No dobra, przydało by się coś napisać na wstępie, więc...:
Dziękuję SuSusce za komentarz pod prologiem. Kurde gdyby nie ty to bym nawet nie wiedziała co to blog, hehe. I to nie bujda!
Ok, kolejna notka Light My Fire, której (zresztą jak moich pozostałych blogów :( ) nikt nie polubi. Nie zanudzam zapraszam na notkę.
P.s. Dzięki Natalii z mojej klasy za poleceni mi pewnego świetnego bloga: sweet--sound.tumblr.com
Oczywiście zachęcam do czytania go ^.^
Dziękuję SuSusce za komentarz pod prologiem. Kurde gdyby nie ty to bym nawet nie wiedziała co to blog, hehe. I to nie bujda!
Ok, kolejna notka Light My Fire, której (zresztą jak moich pozostałych blogów :( ) nikt nie polubi. Nie zanudzam zapraszam na notkę.
P.s. Dzięki Natalii z mojej klasy za poleceni mi pewnego świetnego bloga: sweet--sound.tumblr.com
Oczywiście zachęcam do czytania go ^.^
Na plaży Marko i Tiff zostali
przy samochodzie, a ja I Oliver poszliśmy do wody. Co tu dużo gadać. On zdjął
swoją koszulę, więc ja zdjęłam swoją i pływaliśmy tak w dżinsie, krępującym
nasze biodra i rozmawialiśmy o sobie.
Po jakimś czasie zostawiliśmy
Marco i Tiff na plaży, bo stamtąd mięli blisko do domu Marco, a ten chciał jej
coś pokazać u siebie w ogrodzie.
Oliver odwiózł mnie do domu,
bo głowa zaczęła mnie boleć tak samo jak dziś rano. Do domu wniósł mnie na
rękach, bo przez tępy ból w skroniach nie mogłam się utrzymać na nogach. Ramieniem
nacisnął dzwonek, drzwi otworzył tata. Był zdziwiony widząc młodego chłopaka w
drzwiach swojego domu z jakąś, prawdopodobnie pijaną dziewczyną na rękach.
Dopiero po chwili, gdy mama podeszła do taty, poznała mnie natychmiast.
Ojciec był zbyt zszokowany,
żeby zabrać mnie od Olivera, więc mama kazała mu zanieść mnie na górę. W mojej
sypialni położył mnie na łóżku, a mama zamknęła za nami drzwi. Położył się obok
mnie i zaczął głaskać dwoma palcami po skroni.
Ból był nie do wytrzymania,
ale jak najbardziej byłam świadoma tego co się wokoło mnie działo.
Brązowowłosy patrzał na mnie
bez słowa, ale po chwili zaczął coś śpiewać. Coś bardzo znajomego, ale jednak nie
zrozumiałam ani słowa, bo śpiewał w jakim dziwny języku. Wsłuchałam się w jego
melodyjny cichy głos tak bardzo, że w końcu zasnęłam.
Śniło mi się, że miałam na
sobie białą długą suknie z gorsetem, z rozcięciem na prawym udzie i wizerunkiem
czerwonego słońca na lewym. Nie miała ramiączek, tylko biały rzemyk na szyję,
zakończony przy gorsecie małym czerwonym słoneczkiem, takim jak na udzie.
Stałam na boso w kręgu ognia,
wokoło mnie z wysokości dwudziestu metrów spadał wodospad wody, zamykający się
w kolejny krąg wokoło mnie, nad moją głową huczał wiatr i śmigały złote
błyskawice. Kolejnym kręgiem były drzewa.
Przejrzałam się w tafli wody.
Moje włosy, zarówno jak i tęczówki błyszczały szkarłatem.
Próbowałam otaczającym mnie ogniem
przełamać te kręgi. Nie wiem jak to zrobiłam ale z moich dłoni wylatywały
płomienie czerwonego ognia. Nic to nie dawało, bo wody było zbyt dużo.
Po kilku próbach, w których próbowałam
przebić wodospad kulami ognia, poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Dłoń należącą
do Olivera.
Spojrzałam na niego. Uśmiechnął
się i podał mi dłoń. Razem wykonaliśmy jaką skąplikowaną pieczęć i puściliśmy
przed siebie strumień czerwonego ognia, który przybrał wygląd chińskiego smoka.
Bestia pognała jak szalona i w mgnieniu oka złamała wszystkie bariery żywiołów….
– Katherine, obudź się.
– Oliver? – zapytałam
szukając go ręką na pościeli.
Natrafiłam na coś ciepłego i
małego.
– Kto to Oliver? – zapytał
ten ktoś.
Dopiero po chwili zdałam
sobie sprawę, że to Max, a ja właśnie próbuję go przytulić. Otworzyłam oczy i
odepchnęłam go tak mocno, że spadł z łóżka.
– To ten koleś, który leżał
wczoraj z tobą w łóżku?
– Tak, ten. I co z tego?
– A nic. – Wstał z podłogi i
pomasował ramię, bo najwyraźniej je sobie stłukł.
– Co robił!? – Dopiero teraz
dotarły do mnie jego słowa.
Może jednak Tiff ma racje?
Mam spóźniony refleks.
– Leżał w twoim łóżku.
Dopiero teraz zaczęłam sobie
przypominać. Teraz także widziałam dokładnie mój sen. Za każdym z kręgów stały
postacie, a razem było ich osiem i to one panowały nad żywiołami, tak jak ja i
Oliver nad ogniem.
– Spadaj. Muszę się przebrać.
– Rodzice chcą cię widzieć.
– Powiedz im, że najpierw wezmę
prysznic.
Odchrząknął, kiedy
wychodziłam spod kołdry.
– Uwaga cytuję: „Ma się niezwłocznie
pokazać w kuchni, albo… Nie, nie. Jak przyjdzie to się dowie.” Tak powiedział
tata.
– Dobra, kurduplu. Idziemy.
Wyszliśmy z mojego pokoju i
zeszliśmy na dół do kuchni.
Po drodze przypomniało mi się
też, że te postacie w moim śnie szeptały coś do mnie. Coś podobnego do tego co
śpiewał mi wczoraj Oliver. Sen został ochrzczony tytułem „Nocne Szepty”.
Gdy weszłam do kuchni
poczułam na sobie ciężar oskarżycielskiego spojrzenia ojca, jakim zwykł mnie
zaszczycać. Nie owijając w bawełnę powiedział:
– Kim był ten młody
mężczyzna, który przyniósł cię wczoraj, gdy byłaś pod wpływem alkoholu?
– Odpowiem po kolei na
wszystko, tylko nie krzycz.
– Na to liczę, a więc dobrze.
– Chłopak, który wniósł mnie
do domu, bo nie mogłam iść sama, to kuzyn chłopaka mojej przyjaciółki.
– Naprawdę? Nie wiedziałam,
że chłopak twojej przyjaciółki ma jakichś kuzynów poza Los Angeles –
powiedziała mama, odrywając oczy od jakiegoś kolorowego czasopisma.
Ale Robby nie zrozumiał.
– Ma – przyznałam. –
Widziałaś jaki od blady? Biały jak mleko.
– Dokładnie tak pomyślałam.
Obie się zaśmiałyśmy.
– Jaki kuzyn? Kogo chłopak? –
zapytał tata.
– Moja przyjaciółka Tiffany
Brielle…
– Ta młoda śliczna panienka o
blond włosach i ślicznej buzi?
– To zabrzmiało jakbym była
szkaradna. Nie to nie ona. Ta to Diana. – Wzdrygnęłam się wymawiając to imię. –
Mam na myśli tę wysoką, o farbowanych kasztanowych włosach i świetnej figurze.
– Tiff jest farbowana? –
zapytała Sally zdziwiona, a ja kiwnęłam głową.
– Ta rozwrzeszczana i dziwnie
ubierając się dziewucha?
– Tak. Ta z topazowymi oczami
i czarną maleńką łezką pod lewym.
– Już wiem. A dalej? –
ponaglał.
– To właśnie kuzyn Marco
mnie…
– Kim jest Marco?
– Marco Colins. Chłopak Tiff.
– Ach tak. Mów dalej. – I tak
nie wiedział o kogo chodzi.
– No to… Kuzyn Marco mnie
odwiózł, bo został o to poproszony. Nie byłam pijana. W ogóle nie piłam
alkoholu. Opiłam się tylko trochę słonej wody kiedy nurkowałam. Głowa zaczęła
mnie boleć, to dlatego nie mogłam iść sama, bo przed oczami zrobiło mi się
biało tak mocno paliło.
– Rozumiem. – Teraz obrzucił
moje włosy takim spojrzeniem jakbym zwymiotowała mu na buty.
– Sam dałeś mi na to
pieniądze, więc się nie czepiaj.
– Jak to mam się nie
czepiać?! – wrzasnął.
– Co? Zazdrościsz, że nie są
kasztanowe jak twoje?
– Nie chodzi o to! Miałaś
takie piękne włosy, a teraz…?
– Mam takie jak mama. No…
prawie.
Tata i Max mieli kasztanowe,
a mama rude. Zawsze zastanawiam się po kim ja mam… miałam miodowo złoty blond.
Pewnie podmienili mnie w szpitalu.
– Mi się podoba – wtrąciła
Sally. – Wyglądasz jak ta piosenkarka i na dodatek te twoje zielone oczy.
Właściwie to szarolimonkowe.
– Mam je po tobie.
– Dość! Dziś pójdziesz
przefarbować włosy na swój naturalny kolor – powiedział władczo Robby
– Nie. Nie będziesz mi
rozkazywał. I nie chcę rozjaśniać włosów, bo mi wszystkie wypadną.
Z jednej z szafek wyciągnęłam
szklankę, wsadziłam do niej dwie tabletki aspiryny i zalałam zimną wodą. Kiedy
już się rozpuściły, wypiłam lek duszkiem.
– Idę wziąć prysznic i bardzo
cię proszę ojcze nie krzycz, bo czaszka mi pęka.
W pokoju opadłam bezwładnie
na łóżko, chowając głowę w poduszkach. Dłońmi mocniej przycisnęłam poduszkę do
twarzy i wrzasnęłam jak najgłośniej mogłam. Krzyczałam dopóki nie poczułam
piekącego bólu w gardle. Pod poduszką coś zaczęło brzęczeć.
– She live’ s in the… – śpiewała Heyley.
– Halo? – zapytałam ochrypłym
głosem i oparłam głowę na podbródku.
–Wszystko dobrze? Głowa cię
już nie boli? – zapytała tak cicho Tiffa, że ledwo ją zrozumiałam.
– Jeszcze trochę boli, ale da
się to znieść. Wzięłam dwie aspiryny i już jest lepiej. Ale teraz to nieważne…
– Wiedziałam, że zaczniesz. I
co się stało? Bezpiecznie wróciłaś do domu? – zapytała zmartwiona.
– Tak, ojciec mnie nie
poznał, kiedy Oliver wniósł mnie do domu.
– Wniósł cię do domu? –
zapiszczała.
– Tak, bo nie mogłam sama
iść.
– Aż tak mocno bolało?
– Tak. I chyba już wiem
dlaczego – odchrząknęłam i przekręciłam się na plecy.
– Naprawdę? To mów.
– Wczoraj gdy Oliver kładł
mnie do łóżka, to zaczął coś śpiewać. Nic nie zrozumiałam, bo to nie było po
angielsku…
– Był w twoim pokoju?! I
kładła cię do ł ó ż k a?
– Tak, bo Robby to kretyn i
nie rozpoznał własnej córki.
– Skoro nie wiedział, że
jesteś ruda…
– I ty Brutusie przeciwko
mnie?
–Nie. – Zaśmiała się. – Mów dalej.
– Zasnęłam i śniły mi się jakieś
dziwne postacie, które szeptały do mnie to samo co Oliver śpiewał.
– Może dlatego szeptały, bo
prędzej już to słyszałaś?
– Nie, na pewno nie. Teraz
jak się nad tym zastanowię to już od tygodnia słyszałam te szepty, tyle że
starałam się o tym zapomnieć i udawało się.
Po drugiej stronie słuchawki
zapadło milczenie.
– Tiffa? Wiem, że sądzisz, że
zwariowałam, ale to co właśnie powiedziałam to prawda. I ja wcale nie słyszę
głosów, bo to było tylko w śnie! – wrzasnęłam i rzuciłam telefonem w ścianę
naprzeciw łóżka. Coś za ścianą spadło na podłogę, ale nie przejmowałam się tym.
Chyba nic się telefonowi nie
stało, bo nadal słyszałam w nim krzyki Tiffany.
Wstałam i podniosłam go.
– Przepraszam – szepnęłam.
– Nic się nie stało. Ja… po
prostu nie wiedziałam co powiedzieć.
– Znowu.
Usiadłam na dywanie w miejscu
gdzie wylądował telefon.
– Co? – zapytała zdziwiona.
– Napad.
– No tak. Biedny telefon. To
już trzeci raz w ciągu tygodnia.
–Ehh. No cóż, chyba zacznę
pić ziołowe herbatki.
Po tych słowach obie
zaczęłyśmy się śmiać.
– Pozwolisz, że pójdę pod
prysznic?
– Jasne, ale lepiej ci zrobi
długa gorąca kąpiel z dużą ilością bąbelków.
– Skorzystam.
– To pa. Idę do Marco… –
Zamilkła jakby zastanawiając się, czy powiedzieć mi po co.
– Nie musisz mi zdradzać
waszych niecnych planów – prychnęłam.
Przez chwilę nic nie mówiła,
ale potem powiedziała, a jej głos brzmiał całkiem normalnie.
– Oliver pytał, czy mu dam
twój numer telefonu. To powiedziałam, że cię zapytam.
– Jasne, jeśli chce to tak.
– Spoko. Ja chyba też pójdę
pod prysznic, bo z Marco…
– Nie chcę wiedzieć! –
przerwałam.
– I Oliverem siedzieliśmy u
nich w salonie i zamartwialiśmy się całą noc. Więc nie byłam w łazience i muszę
się wykąpać.
– Całą noc – powtórzyłam
bezwiednie. Poczułam się dziwnie lekko, kiedy usłyszałam, że Oliver się o mnie
martwił i nie spał całą noc.
– Tak, do łazienki! –
zawołała. – Pa!
– Pa. – Rozłączyłam się.
W łazience napuściłam wody do
wanny, a gdy już do niej weszłam postanowiłam, że trochę tam posiedzę. Byłoby
tak gdyby nie telefon, który odebrałam po piętnastu minutach spędzonych w
wannie.
Komórkę położyłam na sedesie,
więc nie musiałam się za bardzo ruszać, żeby ją dosięgnąć. Wytarłam ręce i
spojrzałam na numer.
Nieznane.
Ouuu^^ Nie ma za co:*
OdpowiedzUsuńI to mi się podoba:D Rodzicom trzeba pokazywać gdzie ich miejsce. :P
Mamusiu, jeśli to przypadkiem czytasz, to wiedz że cię kocham ^^ <3
Hehe, dzięki i moja mamciu <3 proszę nie czytaj tego ^^
OdpowiedzUsuńDzięki za zmianę wyglądu bloga. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
Nie ma za co dziękować :*
UsuńA i u mnie nowa notka , zapraszam :D