Previously on Light My Fire:
–
Mówiłam, że to co masz na sobie to jeszcze nie komplety strój, więc teraz chodź
ze mną.
Złapała
mnie za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
–
Tylko znajdę Ell…
– Nie
ma czasu. O dziesiątej będzie tort.
–
Heee!?
Pociągnęła
mnie na górę. Ale niestety po drodze minęłyśmy parkę dzięki, której kłótnią
zakochałam się. Starałam się na nich nie patrzeć i udałoby się gdyby on na mnie
nie spojrzał.
–
Kat…? – zaczął, ale dzięki Tiffany zniknęłam, tak szybko jak się pojawiłam.
Ciąg dalszy nastąpił...
Tiffany
zamknęła nas w jednym z pokoi i zapaliła w nim światło.
–
Dlaczego to mnie tak boli, kiedy go widzę? – zapytałam opierając się o drzwi i
obejmując się ramionami.
–
Może to sprawić ci jeszcze większy ból, ale w końcu twoja przyjaciółka musi ci
to powiedzieć, a to ja nią jestem, więc mnie kopnął ten zaszczyt.
Spuściłam
głowę.
–
Pierwsza miłość nigdy nie mija, jeżeli osoba, w której się zakochasz jest
wspaniała. Nawet jeżeli postanowicie się rozejść to nadal, mimo że będziesz
starała się zapomnieć to nigdy ci się to nie uda. Przykro mi, ale taka jest
prawda.
W
kącikach moich oczu zaczęły się zbierać łzy, ale kiedy Tiffa skończyła mówić
nie rozpłakałam się. Nie mogę już więcej płakać z jego powodu, bo to w końcu ja
chciałam się rozstać.
– On…
– zaczęłam. – Oliver powiedział mi tamtego dnia, że ta cała historia z władcami
żywiołów wyjaśni się dzisiaj. Jestem ciekawa co zamierza zrobić.
–
Koniec tematu! – wrzasnęła nagle. Poderwałam głowę zaskoczona. – Bo ja się
zaraz rozpłaczę. Zakładasz wdzianko i na imprezę. Bawić się, bo to w końcu
twoje szesnaste urodziny! Jedyne takie, kobieto!
Potarłam
ramiona, tak jakbym chciała się rozgrzać.
Wszystko
będzie dobrze.
Opuściłam
ręce i podeszłam do łóżka, na którym Tiff rozłożyła kilka rzeczy. Były to długa
warstwowa i falbaniasta spódnica wykonana z takiego samego materiału jak moja
sukienka, niewielkie skrzydła diabła z czerwonymi rogami na załamaniu i czerwona
opaska z maleńkimi czarnymi rogami.
–
Zakładaj to – ponagliła mnie.
Złapała
za spódnicę, zarzuciła na moje biodra i przypięła do sukienki. Spódnica ta
przypominała bardziej zapaskę. Była tak długa, że z tyłu zasłaniała całe nogi i
jeszcze ciągła się lekko po ziemi, a z przodu wciąż było widać dolną część
krótkiej sukienki.
Już
całkiem ubrana zeszłam z Tiffą na dół.
Nie
podobało mi się to, że mój strój w porównaniu z jej był tak bardzo… nie mam
pojęcia jak go nazwać. Mój po prostu był bardziej niż jej straszy i rzucający
się w oczy.
Tiff
miała na sobie sukienkę w stylu Wampira z wysokim kołnierzem wokół szyi i z
głębokim dekoltem. Gorset ciasno przylegał do jej talii, a spódnica była
podobna do mojej. Z tyłu sięgała prawie ziemi, a z przodu ledwie kolan. Na
nogach miała nijak pasujące do tej kiecki glany, a włosy miała spięte u góry w
małe różyczki. Na lewę ramie opadał tylko jeden cienki długi lok. Na swoje kły
miała założone dłuższe wampirze kły, takie jak w aktorzy w filmach o Krwiopijcach.
Marco,
szczerze powiedziawszy też był przebrany za Wampira.
Do
dziesiątej zdążyłam się już nieźle zmęczyć tańczą i po kolei przyjmując
życzenia od każdego zaproszonego gościa. Góra prezentów rosła w zastraszającym
tempie i wydawało mi się, że jest ich więcej niż zaproszono gości.
Najfajniejsze
było to, że Paramore grali na zmianę z Damon Band i ci pierwsi nieźle się
bawili przy dziwnej muzyce tych drugich.
– Ignorance is your new best
friend! – śpiewała Hayley. – Uwaga wszyscy, bo dochodzi dziesiąta! – zawołała.
– Jesteście gotowi!?
Wszyscy,
włączając w to mnie, zgodnie wrzasnęli na cały głos.
–
Werbel proszę – powiedziała Hayley do mikrofonu/ Perkusja rozbrzmiała, a Bass
cicho jej wtórował. – Max!
Światła
przygasły, tłum się rozstąpił, a z kuchni wyłoniła się owiana cieniem postać,
pchająca coś przed sobą. Kiedy postać podeszła okazało się, że to mój
braciszek, a to co pchał to wózek, a na nim ogromy upiorny tort z strasznym
napisem „Happy Sweet Sixteen, Katherine”. Tort miał taki dziwny kolor i
dekoracje, że gdyby mi nie powiedzieli, że tort będzie o dziesiątej to bym nie
wiedziała co to jest.
Kiedy
Max tak pchał ten wózek w moim kierunku, Elliot nachylił się do mnie i szepnął:
–
Jeszcze tylko godzina…
I
spodka cię śmierć – dokończyłam w myślach.
Wszyscy
znowu zaczęli śpiewać sto lat, ale tym razem hard rockową wersję. Kiedy
zdmuchnęłam świeczki wszyscy zaczęli klaskać, a później przytulił mnie, po czym
dał mi nóż, żebym mogła pokroić ciasto.
Kiedy
już wszyscy dostali upiorne cisto, zaczęłam sama tez zaczęłam jeść.
–
Mmmm – mruknęłam. – Tiffa, przyznaję, że tort jest tak straszy, że nie zachęca
do zjedzenia go, ale jest naprawdę wyśmienity. Ludzie drodzy, jaki on pyszny –
powiedziałam i wpakowałam do buzi ogromu kęs. Uroki urodzin w Halloween:
Okropnie wyglądający tort.
–
Zgodzę się z tobą – powiedział Elliot. – Nigdy takiego nie jadłem.
Tiff
zaśmiała się.
–
Zrobiłyśmy go z twoją mamą. Ja miałam pomysł, a ona pomogła mi go zrealizować –
wytłumaczyła. – A jak wam się to wszystko podoba? – zapytała.
–
Wszystko jest idealne, Tiffa. Jesteś moim bogiem – powiedziałam i po odłożeniu
pustego talerzyka, przytuliłam ją.
– Już
mi tak nie schlebiaj – powiedziała i wskazała widelcem na scenę. – Patrz.
Na
scenę wszedł Marco i złapała za mikrofon.
–
Ciacho zjedzone? Ostrzegam, że moja dziewczyna je piekła, więc…
– To
ty w tym związku jesteś ten gorszy – wrzasnęła Tiffany, a goście zaczęli się
śmiać.
–
Wiem, wiem – powiedział, mrugając w naszą stronę. – A teraz poproszę na scenę
mój leniwy zespół, a solenizantkę do wulkanu ‘Prezent’, a o tam. – Wskazał na
górę prezentów.
Kiedy
zespół się zbierał ja, Tiffa i Elliot ruszyliśmy tam gdzie trzeba.
Przy
prezentach stał cały zespół Paramore. Wyglądali jakby coś chowali. Czyżby oni
też zrobili mi prezent, poza tym, że przyjechali tutaj.
–
Droga Kat – zaczęła Hayley. – Dowiedzieliśmy się, że najbardziej lubisz nasz
album Riot, więc proszę bardzo, oto dla ciebie wielki album Riot.
W tym
momencie rozstąpili się, a ja zobaczyłam na stole, między innymi prezentami
ogromne coś zapakowane w papier, wyglądający jak zdjęcie albumu Riot. Prędzej
nie zauważyłam go, bo był zasłonięty przez inne prezenty.
–
Rozerwij papier – podpowiedział któryś z mężczyzn.
Tak
zrobiłam. Za papierem krył się czarny futerał na gitarę. Otworzyłam go, a w
środku zobaczyłam czarną basową gitarę z pomarańczowym napisem ‘PARAMORE’.
Wyciągnęłam gitarę i przyjrzałam się jej. Na drugiej stronie były podpisy
wszystkich członków zespołu.
–
Właśnie dostałam basową gitarę – stwierdziłam.
– Nie
podoba się?
– No
w sumie – prychnęłam. – Jest wspaniała! – wrzasnęłam. – Dziękuję, kocham was,
jesteście wspaniali, to najwspanialszy dzień w moim życiu, idę na scenę… –
powiedziałam wszystko na jednym wdechu i z przewieszoną przez ramię gitarą
pobiegłam na scenę, prawie że na nią wskakując.
–
Zachciało się śpiewać? – zapytał Marco.
– Ta
– powiedziała szczerząc zęby w uśmiechu. – Chłopaki, Fuel – powiedziałam. – Z
dede, dla wszystkich, którzy włożyli serce w zorganizowanie tej imprezy.
Dziękuję wam.
–
One, two, Tyree – odliczyłam cicho do mikrofonu i rozbrzmiała muzyka, a z nią
mój głos. – Gimme fuel, gimme fire, gimme that which I disire! – wrzasnęłam
grając odpowiednią melodię na nowej gitarze.
Po
zaśpiewaniu tej piosenki, wróciłam na parkiet, żeby potańczyć. Kiedy Elliot o
jedenastej mnie zaczepił, Hayley właśnie śpiewała Born for This.
–
Urodziliśmy się po to by to zrobić – szepnął mi do ucha.
Złapał
mnie za rękę i razem ukradkiem wymknęliśmy się na piętro. Na moje nieszczęście
nie spotkaliśmy po drodze nikogo. Eliot wybrał pokój na trzecim poziomie domu.
Był duży, zaprojektowany na mroczą sypialnię dla jakiegoś perfidnego Gotha.
–
Boję się – powiedziałam, kiedy Elliot zamknął drzwi na klucz.
Wyciągnął
z kieszeni komórkę i spojrzała na zegarek. Wyświetlacz rozświetlił swoim nikłym
blaskiem ciemny pokój.
–
Dwie po jedenastej. Jeszcze tylko dziesięć minut.
Przynajmniej
nie będę go widziała – pomyślałam, żeby dodać sobie otuchy i zaczęłam zdejmować
poszczególne części stroju. Najpierw rogi, skrzydła i buty, a później
doczepianą spódnicę.
Zaczęliśmy
powoli. Nie było sensu się spieszyć. Najpierw przytulanie i pocałunki,
następnie położyliśmy się w łóżku i zaczęliśmy zdejmować ubrania.
Z
dołu cały czas słyszałam, jak Hayley śpiewa All I Wanted.
Kiedy
Elliot siedząc okrakiem na moich biodrach zaczął zdejmować mi stanik, poczułam
jakby coś zaczynało rozsadzać mi czaszkę od środka. Jęknęłam z bólu, ale wtedy
Eliot zaczął mnie dotkać i pewnie pomyślał, że było to spowodowane tym co
robił, bo nie przestawał. Chciała go poprosić, żeby przestał, ale głos uwiązł
mi w gardle.
Oliver, proszę ratuj mnie – pomyślałam, kiedy łzy zaczęły
spływać po moich skroniach. – Kocham cię.
Ratuj mnie. Kocham cię – usłyszałem jej głos.
Obejrzałem się za siebie, ale nie było jej ani na parkiecie, ani nigdzie
indziej.
–
Jeśli jej szukasz, to poszła na górę z tamtym demonem – powiedziała Poopy,
sącząc napój przez słomkę.
– Co?
– zaskoczyła mnie.
– No
poszła na górę. A jak myślisz co się robi na wyższych piętrach domu, na
imprezach?
–
Poopy.
– S E
X – przeliterowała, prowokacyjnie wydymając usta. – Ja swoje dziewictwo
straciłam na właśnie takiej imprezie, sam wiesz z kim. Jeśli chcesz uratować
jej płomień to się pospiesz, bo inaczej demon może go przejąć, Ollie.
–
Jeśli wie kim ona jest to tak, ale nikt tego nie wie na pewno. Drugiego
płomienia nie widziano od trzystu lat.
–
Och, Ollie, Ollie. Wybaczę ci, że się z nią wtedy całowałeś, jeśli pójdziesz
teraz po nią i sprawisz, że znów będziecie parą. Nie mogę na to patrzeć, jak
się od miesięcy zamartwiasz. Biegnij!
Zanim
skończyła mówić, ruszyłem biegiem przez tłum, torując sobie drogę łokciami. W
korytarzu na pierwszym piętrze minąłem ogromny stojący zegar z kukułką. Byłą
dokładnie Jedenasta jedenaście.
Jeszcze
tylko minuta. Muszę się pospieszyć, bo jeśli to ona jest drugim płomieniem to
będzie źle. Ale dlaczego właśnie z nim, przecież to zło wcielone. A jego
prawdziwa forma? Na pewno by się przestraszyła.
–
Dlaczego ten dom musi być taki wieki!? – wrzasnąłem, kiedy za kolejnymi
drzwiami też ich nie było.
–
Potrzebujesz pomocy? – zapytał Marco siedzący na schodach prowadzących na
drugie piętro. – Bo jak tak to z chęcią pomogę.
–
Gdzie ona jest!? – warknąłem, podbiegając do kuzyna. – Gadaj Silver Fire.
Złapałem
go za przód kostiumu Wampira.
–
Spokojnie First Red Flame. Są na trzecim piętrze, przedostatnie drzwi na lewo.
Wypuściłem
go i ruszyłem biegiem. Kiedy dopadłem odpowiednich drzwi e pokoju szalał
czerwony jak wschodzące słońce ogień.
~*~*~*~*~*~*~*~
Sądzę, że ta notka jest najlepszą ze wszystkich jakie dotąd napisałam,
ale to tylko moja opinia :P. Z utęsknieniem czekam na wasze i wcale nie jest
mi przykro z powodu nie dodawanie notek
przez miesiąc, bo i tak nie komentujecie,
o ile w ogóle ktoś to czyta -,-
ale to tylko moja opinia :P. Z utęsknieniem czekam na wasze i wcale nie jest
mi przykro z powodu nie dodawanie notek
przez miesiąc, bo i tak nie komentujecie,
o ile w ogóle ktoś to czyta -,-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz