sobota, 7 grudnia 2013

Caught on... Nothing?



Notka dodana ze względu na pewną bardzo ważną okoliczność.
Moja jedyna czytelniczko, która utwierdzasz mnie w przekonaniu, że te opowiadanie nie jest tak złe jak myślałam zaczynając je pisać, chcę ci złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji twoich siedemnastych urodzin, dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności i żebyś spotkała w swoim życiu kogoś, jak to stwierdziłaś, kogoś tak wspaniałego jak Oliver, kto będzie cię kochał tak jak on kocha Katherine ;)Oliver podpisuje się pod życzeniami :*


Zapraszam na duużo czytania :D

– A więc to jednak ty, Katherine – powiedział, ktoś od strony drzwi.
Elliot przestał mnie całować w szyję, ale ja nadal byłam sparaliżowana bólem
– Witaj Red Flame – powiedział Elliot i zszedł z moich bioder.
Zauważyłam, że jego usta były brudne od czegoś ciemnego. Uniosłam rękę, żeby dotknąć szyi i poczułam na palcach lepką ciecz.
Elliot spojrzał mi w oczy. Jego tęczówki, jak i białka były całkiem czarne.
– Odejdź Demonie i zostaw ją w spokoju – powiedział Oliver, wchodząc głębiej do pokoju. – Ona nie ma z tym nic wspólnego.
– Kim ty jesteś, że możesz mi mówić co mam robić? Durnym podnóżkiem tej Białej dziewczynki, co się uważa za boginię? Daj spokój.
– Cz-zym ty jesteś? – wychrypiałam.
– To Demon, Katherine – odpowiedział mi Oliver. – Pił twoją krew, żeby się wzmocnić.
– C-co?
– Och zamknijcie się oboje – jęknął Elliot.
Wstał z łóżka, a jego rozświetlona blaskiem szalejącego w pokoju ognia sylwetka jakby zaczęła rosnąć. Po chwili miał już jakieś trzy metry wzrostu. Jego włosy zaczęły rosnąć i zmieniać kolor, teraz zamiast blond były szarobłękitne i sięgały kolan. Jego sylwetka i kończyny także się wydłużyły. Ubrania jakie jeszcze na sobie miał rozerwały się na nim, skóra od pasa w górę była szaroniebieska, od pasa w dół czarna, a jego nogi wyglądały teraz jak zwykłe spodnie. Przestraszyły mnie jego długie łydki i to że zamiast stóp miał teraz kopyta, a paznokcie u rąk stały się długimi szponami. Tylko oczy pozostały tak samo czarne jak po wypiciu przez niego mojej krwi. Pod nimi na policzkach miał dziwne wzory, wyglądające jakby były to tatuaże łez.
Potężny ryk jaki wydobył się z jego gardła ogłuszył mnie.
W mojej głowie wciąż rozbrzmiewała piosenka All I Wanted, ale po chwili, kiedy odzyskałam panowanie nad ciałem, usłyszałam całkiem inną melodię.
Ból całkowicie zniknął.
Sięgnęłam po kaburę z pistoletem, którą odłożył na brzeg łóżka Elliot, kiedy mi ją odpiął. Wyciągnęłam pistolet i usiadłam. Na szczęście Elliot Demon był zajęty Oliverem.
– Jestem Pierwszym Arcy Demonem Piekieł i czy tego chcesz, czy nie to musisz ze mną walczyć, bo inaczej ją zabiję.
– Gdybym przyszedł chwilę później, pewnie wyssał byś z niej całą moc, prawda? – prychnął Oliver.
– Mocy nie ruszałem, bo taki ogień mnie nie kręci – powiedział zachrypniętym głosem Demon. – Ale skoro sama do mnie przyszła, to co? Mam nie skorzystać? Nie Bloody Silver? – zapytał odwracając do mnie swój wieli łeb.
– Die, die my Darling – powiedziałam i wystrzeliłam. Kula trafiła prosto w czoło Demona.
– Ktoś cię uprzedził, że tylko tak można zabić Demona, co? – zapytał Elliot i zaśmiał się, zanim zaczął się dosłownie w sobie kurczyć.
– Czytam fantastykę, szmato – powiedziałam zdmuchując dymek z lufy pistoletu.
Spojrzałam na Olivera. Obserwował ciało kurczącego się demona, dopiero kiedy znikło całkowicie spojrzała na mnie. Przez chwilę patrzeliśmy na siebie, a w następnej on tulił mnie do siebie, a ja jak najmocniej chciałam się wtulić w jego nagi tors.
– Katherine, jak mogłaś zrobić coś tak głupiego? – zapytał, kiedy już się od siebie oderwaliśmy. – To było…
– Przynajmniej po sobie posprzątał – przerwałam mu.
– Nie chodzi mi o Demona. No w pewnym sensie. Nie o jego śmierć, a o to co z nim robiłaś.
– Chciałam, żebyś był zazdrosny i przyznał się, że Strażnicy Żywiołów nie istnieją, a nie wiedziałam, że był Demonem. Zapewniam cię, że gdybym wiedziała to bym tego nie zrobiła. I uwierzyłabym od razu kim jesteś.
– Ten ogień to twoja sprawka, wiesz? Jeśli chcesz mocnego dowodu na istnienie Władców Żywiołów to spróbuj go powstrzymać. Możesz sobie wyobrazić, że jesteś gąbkom i wchłaniasz ten ogień.
– Gąbka wchłania wodę, ale dobra…
Zrobiłam tak jak kazał, przy okazji zamykając oczy, ale zamiast gąbki, wyobraziłam sobie, że trawione ogniem przedmioty cofają się w czasie, do momentu kiedy ognia jeszcze nie było, a gdy już otworzyłam oczy ognia faktycznie nie było.
– O mój boże! – zawołałam. – To ja to zrobiłam!?
Byłam tak zaskoczona jak nigdy.
– Tak – powiedział z uśmiechem, po chwili jednak wypuścił mnie z rąk. – Ubierz się, proszę – dodał odwracając wzrok. Jego policzki pokryły się szkarłatem. Kyaaa, jakie to słodkie! No ale miał rację, bo paradowałam przed nim tylko w majtkach. Jeszcze kilka miesięcy temu nie pomyślałabym, że zobaczy mnie taką, ale skoro już to się stało to nie ma sensu się zakrywać.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i z ociąganiem zaczęłam się ubierać.
W sumie to spodobała mi się rola Władcy Ognia i jak się teraz okazuje także nie tylko życiowej, ale także zawodowej partnerki Olivera.
– Jesteś cała we krwi – powiedział Oliver, podchodząc do mnie, kiedy zakładałam na przez nogi sukienkę. – Chodź. – Złapał moją rękę i poprowadził do przydzielonej pokojowi łazienki.
Wziął z jednej z szafek sporo papieru do wycierania rąk i namoczył, po czym delikatnie zaczął wycierać moją szyję. W pewnym momencie jednak syknęłam.
– Przepraszam – szepnął.
– Myślałam, że zareaguję bardziej emocjonalnie, kiedy odkryłam, że mam poharataną od kłów szyję – powiedziałam.
– To normalne, że nie reagujesz – wytłumaczył Oliver. – Na początku przemiany zawsze tak jest.
– Skąd wiedziałeś, że to ja jestem Władcą Ognia? – zapytałam po chwili.
– Nie wiedziałem. Dostałem misję odnalezienia ostatniego głównego Płomienia. Wiedziałem tylko, że chodzi o dziewczynę i że mieszka w Los Angeles. W zasadzie, kiedy ktoś nowy się narodzi to nie wiemy nic poza tymi dwoma czynnikami. Czasami jednak, jeżeli w rodzinie zdarzyło się, że była jakaś magiczna istota, to wtedy znamy imię, nazwisko i każdy drobny szczegół z życia potencjalnej obdarzonej osoby.
– A poza nami kto jeszcze jest? Bo jest na czworo, prawda?
– Tak, ale myślę, że oni sami ci to w końcu powiedzą.
– Co mam przez to rozumieć? – zapytałam, kiedy zaczął wycierać moją mokrą od wody, ale już czystą szyję.
– Wkrótce się dowiesz.
Prychnęłam.
– Byłabyś gotowa tamto zrobić? – zapytał, kiedy założyłam już rękawy sukienki.
– Zapnij – powiedziałam. – Co zrobić?
– Oddałabyś się mu? Temu demonowi? – Zapiął zamek sukienki. – Na marginesie dodam, że Arcy Demona nie zabije strzał w głowę, a tego właśnie odesłałaś do piekieł.
– Czy bym się z nim kochała? Mówiłam, że gdybym wiedziała, że to Demon to bym tego nie zrobiła. Słuchałeś mnie w ogóle?
– A gdyby był człowiekiem, a ja nie przyszedł bym na czas? W zasadzie właśnie zdzierał z ciebie bieliznę, więc…
– Nie wiem, Oliver. Mam szesnaście lat. Zawsze, pewnie jak każda dziewczyna ceniąca to kim jest, chciałabym to zrobić z kimś kogo kocham.
– Odważyłabyś się teraz? – zapytał całują moje ramię. – Tutaj. Ze mną?
– Ta sypialnia do końca życia będzie mi się źle kojarzyła. I nie wiem, czy…
Zaczął całować moją szyję w taki sposób, że już nie mogłam się odezwać.
– Mów do mnie – szepnął, w moje zagłębienie między szyją, a ramieniem.
– N-nie mo-mogę… – sapnęłam.
Cały czas obserwowałam nas w lustrze. Oliver przestał mnie całować, po czym napotkałam jego wzrok w lustrze. Uśmiechnął się.
– Z kimś kogo kocham – powtórzył moje słowa.
– Kocham, ale nie wiem. Ty już to robiłeś – powiedziałam, odwracając się do niego i biorąc jego twarz w dłonie. – Ja się po prostu boję.
– Zaczekam – powiedział. – To twoja decyzja. Pamiętaj, że jeśli będziesz chciała się wycofać to nie będę od ciebie nic żądał. Pozwolę na wszystko – mówiąc to patrzył w moje oczy z powagą, ale przy tym jego tęczówki błyszczy tak, że wiedziałam, iż on już podjął swoją decyzję.
– A ja na niewiele – szepnęłam, rumieniąc się.
– Brakowała mi tego – powiedział i objął dłonią mój policzek.
– Pocałuj mnie wreszcie – nakazałam.
– Jak sobie życzysz, Flame.
Tak bardzo mi tego brakowało. Usta Elliota były twarde, suche i zawsze smakowały alkoholem, lub papierosami, a te Olivera… To jest nie do opisania. Są słodkie, miękkie i delikatne. Smakują jak karmel, ale może mi się to wydaje, bo kocham Olivera i tę słodycz i dlatego to z sobą łączę.
Pocałunek był krótki, ponieważ ktoś nam przerwał.
– Mmmm, jak słodko – zamruczał Marco, stając w drzwiach do łazienki.
– Spadaj stąd – warknął Oliver.
– Oliver – powiedziałam karcącym tonem. – Marco to twój kuzyn, mój przyjaciel i chłopak mojej przyjaciółki, więc…
– Przemiana już nastąpiła? – zapytał Marco.
– Ty wiesz…?
– Zastanów się nad pewną rzeczą, Kat – powiedział blondyn. – Widziałaś tu moich rodziców? Kiedykolwiek?
– Co to ma do…?
– Nie powiedziałeś jej? – teatralnie zdziwił się Marco.
– O czym? – zapytałam spoglądając na Olivera, który wypuścił mnie z ramion.
– Nie powiedziałeś – stwierdził blondyn.
– Zamknij się, Marco – warknął mój ukochany. – Ostrzegam cię.
– Nasz kochany, Red Flame, nie powiedział słodkiej Kat, że kiedy zobaczy swoich rodziców to…
Oliver rzucił się na kuzyna i siadając na nim okrakiem uderzył go w twarz. Wrzasnęłam z przerażenia. Chciałam ich rozdzielić, ale Oliver już więcej nie uderzył Marco. Po postu siedział, jedną ręką przytrzymując jego kostium, a drugą trzymając zaciśniętą w pięść na wysokości piersi.
– Oliver, proszę… Co się stanie, kiedy zobaczę swoich rodziców? Powiedz mi, błagam – powiedziałam, kucając przy nich. Położyłam dłoń na ramieniu Olivera.
– Powiedz jej. Nie możesz jej przed nimi ukrywać. Wiesz, że nawet jak nauczy się kontroli to i tak…
– Powiedziałem ci już żebyś się zamknął! – warknął Oliver i znów uderzył Marco pięścią w twarz.
– Oliver, proszę – powiedziałam, odciągając go od Marco, ale on nadal patrzył na blondyna, jakby planował go zabić wzrokiem.
– Co wy tu robicie!? – wrzasnął ktoś od drzwi na korytarz.
Wszyscy tam spojrzeliśmy.
– Tiffa – powiedziałam.
– Co się dzieje? – zdziwiła się. – Oliver dlaczego siedzisz na moim Marco? Kat się obraziła, to zaczynasz chłopaków podrywać?
Chcąc nie chcąc wszyscy wstaliśmy.
– Ona wie? – zapytałam szeptem, ale po chwili coś sobie przypomniałam. – Wy wszyscy wiedzieliście – powiedziałam. – O tych strażnikach i w ogóle…? Dlaczego mi nie powiedzieliście!? Tiffany?
– Ja…? – zaczęła odwracając ode mnie wzrok. Marco mnie prosił, żebym się nie odzywała – wyszeptała. – Chciałam – powiedziała głośniej. – Bardzo, ale on ma ogień i w ogóle, a ja?
– Nie… Nie mówmy już o tym więcej – powiedziałam, przerywając ciszę, przy okazji zmniejszając napięcie między nami panujące. – Są moje urodziny i chcę się bawić z osobami, które kocham. A tak przy okazji, to muszę znaleźć Maxa – dodałam, łapiąc Olivera za rękę. – Gościu, jesteś mi winien taniec.
Śmiejąc się zeszliśmy na dół, gdzie tłum imprezowiczów świetnie się bawił przy piosenkach Metallici i Linkin Park, które grali Damon Band. Paramore odpoczywali, bo w sumie wiele dziś zrobili.
Dosłownie wskoczyłam na parkiet, ciągnąc za sobą Olivera i razem zaczęliśmy tańczyć do kończącej się już piosenki Linkin Park – Runaway.
– Powiesz mi o co Marco chodziło z moimi rodzicami?
– Nie teraz. Bawmy się!
Zaśmiałam się.


Przed północą Hayley z chłopakami zmyli się do hotelu, a goście upili się i tańcząc przy dudniącej z głośników nagranej muzyce bawili się do prawie trzeciej, no ale w końcu udało się pozbyć ich z domu i ogrodu. Nie podobało mi się to, że już trzeba kończyć, ale w końcu musieliśmy.
Nie wypiłam ani kropelki napojów wysokoprocentowych, ale bawiłam się świetnie, nie licząc faktu, że Elliot wyparował, a ja dostałam napadu, w którym prawie spaliłam dom. Impreza była wspaniała, prezentów od groma i trochę, a ja nawet nie wiem gdzie to wszystko pomieszczę. Mama jednak miała racę, że Oliver sprowadzi mnie na dobrą drogę.
Tiffany spała z Marco w jego sypialni na pierwszym piętrze, a ja z Oliverem w tej, którą aktualnie on zajmował na drugim piętrze. Max wybrał sobie któryś z pokoi, ale jak na złość nikt z nas nie wiedział który.
– Jak ci się podobał prezent od nas? – zapytał Oliver, kiedy po kąpieli wyszłam z łazienki w za dużej na mnie czarnej koszulce Olivera Nirvany i białych bokserkach.
Siedział na łóżku oparty o wezgłowie.
– Masz na myśli Paramore? – zapytałam siadając na brzegu łóżka.
Zaczęłam zaplatać mokre włosy w warkocz.
– Mhm – mruknął.
Poczułam, że łóżko bliżej mnie się ugina, a po chwili Olivera pocałował moją szyję za uchem, gdzie jeszcze kilka godzin temu wykwitała wielka plama krwi, z rany na szyi.
– W sumie to nie było takiego zaskoczenia jakiego byście się spodziewali, co? – zapytałam.
– Racja, trochę się zawiodłem – powiedział znów całując moją szyję, ale po chwili złapał moje ucho zębami. – Miałem nadzieję, że będziesz skakać z radości.
Zaśmiałam się.
– Pewnie by tak było, gdyby Tiffany nie wygadała się o tym tydzień prędzej.
– Wiedziałem, że się wygada – mruknął niezadowolony i opadł bezwładnie na łóżko.
Odwróciłam się do niego i położyłam się na brzuchu opierając się na łokciach. Nogi miałam zgięte w kolanach i uniesione.
– Przecież to Tiffa, ona mówi mi wszy… – zamilkłam. – Chociaż to, że jesteście Płomieniami ukrywała i to zaskakująco dobrze. Chociaż raz dała mi do zrozumienia, że coś ukrywa – dodałam zastanawiając się nad tym głębiej.
– Marco nie jest płomieniem – powiedział Oliver, podpierając się na łokciach.
– Nie? – zdziwiłam się.
– Nie.
– To ja już nic nie rozumiem – powiedziałam marszcząc brwi.
– Ja jestem płomieniem. Red Flame. Marco jest Ogniem. Silver Fire.
– A co to za różnica? – zapytałam. – Przecież płomień to część ognia.
– Nadano nam takie nazwy setki lat temu, kiedy powstaliśmy – zaczął. – Ogień przynależy do tych złych  strażników. Dzieli się on na Czarny i Srebrny Ogień. Flame należy do tych dobrych i dzieli się na Czerwony i Niebieski. Pierwsi są nazywani Fire, ponieważ kiedy używają swoich mocy, tworzą ogień w wielkich ilości i niszczą wszystko. Uwierz mi trudno ich od tego oduczyć. Ja jestem Flame, ponieważ potrafię ograniczyć swoją moc i używać jej rozsądnie, a jak każdy wie płomień jest niewielki.
Patrzyłam na niego z zachwytem.
– Nie oznacza to oczywiście, że Flame są słabsi od Fire, co to to nie.
– A ja? Jestem Flame, czy Fire? – zapytałam.
– I tu jest ten haczyk. Nigdy tego nie wiadomo. Nie wiem nawet czy jesteś głównym strażnikiem ognia, czy tylko pobocznym, słabszym od takich jak ja i Marco.
– A druga strażniczka ognia? Ta dla Marco? Jest już taka?
– Tak, ale jej moc jest na razie uśpiona.
– Kto nią jest?
– Zaczekaj do dziewiętnastego listopada.
– Dziewiętnastego…? Przecież to urodziny Tiffy.
– No.
– To ona jeszcze nie ma mocy, a mogła wiedzieć o ogniu i w ogóle, a ja nie!? – ofuknęłam się.
– Dwa miesiące temu chciałem ci powiedzieć, to stwierdziłaś, że oszalałem.
– Nie mówiłam, że oszalałeś, tylko że to niedorzeczne, a to różnica. No i tak na marginesie to… – spojrzałam na swoje dłonie, którymi zaczęłam nerwowo skubać poduszkę. – Chcę cię przeprosić, że ci nie wierzyłam i chcę też żebyśmy oficjalnie do siebie wrócili – wyszeptałam.
Oliver przekręcił się na bok, podpierając jedną ręką głowę, a drugą zwrócił moją twarz w swoją stronę.
– Nie wydaje ci się, że już do siebie wróciliśmy?
Odetchnęłam zamykając oczy.
– Chcę, żebyś wybaczył mi to jak się zachowywałam przez czas, kiedy nie byliśmy razem.
Mimo zamkniętych oczu wiedziałam, że Oliver zbliżył do mnie swoją twarz. Czułam jego słodki, ciepły oddech na wargach.
 – Nie ruszaj się – szepnął, muskając przy tym swoimi wargami moje usta. – Zaraz ci coś pokażę.
Przestałam się ruszać, nawet przestałam oddychać. Po chwili wargi Olivera dotknęły moich. Było to tak delikatne muśnięcie, że przywołało mnie o dreszcz. Na skórze moich ramion wystąpiła gęsia skórka. Nabrałam szybko powietrza, zanim pocałunek znów nastał. Był chyba najdłuższym ze wszystkich jakie w swoim życiu doświadczyłam. Długi, powolny i bardzo zmysłowy.
– To miało znaczyć tak? – zapytałam, kiedy skończyliśmy. Wciąż nie otwierałam oczu.
– A jak myślisz, Flame? – zapytała. – Otwórz oczy.
Powoli uniosłam powieki.
Oliver usiadł i zacisnął swoją dłoń trzymając ją na wysokości pępka. Ja też usiadłam, wtedy rozwarł palce, a tam nad jego skórą rozpalił się maleńki czerwony płomyk, który z każdą chwilą rósł i rósł.
– Dotknij – powiedział.
– Ale to… – zaczęłam.
– Ogień? Strażniczka Ognia, boi się ognia? Nieźle to brzmi.
Szybko przesunęłam dłonią ponad płomieniem.
Brązowowłosy zaśmiał się.
– Tak to nawet człowiek się nie oparzy. Nie bój się, proszę.
– No dobra, ale jak się oparzę to będziesz moim sługą do końca tego tygodnia.
– Trzy dni? Spoko – powiedział. – Mógłbym całe życie, ale skoro tylko do końca tygodnia…
Spojrzałam na niego spode łba.
– A jeśli się nie oparzysz? – zapytał.
– Zrobimy to – wypaliłam bezmyślnie.
– ‘To’ znaczy co? – zapytał, chociaż oboje wiedzieliśmy, że dobrze wie co mam na myśli.
– Oddam ci się. Tej nocy. – Dlaczego ja to powiedziałam?
– Jesteś pewna? – zapytał, unosząc jeden kącik ust.
– W zupełności. – Wcale nie!
– Okey, a teraz proszę.
Przysunął dłoń, na której wykwitał płomień, bliżej mnie.
Powoli podniosłam dłoń i dotknęłam najmniejszym palcem płomienia. Zamknęłam oczy i skuliłam ramiona ze strachu, ale ból, którego się spodziewałam nie nastał, a przyjemne ciepło, takie jak to, które wywołuje w moim sercu Oliver. Otworzyłam oczy. Mój palec nie zaczął się zwęglać, jak się tego spodziewałam. Zrobił się tylko czerwony w miejscu gdzie stykał się z płomieniem, świecąc jak lampka choinkowa.
– Wow! – zawołałam zaskoczona, wyciągając palec z płomienia. No, ale jak na złość płomień, który unosił się nad dłonią Olivera przeniósł się częściowo na mój palec i on płonął teraz jak zapałka. – Mój palec się pali – stwierdziłam. – Cholera, mój palec się pali! – wrzasnęłam, prostując się. Jak na ironię, siedziałam na skraju łóżka i przez to poleciałam do tyłu i spadłam na podłogę. – Auua – jęknęłam, siadając.
– Wszystko dobrze? – zapytał Oliver schodząc z łóżka i kucając obok mnie.
– Tak.
– On nadal płonie – powiedział.
Spojrzałam na swój palec, mierząc go morderczym spojrzeniem, po czym chuchnęłam na niego, ale płomień nie zgasł.
– Jakiś wieczny ten ogień, czy coś?
– Dokładnie. Wiatr go nie zdmuchnie, a bardziej podsyci – powiedział i w tym samym momencie mały płomyk się powiększył, obejmując palec do połowy. – Tylko woda.
– Dzięki za ostrzeżenie – burknęłam i wsadziłam palec do buzi. Kiedy go wyciągnęłam już nie płonął. – No – powiedziałam z zadowoleniem.
Oliver zaśmiał się i powalił mnie na podłogę, całując moją szyję.
– Oliver tu głupku! – zawołałam śmiejąc się.
– Jak mnie nazwałaś? – zapytał, patrząc na mnie z góry.
Zaczęłam gładzić jego nagi tors.
– Głupek – powiedziałam patrząc mu wprost w oczy.
– Nie wybaczę! – zawołał i ugryzł mnie w ucho, a później wydawał dźwięki, że niby gryzie mnie w szyję.
Zaczęłam się śmiać, bo to co robił bardzo łaskotało.
– Przestań! – wołałam. – Oliver, nie! – próbowałam go odepchnąć, ale brzuch tak bardzo bolał mnie ze śmiechu, że nie potrafiłam.
– Zemsta – mruknął w moje ucho i znów lekko ugryzł jego chrząstkę.
– Idź się kąpać – powiedziałam, kiedy całował moją szyję pod brodą – a ja pójdę do kuchni skubnąć trochę smakołyków, bo głodna jestem. Mam nadzieję, że coś jeszcze zostało.
– Wątpię, ale możesz iść, bo chętnie bym się czegoś napił.
– To ty miałeś mi usługiwać.
– Właśnie, co do naszego zakładu. – Uśmiechnął się złowieszczo. – Przegrałaś.
– A widzisz to tutaj? – zapytałam, pokazując mu palec, który do niedawna się palił. – Zrobiło się czerwone i boli.
– Przegrałaś – powtórzył.
– Wcale nie! – zawołałam, wyswobadzając się z jego objęć.
Zerwałam się na równe nogi i dopadłam drzwi, ale zanim zdążyłam wybiec na korytarz, Oliver złapał mnie w pół i przytrzymał.
– Będę czekał – szepnął i wypuścił mnie z objęć.
Zaczęłam biedz w stronę schodów, ale zanim do nich dobiegłam, odwróciłam się do Olivera i pokazałam mu język, kładąc wskazujący palec pod lewym okiem.
Kiedy dobiegłam do schodów, już nie szłam tak szybko. Usiadłam na poręczy wielkich schodów i zjechałam bokiem w dół.
W wielkim salonie, gdzie odbywała się impreza, było ciemno i bardzo cicho. Zapaliłam światło i zaczęłam przeszukiwać półmiski, w których były słodycze mojej mamy, ale wszystkie niestety wyparowały.
Nie znalazłszy niczego pobiegłam boso między kubkami po piwie do kuchni. Tutaj światło też się nie paliło, ale nie mogąc znaleźć włącznika, próbowałam po ciemku znaleźć lodówkę. Na szczęście szybko mi się udało. Otworzyłam ją, a ktoś za mną wrzasnął z przerażenia.
– Cholera jasna! – zawołałam przerażona. – Max, co ty tu robisz?
– Jem – powiedział i zapalił światło. – Nie słyszałem jak weszłaś.
– Znalazłeś coś do jedzenia? Gdzie? – zapytałam, wyciągając z lodówki dwie puszki lemoniady.
– Jak tu wszystko organizowaliśmy, to schowałem kilka drobiazgów, bo wiedziałem, że będziesz myszkowała w nocy po kuchni.
– Bardzo śmieszne – powiedziałam.
Podeszłam do niego i wyrwałam mu z dłoni paczkę bekonowych chipsów.
– Marco pokazał mi coś, więc tam schowałem słodycze.
– Co ci pokazał? – zapytałam, kiedy szedł w stronę lodówki.
– A o to – powiedział i sięgnął za lodówkę. Po chwili pociągnął za coś na ścianie, a ta otworzyła się jak drzwi.
– Wow! – zawołałam, kiedy Max zapalił światło, które rozświetliło białą spiżarkę. – Dlaczego ja o tym nie wiedziałam? – zapytałam, podchodzą do niego.
– Bo wszyscy wiedzą, że dużo jesz – powiedział, a ja uderzyłam go w ramię.
– Ale i tak nie tyję, więc się odwal.
Wzięłam, kilka paczek chipsów, cukierków i żelek. No i kilka puszek lemoniady i Pepsi i wróciłam do sypialni Olivera.
W pokoju było ciemno, ale żeby nie przestraszyć się, jeśli Oliver leżałby w łóżku, rzuciłam na nie jedną puszkę z napojem, ale nie usłyszałam jego jęku, więc zapaliłam światło i weszłam do pomieszczenia. Zanim zdążyłam zamknąć drzwi one zrobiły to same. Odwróciłam się przerażona, przy okazji wypuszczając z rąk słodycze.
Za drzwiami stał Oliver. Z jego włosów kapała woda, a na sobie miał tylko bokserki. Patrzył na mnie z pożądaniem, naprawdę bardzo widocznym i przerażającym.
– Boję się ciebie bardziej niż Elliota – jęknęłam.
– No cóż, ja nie jestem żadnym tak słabiutkim Demonem, a Red Flame, to do czegoś zobowiązuje.
Wydałam z siebie dźwięk, coś pomiędzy jękiem, a histerycznym śmiechem.
– Zaczynamy? – zapytał, ale nie oczekując na odpowiedź powalił mnie na łóżko.
Pisnęłam zaskoczona, a później się zaśmiałam.
Olivera zaczął mnie całować, a ja oplotłam jego biodra nogami i zaczęłam go do siebie przyciągać, jak najmocniej mogłam.
– Nie chcę – sapnęłam, kiedy oderwał się od moich ust i całując moją szyję zaczął unosić moją koszulkę, którą na sobie miałam, odsłaniając mój pępek z kolczykiem.
– Zakład to zakład – powiedział.
– Nie uzgadnialiśmy, kiedy to ma nastąpić – sapnęłam, powstrzymując jęk spowodowany przyjemnością, jaką sprawiał mi dotyk jego dłoni i ust na mojej rozgrzanej skórze.
– Do końca tygodnia – powiedział i zawisnął nade mną. – Sama tak mówiłaś.
– Hee!? – jęknęłam przerażona. – Ale to było odnośnie twojej przegranej.
– Już za późno – powiedział i zdarł ze mnie swoją koszulkę.
– Oliver – pisnęłam.
Po jakiejś godzinie siłowania się Oliver dał za wygraną.
– Już dłużej nie mam siły – jęknął opadając na łóżku na plecy.
Ja położyłam się na boku obserwując go. Oboje byliśmy przykryci tylko do połowy, więc dla postronnego obserwatora, mogło to wyglądać, jakbyśmy właśnie przestali się kochać.
– Skąd ty bierzesz tę siłę? – zapytał spoglądając na mnie, spod przydługiej brązowej grzywki.
– Jestem, dziewczyną. Do końca będę bronić swojego dziewictwa.
Uśmiechnął się.
Podniosłam się, a po chwili już siedziałam na biodrach Olivera. Oboje wciąż mieliśmy bokserki, ale byliśmy przykryci, więc musi to wyglądać, jakbyśmy właśnie…
– Nie mówiłaś mi jak się bawiłaś na imprezie – powiedział, kiedy teraz to ja całowałam jego szyję. – Dobrze wyszło?
– Świetnie. Szkoda, że tak krótko się razem bawiliśmy. A właśnie. Dlaczego Poopy tu była? – zapytałam prostując się.
– Z tego samego powodu co tamten Demon.
– Naprawdę? – zadziwiłam się. – Chciałeś, żebym była zazdrosna?
– A byłaś? – zapytał.
– A ty byłeś?
– Ja pierwszy zapytałem.
– Więc pierwszy też odpowiesz.
Zaśmiał się.
– Jak cholera byłem zazdrosny – powiedział w końcu.
– Ja czułam bardziej ból.
– Wybacz – powiedział, przyciągając mnie za brodę.
Położyłam się na nim i znów zaczęliśmy pocałunek.
– Nie ma sprawy, ale całuj mnie więcej.
Tak zrobił.
– Impreza była świetna. Moja szesnastka była dużo lepsza od twojej osiemnastki.
– Masz coś do mojej osiemnastki?
– To było drugiego sierpnia – powiedziałam. – Przeżytek.
– Ja ci dam przeżytek!
Zaczął mnie do siebie przyciskać jak najmocniej mógł, przy okazji sprawiając, że moje żebra zaczęły skrzypieć, ale co mi tam. Mój Oliver może robić ze mną co chce. No może poza seksem bez mojej zgody.
Zaczęłam wspominać tamten dzień. Jeszcze przed naszą kłótnią.


*

– Tak mamo, nie będzie to jakaś wielka impreza, czy coś. Kilku znajomych i zabawa na całą noc. To nic wielkiego.
– Ja już znam te twoje grono kilku znajomych – powiedziała, pakując swoje smakołyki do odpowiednich pojemników.
– No naprawdę kilkoro. Będzie oczywiście Oliver, ja, Tiffa, Marco, Steven, Curtis, Delaney i Jeff – wytłumaczyłam. – Chociaż, chłopaki, może przyprowadzą swoje dziewczyny,  ale to i tak niewiele zmieni.
– Ja nie mam nic przeciwko, tylko dziecko na boga nie pij, dobrze?
– Odkąd mam Olivera, jestem wzorowym abstynentem. Sama go zapytaj.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili wszedł do środka. To już było normą, że Oliver tak wchodził do naszego domu.
– Dzień dobry, pani Satine – przywitał się, wchodząc do kuchni.
– Mówiłam ci mój drogi, żebyś mówił mi po imieniu.
Nawet ojciec ostatnio pozwolił mu zwracać się do siebie po imieniu.
– Przepraszam, Sally. Mogę już zabrać Katherine?
– Owszem i weźcie też to – powiedziała podając Oliverowi koszyk ze słodyczami. I tak przy okazji to wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin.
– Dziękuję – powiedział, lekko zmieszany.
Złapałam go za rękę i razem wyszliśmy z domu do jego auta. Dopiero, kiedy usiedliśmy mogłam go pocałować.
– Tęskniłam – powiedziałam.
– Widzieliśmy się już dzisiaj.
– Ale ja i tak tęsknię, zawsze.
Zaśmiał się.
– Wszystkiego najlepszego, Oliver – szepnęłam. – Proszę – powiedziałam podając mu torebeczkę z prezentem. – To żaden tam jakiś super prezent, tylko zwykła ozdoba. Mały drobiazg.
– Nie musiałaś – powiedział, wyciągając dwie duże białe kostki do gry zawieszone na łańcuszku. – Wow! – zawołał zaskoczony. – Od kilku miesięcy próbuję takie znaleźć i nigdzie nie mogę – powiedział i zawiesił kostki na lusterku wstecznym. – Ale w sumie to ja nie mam jednego samochodu – powiedział.
– Dlatego kupiłam, różnokolorowe do każdego z nich.
– Jesteś niesamowita.
– Kto by pomyślał, że taki stary pryk uciesz się z takiego czegoś – zaśmiałam się.
– Jak mnie nazwałaś?
Pokazałam mu język.
Zaśmiał się i złożył pocałunek na moim czole.
– Mam też bardzo fajne perfumy dla ciebie – powiedziałam.
– Jesteś niemożliwa.
Imprezę zrobiliśmy u Marco i Olivera. Rodziców tego pierwszego nie było, jak zwykle zresztą.
Delaney przygrywał na swojej basie, Steve i Jeff wtórowali mu na elektrycznych, a Curtis wystukiwał rytm pałeczkami z chińszczyzny na wszystkim co stało na stole. Oliver pisał coś na kartce i za każdym razem, kiedy chciałam zobaczyć co, to ją chował. Marco i Tiffa siedzieli na podłodze przy telewizorze i kłócili się co będziemy oglądać. W końcu ten pierwszy się wkurzył i włączył Zaćmienie, ale gdy tylko zobaczyliśmy twarz Belli to Tiffa włączyła jedynkę Underworld i był spokój.
– Co tam piszesz? – zapytałam w pewnym momencie Olivera.
– Nico – powiedział. – Tak sobie bazgram.
Okazało się, że pisał piosenkę, ale do dziś jej nie usłyszałam.


*

– Pamiętasz to co pisałeś w swoje urodziny? – zapytałam, siadając.
– Taa, a co?
– Powiesz mi co tam napisałeś?
– Nie.
Prychnęłam.
– To powiedz mi co się stanie, kiedy zobaczę swoich rodziców.
Nagle drzwi od pokoju się otworzyły.
– Ja pierdole! – wrzasnął Max.
– Co ty tu do cholery robisz!? – wrzasnęłam i złapałam poduszkę, żeby zakryć nagi biust, po czym usiadłam na łóżku obok Olivera. On też usiadł.
– Co wy robicie!? – warknął.
– To nie jest to na co wygląda – powiedział Oliver ze spokojem. – Spójrz, oboje mamy bieliznę – powiedział odkrywając nas.
– Oliver! – pisnęłam i zakryłam się znów, tym razem po szyję.
– No chyba nie do końca – prychnął młody.
– Się czepiasz – mruknęłam i mocniej przytuliłam poduszkę.
– Max, coś się stało? – zapytał Oliver.
– Na przykład to, że ty masz osiemnaście, a Kat dopiero szesnaście lat. Ciebie rozumiem, ale ją? Myślałem, że nie jesteś z tych, ale dajesz mi ku temu coraz więcej powodów.
– Zabije kurdupla – syknęłam i rzuciłam w niego drugą poduszką.
– A poza tym to stało się coś innego? – zapytał Oliver.
– Tak – powiedział Max nie patrząc na nas. – Na trzecim piętrze znalazłem ubranie, które miał na sobie Elliot i kluczyki od jego GT 40. Zapomniał, czy coś?
– Jeśli chcesz, to oddam ci ten samochód za dwa lata, kiedy zrobisz parowo jazdy. Elliotowi, już i tak się nie przyda.
– Serio!?
– Tak.
Młody wybiegł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.
– Nie znoszę go – jęknęłam.
– Doceń to co masz, zanim to stracisz – powiedział Oliver kładąc się.
Zamknął oczy i zakrył je przedramieniem.
– Przepraszam – szepnęłam i położyłam się Oliverowi na klatce piersiowej, odkładając poduszkę na bok. – Zapomniałam co ty straciłeś. Nie chcę, żebyś brał do siebie to, że kłócę się z Maxem. Ja po prostu, czasami…
– Czasami myślę, że gdyby nie ja to Max by się tobą opiekował – powiedział. – Stał się twoim małym obrońcą, kiedy mnie przy tobie nie było.
– Był nim, to prawda – przyznałam. – Nadal jest.
– Marco ma rację, nie mogę tego przed tobą ukrywać – powiedział, przerywając ciszę. – Pamiętasz jak zginęła moja rodzina? – zapytał.
– W pożarze – powiedziałam, a po chwili coś do mnie dotarło. – To to się stanie kiedy zobaczę Sally i Robbego? – zapytałam. – Zabije ich moja moc? – zapytałam, a w moich oczach zebrały się łzy.
– Tak – powiedział Oliver z westchnieniem i przytulił mnie.
– Opowiedz mi o tym – powiedziałam łamiącym się głosem.
– Jedno z nich musi zginąć, ale jeżeli oboje będą w tym samym czasie i miejscu co ty to niestety zginą oboje. Na dodatek jeśli Max będzie tam z wami to twój ogień go nie ominie.
– Ale Max… – zaczęłam i spojrzałam w oczy Olivera. – On jest moim przyrodnim bratem, a Robby nie jest moim biologicznym ojcem. Pamiętasz?
– A więc tylko twoja matka jest w niebezpieczeństwie.
– Nie jeśli odnajdę Jaya Harrisa. Mojego biologicznego ojca – powiedziałam ożywiona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz