Z okazji szesnastych urodzin Katherine postanowiłam napisać tę notkę, ale robiłam to na szybkiego, żeby jeszcze dziś zdążyć, bo przez ostatnie dni byłam zajęta innym opo.
Wszystkiego naj dla Kat ;)
Notka nie jest idealna, więc przepraszam :P
– Nie
dotykaj mojej siostry, ty… – Tego słowa wolałabym nie wspominać. – Ona
jest człowiekiem, a nie zabawką. Ma uczucia. – Jego głos był przesączony wściekłością.
– Max
– powiedziałam z przerażeniem. – Odłóż broń
– Nie,
póki on cię nie zostawi w spokoju.
Wściekłość
malował się na jego twarzy. W ogóle się nie bał. Trzymał broń zdecydowanie, a ta
nawet nie drgnęła w jego prawej dłoni. Wyglądało to tak, jakby już nie raz ją
trzymał i nie wahał się strzelić.
–
Max…
–
Wstawaj – warknął młody, przerywając mi.
Elliot,
który wciąż się nade mną pochylał podparł się rękoma po bokach mojej głowy i
powoli wstał. Uniósł dłonie do góry i odszedł tyłem w stronę drzwi balkonowych.
Ja wstałam błyskawicznie, po czy zasłoniłam swoim ciałem Elliota, w którego Max
wciąż celował.
–
Maxwellu Satine natychmiast odłóż broń – powiedziałam. A spojrzeniem chciałam
mu przekazać, że sama to załatwię. Jeszcze tylko kilka godzin.
Max
od razu złapał pistolet za lufę i podał mi go. Szubko zabrałam Maxowi pistole
schowałam do kabury i zapięłam ją na lewym udzie.
–
Przepraszam was – powiedział Max. – Ja po prostu się martwię. Proszę zrozum.
–
Rozumiem – powiedział Elliot i podszedł do Maxa po czym położył mu dłoń an
ramieniu. – Jesteś podobny do siostry, wiesz? Odwagą nie grzeszysz i wiesz czego
chcesz. Może chciałbyś…
– Nie
– przerwałam mu stanowczo. – Dziś są moje urodziny i przynajmniej dzisiejszego
dnia chcę mieć nad tobą władzę, Elliot. Żadnego gadania o gangach, jasne
panowie? – zapytałam, zakładając na ramiona skrzydła anioła zrobione z czarnych
piór.
Blondyn
wziął z szafki nocnej Serce Diligs i zapiął mi je na szyi uważając, żeby nie
dotknąć przy tym mojej skóry.
–
Jasne, kochanie – powiedział i zanim mnie dotknął, zapytał Max’a: – Mogę?
Młodszy
skinął głową, więc Elliot objął mnie ramieniem.
Razem
we trójkę ruszyliśmy do wyjścia.
Na
szczęści Nicki nie pozwoliła Stewardowi iść na moją imprezę, więc już tylko Max
mi przeszkadzał. Chociaż nie… Jest jeszcze on. Pan O. Sunwood.
Dlaczego
wciąż, mimo że jest kłamcą, kocham go tak mocno, że kiedy Elliot mnie dotyka to
mam ochotę wołać imię ukochanego, żeby mnie od niego uwolnił. Ale… Już niedługo
to się skończy. Elliot się skończy i już nigdy nie zagości w moim zasranym
życiu.
Elliot
siedział za kółkiem, ja obok, a Max za mną. Gdy dotarliśmy na miejsce, Max od
razu wyszedł z samochodu i poszedł w stronę bramy gdzie stali dwaj strażnicy,
którzy sprawdzali zaproszenia i przeszukiwali gości.
–
Może pójdziemy zaatakować jakiś gang, co? – zapytał Elliot, kiedy nie wysiadłam
z samochodu.
–
Wiesz, że od kilku dni mam wielką ochotę odebrać komuś życie? – Tobie Elliot,
tobie!
– A
więc spadamy? Nikt nie połapie się, aż do jutra, że nasza ofiara nie żyje. W
końcu mamy Halloween i wiele osób maże się krwią i udaje, że umiera, albo ktoś
go goni, a potem zabija.
–
Kuszące, ale wolę zobaczyć Paramore.
Nachyliłam
się do niego, ale nie zaczęłam pocałunku. Wgramoliłam się na jego kolana i
dopiero wtedy, nie bacząc na podwijającą się sukienkę zaczęłam go całować.
–
Dobra, idziemy – powiedziałam po kilku minutach, przerywając pocałunek.
Ochroniarze
stojący przy bramie od razu mnie rozpoznali, mimo że ja ich nigdy na oczy nie
widziałam. Oboje uśmiechali się do mnie szeroko i nawet złożyli mi życzenia
urodzinowe, ale niestety musieli nas przeszukać. Bałam się, że znajdą pistolet,
który miałam na udzie, ale na szczęście ten który mnie przeszukiwał, położył mi
tylko ręce na ramionach, a później tylko lekko musnął biodra i pozwolił iść
dalej. Cieszyłam się, że nie zobaczyli pistoletu, mimo że mocno odznaczał się
pod obcisłą sukienką.
Gdy
szliśmy drogą do frontowych drzwi willi nie słyszałam nic. Żadnej muzyki,
krzyków tłumu. Światła w oknach tez nie było widać. Zatrzymałam się przy
drzwiach frontowych i zaczęłam nasłuchiwać. Porozumiewawczo spojrzałam an
Elliota, kiedy nic nie usłyszałam.
Odwróciłam
się w stronę bramy. Ochraniarzy już tam nie było. Samochodu Elliot też nie, a
to było dziwne bo nawet nie słyszałam warkotu silnika.
–
Trochę mnie to przeraża – powiedziałam, a wtedy jedno skrzydło drzwi uchyliło
się ze skrzypnięciem.
Razem
pchnęliśmy oba skrzydła drzwi. Kiedy weszliśmy do środka drzwi za nami
zatrzasnęły się znów skrzypiąc. Podskoczyłam w ciemnościach, ale na szczęście
Elliot trzymał moją dłoń.
Po
chwili w jakiej trwaliśmy w ciszy, zaczął narastać szum. Z początku myślałam,
że to w mojej głowie, bo już wiele razy mi taki psikus sprawiała, ale po chwili
w głębi wejściowej Sali domu pokazały się słabe ciemnopomarańczowe i żółte
światła. Po obu stronach Sali pokazywały się małe płomyki zawieszone w
powietrzu, które gdy było ich już wiele rozświetliły twarze zebranych,
trzymających w dłoniach świece.
Światła
powoli stawały się mocniejsze, Rozświetlając pomieszczenie pełne ludzi.
Naprzeciw nas, tuż obok schodów postawiono upiornie przygotowaną scenę, na
której rozłożony został sprzęt, który używali Damon Band, ale tym teraz na
scenie nie byli oni, a instrumentaliści Paramore. Tylko, że wokalistki
brakowało.
Szumem
jak wciąż narastał były głosy zebranych, którzy po chwili zaczęli krzyczeć,
klaskać i gwizdać. Rozbrzmiały instrumentu, a ja z głośników rozbrzmiał głos
Hayley. Melodia, którą grali była znajoma, ale słowa inne.
– Happy birthday to You, happy birthday to You, happy
birthday to Katherine, happy birthday to You – śpiewała na melodię swojej
piosenki All I Wanted z albumu Brand New Eyes.
Rozejrzałam
się, ale wciąż nie widziałam tej marchewkowej czupryny. Po chwili poczułam na
ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się. To była Hayley Williams. Zakończyła śpiewać
i uśmiechnęła się do mnie.
– Happy
Sweet Sixteen Katherine – powiedziała, ale już nie do mikrofonu.
–
Dziękuję Hayley – powiedziałam, całkowicie opanowanym głosem.
Już
od tygodnia szykowałam się na nasze spotkanie i sądzę, że całkiem dobrze mi
poszło. Nie zareagowałam jak głupia nastoletnia fanka.
–
Zacznijmy Halloween! – wrzasnęła Tiffany, która stała prędzej obok drzwi razem z
Hayley.
Tłum
zaczął wrzeszczeć, a instrumenty głośniej rozbrzmiały.
–
Mogę cię przytulić? – zapytałam, wypuszczając z ręki dłoń Elliota.
Hay
zaśmiała się i objęła mnie.
Wiele
osób podchodziło do mnie, aby złożyć życzenia. Po Hayley, była Tiffa i Marco i
inni. Elliot nie odstępował mnie na krok, nawet gdy chciałam iść do toalety.
Gdy
ich zobaczyłam siedziałam właśnie przy stole z Tiffany i Elliotem. Przed chwilą
zeszliśmy z parkietu i przysiedliśmy się do niej. Sunwood i jego plastikowa Barbie
obściskiwali się na parkiecie. Wyglądało to tak jakby to ona obściskiwała jego,
ale od dziesiątek dni nie jesteśmy parą, więc mu wolno. Ale dlaczego akurat z
nią? Byli ubrani podobnie. On miał na biodrach czarne rurki, był boso i z nagim
torsem. Na ramionach miał założone skrzydła na przeźroczystych pasach. Pióra
wyglądały jak prawdziwe, ale były zbyt długie i miały zbyt niezwykłe kształty jak
na ptasie pióra. U góry były ciemne, a schodząc w dół coraz jaśniejsze. Ona
miała na sobie białą zwiewną suknię na ramiączkach, sięgającą ziemi, a na
ramionach tak jak on miała skrzydła z taki samych piór, z tym że te były
całkiem białe.
Dopiero
po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę próbując wzrokiem zabić blond
aniołka i że nie słucham tego co mówi do mnie Tiffa.
– Czy
ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytała.
–
Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziałam. – Elliot, przyniesiesz mi Pepsi?
–
Jasne.
Złożył
na moich ustach słodki pocałunek i zniknął w tłumie.
–
Mówiłam, że to co masz na sobie to jeszcze nie komplety strój, więc teraz chodź
ze mną.
Złapała
mnie za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
–
Tylko znajdę Ell…
– Nie
ma czasu. O dziesiątej będzie tort.
–
Heee!?
Pociągnęła
mnie na górę. Ale niestety po drodze minęłyśmy parkę dzięki, której kłótnią zakochałam
się. Starałam się na nich nie patrzeć i udałoby się gdyby on na mnie nie spojrzał.
– Kat…?
– zaczął, ale dzięki Tiffany zniknęłam, tak szybko jak się pojawiłam.