poniedziałek, 2 grudnia 2013

Force of Fire



Previously on Light My Fire:

– Mówiłam, że to co masz na sobie to jeszcze nie komplety strój, więc teraz chodź ze mną.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę schodów.
– Tylko znajdę Ell…
– Nie ma czasu. O dziesiątej będzie tort.
– Heee!?
Pociągnęła mnie na górę. Ale niestety po drodze minęłyśmy parkę dzięki, której kłótnią zakochałam się. Starałam się na nich nie patrzeć i udałoby się gdyby on na mnie nie spojrzał.
– Kat…? – zaczął, ale dzięki Tiffany zniknęłam, tak szybko jak się pojawiłam.


Ciąg dalszy nastąpił...



Tiffany zamknęła nas w jednym z pokoi i zapaliła w nim światło.
– Dlaczego to mnie tak boli, kiedy go widzę? – zapytałam opierając się o drzwi i obejmując się ramionami.
– Może to sprawić ci jeszcze większy ból, ale w końcu twoja przyjaciółka musi ci to powiedzieć, a to ja nią jestem, więc mnie kopnął ten zaszczyt.
Spuściłam głowę.
– Pierwsza miłość nigdy nie mija, jeżeli osoba, w której się zakochasz jest wspaniała. Nawet jeżeli postanowicie się rozejść to nadal, mimo że będziesz starała się zapomnieć to nigdy ci się to nie uda. Przykro mi, ale taka jest prawda.
W kącikach moich oczu zaczęły się zbierać łzy, ale kiedy Tiffa skończyła mówić nie rozpłakałam się. Nie mogę już więcej płakać z jego powodu, bo to w końcu ja chciałam się rozstać.
– On… – zaczęłam. – Oliver powiedział mi tamtego dnia, że ta cała historia z władcami żywiołów wyjaśni się dzisiaj. Jestem ciekawa co zamierza zrobić.
– Koniec tematu! – wrzasnęła nagle. Poderwałam głowę zaskoczona. – Bo ja się zaraz rozpłaczę. Zakładasz wdzianko i na imprezę. Bawić się, bo to w końcu twoje szesnaste urodziny! Jedyne takie, kobieto!
Potarłam ramiona, tak jakbym chciała się rozgrzać.
Wszystko będzie dobrze.
Opuściłam ręce i podeszłam do łóżka, na którym Tiff rozłożyła kilka rzeczy. Były to długa warstwowa i falbaniasta spódnica wykonana z takiego samego materiału jak moja sukienka, niewielkie skrzydła diabła z czerwonymi rogami na załamaniu i czerwona opaska z maleńkimi czarnymi rogami.
– Zakładaj to – ponagliła mnie.
Złapała za spódnicę, zarzuciła na moje biodra i przypięła do sukienki. Spódnica ta przypominała bardziej zapaskę. Była tak długa, że z tyłu zasłaniała całe nogi i jeszcze ciągła się lekko po ziemi, a z przodu wciąż było widać dolną część krótkiej sukienki.
Już całkiem ubrana zeszłam z Tiffą na dół.
Nie podobało mi się to, że mój strój w porównaniu z jej był tak bardzo… nie mam pojęcia jak go nazwać. Mój po prostu był bardziej niż jej straszy i rzucający się w oczy.
Tiff miała na sobie sukienkę w stylu Wampira z wysokim kołnierzem wokół szyi i z głębokim dekoltem. Gorset ciasno przylegał do jej talii, a spódnica była podobna do mojej. Z tyłu sięgała prawie ziemi, a z przodu ledwie kolan. Na nogach miała nijak pasujące do tej kiecki glany, a włosy miała spięte u góry w małe różyczki. Na lewę ramie opadał tylko jeden cienki długi lok. Na swoje kły miała założone dłuższe wampirze kły, takie jak w aktorzy w filmach o Krwiopijcach.
Marco, szczerze powiedziawszy też był przebrany za Wampira.
Do dziesiątej zdążyłam się już nieźle zmęczyć tańczą i po kolei przyjmując życzenia od każdego zaproszonego gościa. Góra prezentów rosła w zastraszającym tempie i wydawało mi się, że jest ich więcej niż zaproszono gości.
Najfajniejsze było to, że Paramore grali na zmianę z Damon Band i ci pierwsi nieźle się bawili przy dziwnej muzyce tych drugich.
Ignorance is your new best friend! – śpiewała Hayley. – Uwaga wszyscy, bo dochodzi dziesiąta! – zawołała. – Jesteście gotowi!?
Wszyscy, włączając w to mnie, zgodnie wrzasnęli na cały głos.
– Werbel proszę – powiedziała Hayley do mikrofonu/ Perkusja rozbrzmiała, a Bass cicho jej wtórował. – Max!
Światła przygasły, tłum się rozstąpił, a z kuchni wyłoniła się owiana cieniem postać, pchająca coś przed sobą. Kiedy postać podeszła okazało się, że to mój braciszek, a to co pchał to wózek, a na nim ogromy upiorny tort z strasznym napisem „Happy Sweet Sixteen, Katherine”. Tort miał taki dziwny kolor i dekoracje, że gdyby mi nie powiedzieli, że tort będzie o dziesiątej to bym nie wiedziała co to jest.
Kiedy Max tak pchał ten wózek w moim kierunku, Elliot nachylił się do mnie i szepnął:
– Jeszcze tylko godzina…
I spodka cię śmierć – dokończyłam w myślach.
Wszyscy znowu zaczęli śpiewać sto lat, ale tym razem hard rockową wersję. Kiedy zdmuchnęłam świeczki wszyscy zaczęli klaskać, a później przytulił mnie, po czym dał mi nóż, żebym mogła pokroić ciasto.
Kiedy już wszyscy dostali upiorne cisto, zaczęłam sama tez zaczęłam jeść.
– Mmmm – mruknęłam. – Tiffa, przyznaję, że tort jest tak straszy, że nie zachęca do zjedzenia go, ale jest naprawdę wyśmienity. Ludzie drodzy, jaki on pyszny – powiedziałam i wpakowałam do buzi ogromu kęs. Uroki urodzin w Halloween: Okropnie wyglądający tort.
– Zgodzę się z tobą – powiedział Elliot. – Nigdy takiego nie jadłem.
Tiff zaśmiała się.
– Zrobiłyśmy go z twoją mamą. Ja miałam pomysł, a ona pomogła mi go zrealizować – wytłumaczyła. – A jak wam się to wszystko podoba? – zapytała.
– Wszystko jest idealne, Tiffa. Jesteś moim bogiem – powiedziałam i po odłożeniu pustego talerzyka, przytuliłam ją.
– Już mi tak nie schlebiaj – powiedziała i wskazała widelcem na scenę. – Patrz.
Na scenę wszedł Marco i złapała za mikrofon.
– Ciacho zjedzone? Ostrzegam, że moja dziewczyna je piekła, więc…
– To ty w tym związku jesteś ten gorszy – wrzasnęła Tiffany, a goście zaczęli się śmiać.
– Wiem, wiem – powiedział, mrugając w naszą stronę. – A teraz poproszę na scenę mój leniwy zespół, a solenizantkę do wulkanu ‘Prezent’, a o tam. – Wskazał na górę prezentów.
Kiedy zespół się zbierał ja, Tiffa i Elliot ruszyliśmy tam gdzie trzeba.
Przy prezentach stał cały zespół Paramore. Wyglądali jakby coś chowali. Czyżby oni też zrobili mi prezent, poza tym, że przyjechali tutaj.
– Droga Kat – zaczęła Hayley. – Dowiedzieliśmy się, że najbardziej lubisz nasz album Riot, więc proszę bardzo, oto dla ciebie wielki album Riot.
W tym momencie rozstąpili się, a ja zobaczyłam na stole, między innymi prezentami ogromne coś zapakowane w papier, wyglądający jak zdjęcie albumu Riot. Prędzej nie zauważyłam go, bo był zasłonięty przez inne prezenty.
– Rozerwij papier – podpowiedział któryś z mężczyzn.
Tak zrobiłam. Za papierem krył się czarny futerał na gitarę. Otworzyłam go, a w środku zobaczyłam czarną basową gitarę z pomarańczowym napisem ‘PARAMORE’. Wyciągnęłam gitarę i przyjrzałam się jej. Na drugiej stronie były podpisy wszystkich członków zespołu.
– Właśnie dostałam basową gitarę – stwierdziłam.
– Nie podoba się?
– No w sumie – prychnęłam. – Jest wspaniała! – wrzasnęłam. – Dziękuję, kocham was, jesteście wspaniali, to najwspanialszy dzień w moim życiu, idę na scenę… – powiedziałam wszystko na jednym wdechu i z przewieszoną przez ramię gitarą pobiegłam na scenę, prawie że na nią wskakując.
– Zachciało się śpiewać? – zapytał Marco.
– Ta – powiedziała szczerząc zęby w uśmiechu. – Chłopaki, Fuel – powiedziałam. – Z dede, dla wszystkich, którzy włożyli serce w zorganizowanie tej imprezy. Dziękuję wam.
– One, two, Tyree – odliczyłam cicho do mikrofonu i rozbrzmiała muzyka, a z nią mój głos. – Gimme fuel, gimme fire, gimme that which I disire! – wrzasnęłam grając odpowiednią melodię na nowej gitarze.
Po zaśpiewaniu tej piosenki, wróciłam na parkiet, żeby potańczyć. Kiedy Elliot o jedenastej mnie zaczepił, Hayley właśnie śpiewała Born for This.
– Urodziliśmy się po to by to zrobić – szepnął mi do ucha.
Złapał mnie za rękę i razem ukradkiem wymknęliśmy się na piętro. Na moje nieszczęście nie spotkaliśmy po drodze nikogo. Eliot wybrał pokój na trzecim poziomie domu. Był duży, zaprojektowany na mroczą sypialnię dla jakiegoś perfidnego Gotha.
– Boję się – powiedziałam, kiedy Elliot zamknął drzwi na klucz.
Wyciągnął z kieszeni komórkę i spojrzała na zegarek. Wyświetlacz rozświetlił swoim nikłym blaskiem ciemny pokój.
– Dwie po jedenastej. Jeszcze tylko dziesięć minut.
Przynajmniej nie będę go widziała – pomyślałam, żeby dodać sobie otuchy i zaczęłam zdejmować poszczególne części stroju. Najpierw rogi, skrzydła i buty, a później doczepianą spódnicę.
Zaczęliśmy powoli. Nie było sensu się spieszyć. Najpierw przytulanie i pocałunki, następnie położyliśmy się w łóżku i zaczęliśmy zdejmować ubrania.
Z dołu cały czas słyszałam, jak Hayley śpiewa All I Wanted.
Kiedy Elliot siedząc okrakiem na moich biodrach zaczął zdejmować mi stanik, poczułam jakby coś zaczynało rozsadzać mi czaszkę od środka. Jęknęłam z bólu, ale wtedy Eliot zaczął mnie dotkać i pewnie pomyślał, że było to spowodowane tym co robił, bo nie przestawał. Chciała go poprosić, żeby przestał, ale głos uwiązł mi w gardle.
Oliver, proszę ratuj mnie – pomyślałam, kiedy łzy zaczęły spływać po moich skroniach. – Kocham cię.

Ratuj mnie. Kocham cię – usłyszałem jej głos. Obejrzałem się za siebie, ale nie było jej ani na parkiecie, ani nigdzie indziej.
– Jeśli jej szukasz, to poszła na górę z tamtym demonem – powiedziała Poopy, sącząc napój przez słomkę.
– Co? – zaskoczyła mnie.
– No poszła na górę. A jak myślisz co się robi na wyższych piętrach domu, na imprezach?
– Poopy.
– S E X – przeliterowała, prowokacyjnie wydymając usta. – Ja swoje dziewictwo straciłam na właśnie takiej imprezie, sam wiesz z kim. Jeśli chcesz uratować jej płomień to się pospiesz, bo inaczej demon może go przejąć, Ollie.
– Jeśli wie kim ona jest to tak, ale nikt tego nie wie na pewno. Drugiego płomienia nie widziano od trzystu lat.
– Och, Ollie, Ollie. Wybaczę ci, że się z nią wtedy całowałeś, jeśli pójdziesz teraz po nią i sprawisz, że znów będziecie parą. Nie mogę na to patrzeć, jak się od miesięcy zamartwiasz. Biegnij!
Zanim skończyła mówić, ruszyłem biegiem przez tłum, torując sobie drogę łokciami. W korytarzu na pierwszym piętrze minąłem ogromny stojący zegar z kukułką. Byłą dokładnie Jedenasta jedenaście.
Jeszcze tylko minuta. Muszę się pospieszyć, bo jeśli to ona jest drugim płomieniem to będzie źle. Ale dlaczego właśnie z nim, przecież to zło wcielone. A jego prawdziwa forma? Na pewno by się przestraszyła.
– Dlaczego ten dom musi być taki wieki!? – wrzasnąłem, kiedy za kolejnymi drzwiami też ich nie było.
– Potrzebujesz pomocy? – zapytał Marco siedzący na schodach prowadzących na drugie piętro. – Bo jak tak to z chęcią pomogę.
– Gdzie ona jest!? – warknąłem, podbiegając do kuzyna. – Gadaj Silver Fire.
Złapałem go za przód kostiumu Wampira.
– Spokojnie First Red Flame. Są na trzecim piętrze, przedostatnie drzwi na lewo.
Wypuściłem go i ruszyłem biegiem. Kiedy dopadłem odpowiednich drzwi e pokoju szalał czerwony jak wschodzące słońce ogień.


~*~*~*~*~*~*~*~
Sądzę, że ta notka jest najlepszą ze wszystkich jakie dotąd napisałam,
ale to tylko moja opinia :P. Z utęsknieniem czekam na wasze i wcale nie jest
mi przykro z powodu nie dodawanie notek
przez miesiąc, bo i tak nie komentujecie,
o ile w ogóle ktoś to czyta -,-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz