– Co już robiłem?
Znów mnie pocałował, ale
teraz nad pępkiem.
– No wiesz co. – Położyłam
dłonie na staniku.
– Aaa, to. – Na jego
policzkach pokazały się szkarłatne plamy.
– Robiłeś to, prawda? Z nią?
– Jakoś nie mogłam wypowiedzieć imienia jego byłej.
– Tak, z nią. I co z tego?
– Nic. Przecież nie robię ci
wyrzutów. Chcę tylko, żebyś wiedział, że nie chcę stracić dziewictwa przed
osiemnastymi urodzinami.
– A.
– A kiedy ty…?
– Nie mieliśmy jeszcze
siedemnastu lat.
– Aż tak długo z nią byłeś?
– Tak. Była dla mnie
powietrzem, którym oddychałem. Ale teraz ma coś lepszego…
Złożył pocałunek na mojej
dłoni, a potem coraz wyżej i wyżej, aż do ramienia, obojczyk, szyję, brodę, aż
w końcu usta. Ten pocałunek zapewnił mi koleją dawkę żaru.
– Mam płomień, który rozpala
moje serce do życia.
I znów zaczął mnie całować.
Leżeliśmy tak na moim łóżku pół nadzy, aż do południa. Rozmawialiśmy, do
momentu, w którym ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
– Katherine? Zejdziecie na
dół? Zrobiłam zapiekankę z makaronem, serem i pieczarkami. Tak jak lubisz –
powiedziała przez drzwi mama.
Oderwawszy usta od warg
Olivera spojrzałam na drzwi.
– Idziemy? – zapytałam cicho.
– Twoja ulubiona?
– Taa. No wiesz… lubię
pieczarki.
– Ja też. No to co?
Byłam tak zajęta, że nie
czułam głodu.
– Nie jadłam śniadania.
– To nie dobrze. Idziemy na
dół.
– Zaraz będziemy! – zawołałam
ponad ramieniem Olivera.
– Dobrze.
Chwilę zwlekała, a potem
odeszła, bo usłyszałam jej kroki na schodach.
Teraz to ja byłam na górze.
Siedziałam okrakiem na biodrach Olivera. Nachyliłam się i pocałowałam go, ale oderwałam
się i zeszłam z łóżka. Po chwili, on też wstał i założył czarną koszulę na
ramiona. Podeszłam do niego i za pasek
jego czarnych spodni przyciągnęła go do siebie.
– Zapniesz? – zapytał,
obejmując mnie.
Zapięłam po kolei każdy
guzik, od dołu, a na samej górze zostawiłam trzy odpięte.
Pochylił się i znów zaczął
pocałunek. Wplotłam palce w jego ciemnobrązowe włosy i zrobiłam na jego głowie
artystyczny nieład.
– Uczesz włosy, bo ci się
poplątały.
Pogładził mnie po włosach.
– Sugerujesz, że nieładnie
wyglądam? – zapytałam kierując się w stronę garderoby.
– Nie. Dla mnie zawsze
pięknie wyglądasz. Nawet jeśli będziesz zaspana i rozczochrana.
Zaśmiałam się i usiadłam
przed toaletkę. Zaczęłam rozczesywać włosy.
– Co to? – zapytał Oliver, wskazując
na ścianę pomiędzy drzwiami na korytarz, a tymi od łazienki, kiedy wróciłam do
pokoju.
– To, są moje rysunki.
– A to kto?
Teraz wskazał na rysunek
chłopaka z mojego snu. Czerwono włosego chłopaka o czerwonych oczach, w których
igrały wesołe ogniki. Dopiero gdy podeszłam do Olivera, zobaczyłam, że rysunek
chłopaka jest podobny, ba! Wyglądał jak Oliver. Rysunek miał już kilka dni, ale
nie napisałam na nim daty, więc mogłam skłamać.
– To ty. Narysowałam zanim przyszedłeś.
– Aha. Ale dlaczego mam włosy takiego koloru jak ty i
dlaczego moje oczy, są czerwone?
– Nie wiem, tak jakoś.
– Ale moje oczy, są brązowe.
– Wiem.
– Ale dlaczego?
– Nie pytaj artystki, bo ona sama nie wie.
Otworzyłam drzwi na korytarz. Drzwi od pokoju Max’ a były
otwarte.
– Masz rację – artystka. Twoje prace wyglądają jak
prawdziwe. Wiesz, co?
– Hmm? – odwróciłam się do niego, bo do tej pory wpatrywałam
się w drzwi pokoju Max’ a.
– Jak tak na nie patrzę to wyglądają jakby żyły. – Podszedł
do mnie.
– Tak?
– Tak. – Przyciągnął mnie bliżej siebie i pochylił, żeby
pocałować.
– BŁEE! – Usłyszałam z korytarza.
Oderwałam się od Olivera i odwróciłam się. Za nami,
niedaleko schodów stał mój ukochany młodszy braciszek.
– Zamknij się kurduplu i spadaj.
– To było ohydne – powiedział.
– Poczekajmy na dzień, w którym ty się będziesz całować.
Oliver objął mnie od tyłu i pocałował w zagłębienie pomiędzy
szyją, a ramieniem.
Max zbiegł po schodach i już go nie widziałam.
– Idziemy? – zapytał Oliver.
– Tak, ale najpierw, zanim zapomnę: jakby co znamy się od
kilku miesięcy, ale… – zaczęłam.
– … dopiero wczoraj zaiskrzyło?
– Dokładnie. Eee…
– Co?
– Nie wiem jak masz na nazwisko.
–
Sunwood. A ty Satine?
– Taa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz